Najnowsze posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkoła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkoła. Pokaż wszystkie posty
.
W miniony tydzień minął nam pod znakiem artystyczno-edukacyjnym, czyli mogliśmy tu obserwować odrobinę powrotu do korzeni bloga. Osobiście jestem z tego faktu zadowolony, ot, było lekko i przyjemnie, choć z odrobiną wytrawniejszego gustu. 

Wyróżniam notatkę "Wszyscy jesteśmy twórcami" właśnie z powyższego powodu. Pozwoliłem w niej sobie na więcej swobody niż zwykle. 

Źródło: colourmeanna-com.cloud.hosting-toolkit.net
"Dlaczego musimy spać?" jest tekstem, który tłumaczy jedną z podstawowych zasad funkcjonowania człowieka. To moja osobista mini-obsesja połączona z krucjatą przekazywania zdobytej w jej ramach wiedzy. Dlaczego? Mam wrażenie, że całe społeczeństwo postanowiło robić nam na złość i swoimi zasadami zaburzać jeden z podstawowych czynników zdrowia, jednocześnie ignorując znaczenie snu jako-takiego. Mówiłem już, że lwia część pracodawców w Polsce drażni mnie z powodu swojej znieczulicy? Wbrew pozorom jest to powiązane. 

Źródło: www.nationofchange.org
Wtorkowy tekst dotyczył historii współczesnego terroryzmu, a konkretnie genezy narodzin organizacji tak zwanego "Państwa Islamskiego". Temat kontrowersyjny i na czasie, podjęty głównie dlatego, że mało kto zajmuje się nim i posiada o nim jednocześnie jakiekolwiek pojęcie. Ludzie skupili się na wykrzykiwaniu populizmów i złej do szpiku kości religii, pobudzono ksenofobię i rasizm. Kozłem ofiarnym stali się muzułmanie jako tacy, całościowo postrzegani jako radykałowie. W takim razie dlaczego terroryzm jest tak intensywny dopiero od niedawna? Jeśli nie potrafisz odpowiedzieć sobie na to pytanie - zapraszam do lektury tego tekstu. Dowiesz się skąd wziął się islamski ekstremizm i dlaczego nie powinieneś przypisywać go całemu miliardowi ludzi.

Źródło: static1.squarespace.com
Środowe "Wszyscy jesteśmy twórcami" to uderzenie w wiele radośniejszą nutę poprzez podjęcie dyskusji z wrodzonym, ludzkim pesymizmem. Wrodzony talent nie definiuje nas do końca, wszystko zależy od naszego uporu. Każdy ma w sobie pokłady artystycznego potencjały, wystarczy tylko chcieć je rozwinąć. Próbuj, bo czasem i głową mur przebijesz! 

Źródło: welch.house.gov
"Matura, studia - i co dalej?" to piątkowy tekst podejmujący kolejną dyskusję z perspektywą społeczeństwa, które współcześnie piętnuje osoby bez wykształcenia wyższego, a w efekcie prowadzi do spadku jego wartości. Posiadanie papieru z uczelni wyższej może co najwyżej osłabić jego wartość na rynku pracy, pewniakiem nam jej od razu nie zapewni (może poza nielicznymi wyjątkami, które i tak powoli stają się przeciążone). Czasem o wiele lepiej byłoby zrealizować swe marzenie o tokarstwie czy włókiennictwie niż pchać się na uniwersytet czy skończyć z samą maturą. Kiedy wreszcie nauczymy się, że nie wolno piętnować tak szlachetnych zawodów? 

Co w następnym tygodniu?

W poniedziałek czeka was starcie z recenzją, która z powodu zachwytu autora pachnie wręcz chamską reklamą. Lojalnie uprzedzam, że pisałem to stosunkowo szczerze, a zachwyt nadal ze mnie nie zszedł. Co dalej? We wtorek odrobina przemyśleń na temat formy publikowanych tu tekstów, a resztę tygodnia niech skrywa słodka tajemnica. 



Źródła: new.schoolnotes.com
Społeczeństwo oraz pracodawcy wykształcili niebezpieczną modę, która sprawia, że wykształcenie przestaje być cokolwiek warte. Ponieważ każdy musi zdać maturę, wstyd nie ukończyć studiów, a czasem bez wyższego nie zatrudnią cię nawet do zamiatania. Sytuacja co najmniej chora, a rozwijająca się z każdym etapem podejmowanych decyzji. 

Na początek jednak załóżmy, że chcemy iść na te studia. Zewsząd wyleją się opinie, że powinniśmy wybrać kierunek lekarski, stricte-ścisły lub w akcie rozpaczy prawo. Reszta się nie liczy i godna jest "mało ambitnych samobójców" w oczach członków rodziny i znajomych. Presja narasta aż dochodzi do momentu, w którym podążamy niechcianą i mdłą ścieżką kariery. Załóżmy, że wytrzymaliśmy te trzy lata, ba, pięć lat! Mamy magistra inżyniera i szczerze nienawidzimy swojego zawodu, dodatkowo rynek pracy okazuje się niemniej okrutny niż w przypadku "niepożądanych" dawniej kierunków, ponieważ w tym co robimy jesteśmy najwyżej średni. Nie można nas o to winić, przecież nawet nie przepadamy za obraną przez nas ścieżką kariery życiowej.

A co jeśli przez całe życie marzyliśmy o tym aby pracować jako stolarz czy tokarz? Zawody wymierające a jakże nadal potrzebne. Dość często problem z nimi związany sprowadza się do kwestii ambicji rodzinnych i wydumanych, stereotypowych teorii na temat kolosalnego wzrostu zarobków w przypadku posiadania wykształcenia wyższego. Poza tym wiele osób postrzega szkoły zawodowe nieuczciwie bo jako siedlisko ludzi leniwych i straconych. Nie, często są to po prostu osoby, które wyrwały się z błędnego koła kreowanego przez współczesny świat. Mają na siebie odrobinę inny pomysł, chcą się realizować, chwała im za to.

Cały problem związany z naszymi wyborami sprowadza się do pytania - kim tak naprawdę chcemy być? Posiadamy całe życie na edukację, jednakże w międzyczasie musimy sobie zapewnić środki do egzystencji. Jeśli naprawdę kochamy coś robić to z czasem w końcu powinno nam się udać wybić na tej ścieżce kariery. Będziemy w tym po prostu lepsi od innych, naturalni, będziemy zajmowali się tym co robić kochamy. O wiele łatwiej przyjdzie nam wyrobienia sobie dobrej opinii pod warunkiem, że nie poddamy się w przypadku początkowych niepowodzeń. Życie nie jest łatwe dlatego warto walczyć o jak największą dozę przyjemność w jego ramach. 

Nie dajmy porwać się szaleństwu, posiadanie wykształcenia wyższego nie powinno być koniecznością i czymś nader powszechnym. Osoby nieposiadające go nie powinny padać obiektem wzgardy i dyskryminacji. Czas wyedukować społeczeństwo, a w szczególności pracodawców, że świat wygląda trochę inaczej niż im się zdaje. 

Wybierając psychologię nasłuchałem się wielu narzekań i jęków na temat tego, że źle robię i skończę bez pracy. Podobne głosy podnosiły się przy okazji marzącej mi się ścieżki historyka, wtedy jeszcze usilniej próbowano wpoić mi wizję żywota prawnika. I wiecie co? Zmarłbym z nudy studiując prawo, a co dopiero poświęcając życie karierze tego pokroju. 
Źródło: medicaldaily.com
Na horyzoncie maluje się kolejny kryzys wychowawczy dla wielu rodziców, którzy wyznają powiedzenie "Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje". Co weekend byliście brutalnie ściągani z łóżka o szóstej rano przez mamę, tatę, babcię czy dziadka? Możecie mieć do nich pretensje o zaburzenie funkcjonowania waszego organizmu! Jest to oczywiście aspekt humorystyczny, a całą notkę polecam traktować z przymrużeniem oka. 

Badania opublikowane ostatnio w "Psychology Today" stwierdzają, że osoby śpiące do godzin popołudniowych czerpią z tego profity. Szczególnie, gdy wyrobiony mają nawyk wylegiwania się w łóżku, miast zrywania się nagle i gwałtownie równo z pierwszym dźwiękiem budzika. 

Jakie mają być zalety naszego łóżkowego lenistwa? Pomijając dobre samopoczucie mowa tu o poprawie pamięci, a nawet zwiększonej innowacyjności i kreatywności! Niestety kłania się tutaj pewien problem związany z funkcjonowaniem naszego społeczeństwa, który utrudnia realizację tych, dla wielu obrazoburczych, założeń.

Przyjmujemy, że najlepszą porą na sen są godziny między 23-7 (sam autor grzeszy w ten sposób dzień w dzień), a w Polsce sam tryb szkolny czy pracowniczy jest z tym systemem z reguły silnie sprężony. Są przesłanki, że niekoniecznie odpowiada to naszemu organizmowi i w przypadku dużej części z nas zaniża efektywność działania. Preferowanym czasem rozpoczęcia codziennego funkcjonowania są okolice 10 rano, przykładem stosowania się do takich rozwiązań jest część szkół w Wielkiej Brytanii. 

Jest jednak grupa ludzi, która ma odrobinę ułatwioną sprawę. Mowa tutaj o nocnych markach, których zegar biologiczny funkcjonuje kompletnie inaczej, niż przyjmowany tradycyjnie w ramach społecznych. Ludzie, którzy sprawniej egzystują nocą, starają się z reguły dostosować grafik do swych potrzeb tak, aby mieć możliwość odespania pracy i wstają dopiero w okolicach godzin popołudniowych. Sam ten fakt skutkuje wzrostem ich funkcjonalności, a co za tym idzie i kreatywności. Niestety, jeśli ta konkretna grupa nie ma możliwości zaspokojenia swoich potrzeb, cóż... Wedle wielu naukowców lepiej, żeby jednak miała.

Reasumując powinniśmy brać przykład z pana prezydenta Andrzeja Dudy w celu osiągnięcia zadowolenia w swoim życiu. Ale czy jednak na pewno? Nie bez powodu ta notka nie dostaje podkładki w postaci źródeł (stąd prośba o podchodzenie do niej z dystansem), nie udało mi się dotrzeć do samych prac naukowych na temat snu, bazuję głównie na czytywanej przeze mnie publicystyce, która często temat podnosi.

Moim zdaniem kwestia snu jest zbyt silnie zindywidualizowana, aby można było nałożyć na nią tak suche schematy, ramy. Osobiście czuję się źle i wstaję przysłowiową lewą nogą, jeśli budzę się później niż o 9 rano, nawet jeśli śpię w efekcie raptem 3-4 godziny. W tym przypadku doceniam jednak możliwość wylegiwania się przez kwadrans czy dwa, faktycznie wpływa to na mnie pozytywnie. Samo przeciwstawienie sobie dwóch sposobów poprawnego funkcjonowania (23-7 vs 7-23) daje nam trochę do myślenia w kwestii możliwej ilości korzystnych scenariuszy. Jeśli jednak wiecznie wstajemy źli czy sfrustrowani to może warto pochylić się nad własnym zegarem biologicznym i spróbować, choć minimalnie, dostosować życie do jego potrzeb? 

Minęły tysiące lat, a w piach w klepsydrze przesypywał się nieubłaganie. Słyszeliśmy szum, a nie mogliśmy jej zobaczyć. Pozostawała i pozostaje poza naszym zasięgiem, choć tak naprawdę mowa tu nierozłączonej towarzyszce naszego życia. 

Zanim udamy się na wieczny spoczynek usłyszymy niezliczoną ilość opowieści, tych dobrych jak i tych złych, zarówno szczęśliwych jak i pechowych, przynoszących korzyści oraz szkodzących. Część z nich będzie dość osobista, wyryje się głęboko w naszych sercach, odnajdzie tam pilną skrytkę, a inne, uznane za nieistotne bądź tymczasowe, uciekną prędko by nigdy nie wrócić, o ile nikt nie postanowi nakreślić ich nam na nowo. Na usta, jednakoż, ciśnie się o wiele ważniejsze pytanie.

Jaką lekcję z nich wyciągniemy?

Uwielbiamy lekceważyć, twierdzić, że to co było już nigdy nie wróci, a jeśli już musi to z dala od nas, nie w naszych czasach. Nasza najukochańsza mama miała problemy z powodu decyzji, którą my chcemy podjąć w bliźniaczym kontekście po przeminięciu dwudziestu paru lat? Oczywiście, wtedy były inne czasy, poza tym i tak mamy, choć minimalną szansę na sukces! Wiemy lepiej, młodzi, zero-jedynkowi, nabuzowani hormonami. 

Córka twierdzi, że zachowuję się nierozsądnie, przytaczając przy tym przykłady z życia znajomych jako argumentację najwyższego kalibru. Ale co ona może wiedzieć o życiu? Przeżyłem już tyle, doświadczenie samo dyktuje, wiem lepiej. Moja nieomylność stoi na wyższym poziomie, szlif wieku, po co słuchać? A wtedy upartość prowadzi do bagna, tak rozległego i cuchnącego, buchającego smolistą breją... Cierpi na tym każdy, cierpi na tym rodzina, nieraz cierpią i znajomi. Jak widać zero-jedynkowi bywają również dorośli, obrośli w tłuszczyk zadufania, zakorzenieni we własnej pewności. 

Lekcja historii w dzisiejszych czasach zdaje się brzmieć niczym inkantacja zaklęcia „transformacji w leniwca” - programowi oraz nauczycielom brakuje polotu. Chwile, gdy uda się zainteresować młode umysły tematem, brzmią niczym święto przy opowieści o bezsensownym poświęceniu ich rówieśników na szali klęski, złożeniu ich w ofierze wydumanego patriotyzmu. A sami uczniowie nie lubią sięgać po literaturę, wolą prosty mem, obrazek przesycony informacjami, niekoniecznie sprawdzonymi. System edukacji nie uczy nas prawdziwego szacunku do czasu. 

Czy w tej sytuacji możemy mieć pretensje o ten wszechobecny brak refleksji, nierozumienie powagi wielu sytuacji, gdy nie cuchnie już trupi swąd? To problem wielowarstwowy, szeroki, wymagający stanowczych działań, wieloletniej pracy u podstaw.

W terenie oraz indywidualnej. Wystarczy obudzić w sobie świadomość, a mamy szansę uniknąć wielu nieprzyjemności. Jesteśmy istotami inteligentnymi, sprawnie wykorzystującymi okazje. Odtrącanie tej byłoby nierozsądne. 

Nie zapominajmy o lekcjach przodków, nie odtrącajmy lekcji potomnych.