Najnowsze posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogerzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogerzy. Pokaż wszystkie posty
Mam wrażenie, że i dzisiejszy temat będzie dość wtorkowy, jednakże zadręcza mnie od tylu miesięcy, nieustannie wracając, że wykorzystam ku temu czwartek.

Dlaczego dla wielu to takie pociągające?

Twierdzą, że pragną "fejmu", bliżej nieokreślonego i niezdefiniowanego tworu, na którego zdobycie niektórym szczęśliwcom pozwala internet. Z czego on im przychodzi? Ujęcie tego w słowach nie jest łatwe, za odpowiednikiem "sławy" powinny przecież stać konkretne, skomplikowane mechanizmy, a okazuje się, że wystarczy użyte tu już raz "szczęście" z ewentualnym dodatkiem "trafienia w niszę" i trach, mamy sławę godną ask.fm czy instagrama! Często nie potrzeba nawet wytrawnej twórczości, wystarczy być a splendor idola spłynie natychmiast. 

Co kieruje, natomiast, "konsumentami" tego wątpliwego towaru? W większości przypadków nietypowy styl bądź wygląd obiektu zachwytu, choć, jak już wspominałem, zjawisko to mi umyka. Czy jest w tym coś więcej? Myślę, że mowa tu głównie o nielicznych przypadkach. Czasem znalazł się jakiś domorosły twórca, wtedy zaczynało to mieć jakiekolwiek podstawy. Mam wrażenie, że większość z nich jest po prostu nieznośnie podobna i cyniczna, a zarazem nieświadoma otaczającej ich rzeczywistości, żyjąca we własnej, niekoniecznie zdrowej kreacji. 

Jakkolwiek mowa tu o wpływie zgubnym dla wielu młodych dusz to z czasem z tego wyrastają, pianie peanów odnajduje swój koniec, wypala się to, co widziało się w danej istocie. A potem, jak grzyby po deszczu, wyrastają nowi i nowi, zmieniają się i "sławni" jak i ich "konsumenci." Zjawisko wieku informacji, z którym trzeba się pogodzić, można co najwyżej przyglądać mu się z zaintrygowaniem i, być może, kiedyś wreszcie zrozumieć. 

Bardziej naiwne za to wydają mi się istoty, które swą pogoń za pieniądzem zwieńczają na YouTube czy w środowisku blogosfery. Bezideowo wbijają się w to, dość zatłoczone, środowisko i epatują jedynie swoim celem, nawet nie skupiając się na jakości produkcji (żeby nie być gołosłownym przykład kolejnego, nudnego let's playa, w którym autor nie zadbał nawet o to, by było go dobrze słychać), a po prostu tworząc byle co dla samej "męczarni" twórczej w ich przypadku. Bo co to za przyjemność, skoro twórca nawet nie jest w stanie pochylić się nad własnym dziełem, na którym najwidoczniej mu nie zależy? Liczy się cel, co z tego, że środki zbyt marne. 

Swą drogą, już osobiście i wprost do bólu mówiąc, jeśli ktoś nie prowadzi dobrego i konkretnego bloga o sprecyzowanej  tematyce trafiającej w koryto rzeki głównego nurtu, a robi to jedynie dla wizji zostania drugą Katarzyną Tusk (swego czasu media żartowały, że zarabia na blogu więcej niż jej ojciec premier) to autor zaczyna się wydawać, popełniając wszystkie wymienione tu grzechy, istotą naiwną, o ile nie obłąkaną. Nie mówię, że jest to niemożliwe, jednakże symptomy wypalenia się będą prędkie, a samo czytanie nie należy do najpopularniejszych w naszym społeczeństwie. Jeśli chcemy trafić w gust czytelników to wymagane jest chociaż minimum dbałości o tworzone przez nas teksty, aczkolwiek i tu moja staroświeckość przysłania mi właściwy obraz sytuacji, więc nie obrażę się za oświecenie czy zwyczajną dyskusję.

Źródło: online-learning.harvard.edu

Akt kreacji jest rzeczą piękną, sprzyja rozwojowi naszych talentów i sam w sobie pochwalam, dopóki służy to pracy nad sobą samym. Jeśli jednak robimy to na siłę, bezrefleksyjnie, nawet nie doszukując się własnych błędów (w tej sytuacji wizja poprawiania jakichkolwiek brzmi jak mrzonka) to najpewniej mija się to z celem do czasu, aż dostrzeżemy swoje przewinienia i zechcemy je naprawić. Pogoń za pieniądzem nie prowadzi do szczęścia, choć niezaprzeczalnie są one potrzebne, to wyniszczają, gdy przyjmą rolę motywacji przewodniej. Blog czy kanał na YouTube to nie ask.fm (swą drogą miejsce raczej niedochodowe, z naciskiem na raczej). 

Na sam koniec zmienię temat. Stworzyłem małą ankietę dotyczącą kwestii społeczno-ekonomiczno-politycznych i planuję wykorzystać jej wyniki do napisania w przyszłości co najmniej "porządnej" notatki wtorkowej, a być może artykułu, który spróbuję podesłać mediom (choć to idea z kategorii naiwnych). Adresowana jest głównie, choć nie tylko, do ludzi urodzonych w latach 1987-2001. W momencie osiągnięcia progu reprezentatywności zostanie zamknięta, a po opracowaniu wyników udostępnię statystykę.

Jeśli jesteś istotą zainteresowaną kliknij na ten napis!