Najnowsze posty


Żyjemy w XXI wieku, czyli w dobie zwanej hucznie "Wiekiem Informacji."

Mamy prasę, telewizję, internet, smartfony, nieustannie znajdujemy się w kontakcie ze światem. Wystarczy jedno kliknięcie, a na ekranie wyświetli się jaskrawa horda informacji atakujących nas zewsząd, od przeżyć znajomych po katastrofy globalne maści wszelakiej. Jeśli tylko zaczyna się dziać coś "wielkiego", choćby rewolta pokroju ukraińskiego Majdanu, to internet wie o tym od razu, a informacja rozchodzi się z nieprawdopodobną prędkością. Często jest to dzieło przypadku, często liczb w statystyce, które nabrały niepowstrzymanego rozpędu, nieustannie podwajając się, potrajając. Od znajomego do znajomego, udostępnienie za udostępnieniem.

Ot, fenomen internetu, dzięki któremu sami sobie jesteśmy nawzajem źródłem informacji.

Ale czy dzięki temu staliśmy się wreszcie obywatelami świadomymi otaczającego nas świata? Niestety niekoniecznie, pożywkę dostarczono postawie ignorantów, a nie ludzi głodnych wiedzy. Tak łatwo stworzyć twierdzę, do której nie dostanie się nic, poza interesującymi nas sprawami - najczęściej serialami i, właśnie, znajomymi, rzadziej eventami masowymi o charakterze kulturowym. Oczywiście, najgłośniejsze informacje globalne przebiją się przez tę barierę, są to jednak "chlubne" wyjątki pokroju śmierci artysty popkultury, czyli w efekcie często pokrewne do najpopularniejszych obszarów zainteresowań.

Rezygnując z przywileju informacji w kwestiach podstawowych, często dotyczących naszego regionu czy kraju, wedle wielu oszczędzamy sobie nerwów. W końcu łatwiej i przyjemniej jest usiąść z kubkiem ciepłej herbaty przed telewizorem, opatulić się w puszysty kocyk i spędzić kilka godzin przy ulubionym serialu, miast oglądając wiadomości na temat kolejnej wrzawy sejmowej i podniesienia podatków. Ot, postawa jak najbardziej zrozumiała, choć wypaczająca naszą umiejętność opiniotwórczą w przypadku, chociażby, wyborów/referendów.

Właśnie dlatego warto interesować się tymi, niekochanymi kwestiami. Uodparnia nas to, pod warunkiem krytycznego podejścia, na populistyczną demagogię, którą wielu polityków jak i dziennikarzy w ich służbie dziś stosuje. Gdy jesteśmy świadomi ciężej nas oszukać, ciężej nami manipulować, posiadamy pewną, konkretną, usystematyzowana wiedzę. Lukratywne hasła, które w głębi są po prostu przekłamaną wydmuszką, przestają kusić człowieka świadomego, ponieważ nie natrafiają na pustkę, którą tak łatwo wypełnić. Natrafiają na przestrzeń zasiedloną konkretną, uformowaną wiedzą i najpierw muszą z nią zwyciężyć, by zająć jej miejsce, udowodnić swą rację. A właśnie jej brak bywa najsłabszą stroną populizmu.

Dlatego właśnie zapraszam na cotygodniową "prasówkę" zainteresowanych i tych, którzy dotrwali! Informacje proszę traktować z przymrużeniem oka, są one celowo upraszczane, nieraz okraszone stylem jadowitej satyry.


Coraz mniej Szydło z Szydło

Źródło zdjęcia: PAP
Zewsząd dobiegają nas informacje, a raczej ich brak, o pani premier Beacie Szydło. Ponoć popadła ona w niełaskę prezesa ociężałością we wprowadzaniu reform ekonomicznych. Ot, strata niewielka, pani Beaty coraz mniej i mniej, aż zniknie i zapomnimy. Może przynajmniej odpocznie od tego braku możliwości do realnego działania? Poza tym, kim do licha jest Kazimierz Marcinkiewicz? Nie pamiętam nikogo takiego...

Coraz bliżej epidemii superbakterii

Źródło grafiki: tvp.pl
Bakteria "New Delhi" znana ze swej odporności na antybiotyki i możliwości przekazania "genu odporności" innym bakteriom coraz powszechniej występuje w Polsce. Zanotowano lawinowy wzrost przypadków zakażenia w Warszawie (liczba stwierdzonych przypadków zmieniła się ze 105 na 1105) w ciągu ostatnich trzech lat, w efekcie staliśmy się europejskimi przodownikami w hodowli "New Dehli." Czy jest cię czego bać? Niestety jest to zarazek, który zwykłą grypę zamienia w śmiertelną chorobę, wobec której bezradna staje się współczesna medycyna. Dlatego może lepiej odpuścić sobie majówkę w stolicy?

Zakaz handlu w niedzielę?

Źródło zdjęcia: nextnature.net
Pamiętacie mój tekst mówiący o tym, aby walczyć o posiadanie dnia odpoczynku, jako przykład podając kultywowaną przeze mnie niedzielę? Jak widać ktoś miał bliźniacze przemyślenia i do sejmu trafił projekt ograniczający niedzielny handel. Wedle ankiet jednak większość Polaków jest przeciwna ustawie tego pokroju. Być może boją się lawiny zwolnień spowodowanej spadkiem zysków, a być może odbiera to sens ich niedzielnej egzystencji. Ba, co tam, zaszalejmy, niedziela wolna dla wszystkich! W końcu co złego może się z tego powodu stać, gospodarko? 


Tę formę przyjmą sobotnie prasówki. Chciałem ująć jeszcze kilka, innych wydarzeń, ale uznałem, że stworzyłbym zbyt rozbudowanego kolosa z i tak już przydługiej notatki. Macie przedsmak, następnym razem tak będzie wyglądało główne wydanie, już bez refleksyjnego wstępu. Wtedy nie pominę większej ilości wydarzeń politycznych, kulturowych, masowych, acz i tak wybiorę to, co najbardziej zapadło mi w pamięć.

Podsumowując - "New Dehli" powoduje powolne znikanie z mediów, a zapadła na nie pani premier w trakcie niedzielnych zakupów odpoczywając w Warszawie.

Miłej, pełnej uśmiechu i relaksu majówki, gdziekolwiek ją spędzacie!

Zgodnie z rozpiską żyjąc dziś podejmuję temat surowy, filozoficzny.

Poruszę pojęcie dobra i zła. Z góry podkreślam, że inspirowali mnie w tym przypadku Erich Fromm (i na dobrą sprawę to jego teorię przedstawię), Gottfried Wilhelm Leibniz, Karol Marks oraz Baruch Spinoza. Spędziłem wiele godzin ślęcząc nad ich dziełami, badaniami, traktatami i pod niezwykle silnym wpływem pierwszego z nich przedefiniowałem fundamenty swojego żywota.

Czym jest tak naprawdę dobro i zło? Czy można tu mówić ogólnikowo o kwestii zgodności z normami prawnymi jak i etycznymi, tak zmiennymi, różniącymi się pomiędzy krajami, kulturami, czasem i miejscowościami? To zbyt płytkie pojmowanie tej kwestii, dobre jako wytłumaczenie tymczasowe, ale prowadzące do niezliczonej liczby paradoksów.

Życiem rządzą dwie postawy, dwa rodzaje żądz. Mowa tu o postawie progresywnej, postępowej, reprezentowanej przez naukowy styl życia, prowadzącej ku rozwojowi, społeczeństwu spójnemu i współpracującemu ze sobą, eliminującemu niesnaski i wady, oraz postawie regresywnej, wstecznej. Regresja występuje tu jako symbol zerwania z dorobkiem cywilizacyjnym, jest to droga ku życiu pierwotnemu, zatraceniu istoty człowieczeństwa, ot, czysty obłęd, którego celem jest zastąpienie inteligencji instynktami, których człowiekowi z jej powodu brakuje.

Obie postawy, rozwinięte ku swej skrajności, gwarantują przetrwanie rasy ludzkiej. Istnienie całych cywilizacji to walka pragnień, ciągłych wyborów między jednym a drugim, ot, sinusoida życia, która odbija się echem w historii. Czym dłużej kroczymy jedną z tych ścieżek, tym zdrowsi jesteśmy, a czym więcej chaosu decyzyjnego, tym gorsze nasze życie, niższy poziom zadowolenia. Potrzebujemy pewnej stałej w całej tej burzy doświadczeń, aby odczuwać szczęście.

Pozostaje tylko wybór pomiędzy postępem...
...a obłędem w zezwierzęceniu.

Tylko w ten sposób unikniemy śmierci z rąk własnej agresji. 

Poezja, czyli sztuka słów, sztuka pojmowania piękna i między wierszami skrywania tego, co najwykwintniejsze. Stara niczym cywilizacja, ujmująca w swe barwy świat, kochana jak i nierozumiana przez wielu. A najprzedniejsza, wśród jej twórczości, Erato! Ach, Erato! 


"Teraz powstają ciała z pościeli
I, rozespana, przeciąga się
Erato. Pięknie zbudowana
Unosi w górę ramię, a jasny
Meszek z jej pachwin pokrywa
Marmurowe piersi, otwiera ciężkie powieki
I podczas gdy w ociężałej rozkoszy
Wykorzystuje złoty świat, łagodne pagórki
Szmaragdu i lazurowe niebo,
Szepce marzycielsko, wzdychając
I wsysając słodki trunek,
Tęskne pocałunki i dźwięki."

Carl Spitteler „Erato”


Czyż przenośnie nie są kwintesencją tego co jest w stanie ująć w swych ramach słowo? Tak dosłowne, suche, proste, a tak głębokie, nasączone słodyczą egzystencji, podkreślające to, co wspaniałe. Od turpistycznej brzydoty, przez niebiańskie loty, ku bezkresowi uniwersum, daleko poza naszym pojmowaniem, ale wciąż w jego ramach! Wystarczy chwycić, dostrzec głębię, snuć refleksję, ot, zanurzyć się w tym wszystkim i czuć.

Czuć inspirację, która porywała narody, rozpoczynała boje, kruszyła mury najpotężniejszych twierdz. Słowo to kunszt, słowo to potęga, a liryzm służy już tylko powabności, kreując swoiste magnus opum tej kategorii. 


„Nie jestem młody
Niech was smukłość mego ciała
Nie zwodzi
Ani tkliwa biel szyi
Ani jasność otwartego czoła
Ani puch nad słodką wargą
Ni śmiech cherubiński
Ni krok elastyczny”

Tadeusz Różewicz „Lament” (fragment)

Choć czasem tak skąpe w barwne epitety, tak krótkie i minimalistyczne, a tak głębokie, wyrażające gammę bólu i cierpienia niepojmowalną dla żyjących w czasach spokoju. A jednak wciąż to liryka, wciąż to miłość milionów, choć niekoniecznie Erato piastuje tu straże, choć niekoniecznie mowa tu o dosłownym krajobrazie. 

A krajobraz i tak skrywa się w głębi. 

Poezjo! Zwracam się do Ciebie zawsze i wszędzie, kocham Cię i nienawidzimy, raduję się i cierpię, ale prędzej czy później i tak do Ciebie powrócę po to tylko, by odejść, zapomnieć! Każdy w swym życiu potrzebuje chwili głębokiej refleksji.

Każdy czasem sięgnie po tomik poetycki, a przynajmniej powinien próbować. Nie da się pojąć świata w pełni bez dostrzegania metafor, tych skrzętnych przenośni, a co tu dopiero mówić o ich pojmowaniu. 

Szkoda, że w dzisiejszych czasach niewiele dróg pozostało dla młodych, utalentowanych poetów. Nie ukochali ich wydawcy, nie zakupili czytelnicy. Być może powinniśmy częściej sięgać po tomiki poezji, nawet jeśli mają się kurzyć na półce i czekać latami na swą chwilę?

Minęły tysiące lat, a w piach w klepsydrze przesypywał się nieubłaganie. Słyszeliśmy szum, a nie mogliśmy jej zobaczyć. Pozostawała i pozostaje poza naszym zasięgiem, choć tak naprawdę mowa tu nierozłączonej towarzyszce naszego życia. 

Zanim udamy się na wieczny spoczynek usłyszymy niezliczoną ilość opowieści, tych dobrych jak i tych złych, zarówno szczęśliwych jak i pechowych, przynoszących korzyści oraz szkodzących. Część z nich będzie dość osobista, wyryje się głęboko w naszych sercach, odnajdzie tam pilną skrytkę, a inne, uznane za nieistotne bądź tymczasowe, uciekną prędko by nigdy nie wrócić, o ile nikt nie postanowi nakreślić ich nam na nowo. Na usta, jednakoż, ciśnie się o wiele ważniejsze pytanie.

Jaką lekcję z nich wyciągniemy?

Uwielbiamy lekceważyć, twierdzić, że to co było już nigdy nie wróci, a jeśli już musi to z dala od nas, nie w naszych czasach. Nasza najukochańsza mama miała problemy z powodu decyzji, którą my chcemy podjąć w bliźniaczym kontekście po przeminięciu dwudziestu paru lat? Oczywiście, wtedy były inne czasy, poza tym i tak mamy, choć minimalną szansę na sukces! Wiemy lepiej, młodzi, zero-jedynkowi, nabuzowani hormonami. 

Córka twierdzi, że zachowuję się nierozsądnie, przytaczając przy tym przykłady z życia znajomych jako argumentację najwyższego kalibru. Ale co ona może wiedzieć o życiu? Przeżyłem już tyle, doświadczenie samo dyktuje, wiem lepiej. Moja nieomylność stoi na wyższym poziomie, szlif wieku, po co słuchać? A wtedy upartość prowadzi do bagna, tak rozległego i cuchnącego, buchającego smolistą breją... Cierpi na tym każdy, cierpi na tym rodzina, nieraz cierpią i znajomi. Jak widać zero-jedynkowi bywają również dorośli, obrośli w tłuszczyk zadufania, zakorzenieni we własnej pewności. 

Lekcja historii w dzisiejszych czasach zdaje się brzmieć niczym inkantacja zaklęcia „transformacji w leniwca” - programowi oraz nauczycielom brakuje polotu. Chwile, gdy uda się zainteresować młode umysły tematem, brzmią niczym święto przy opowieści o bezsensownym poświęceniu ich rówieśników na szali klęski, złożeniu ich w ofierze wydumanego patriotyzmu. A sami uczniowie nie lubią sięgać po literaturę, wolą prosty mem, obrazek przesycony informacjami, niekoniecznie sprawdzonymi. System edukacji nie uczy nas prawdziwego szacunku do czasu. 

Czy w tej sytuacji możemy mieć pretensje o ten wszechobecny brak refleksji, nierozumienie powagi wielu sytuacji, gdy nie cuchnie już trupi swąd? To problem wielowarstwowy, szeroki, wymagający stanowczych działań, wieloletniej pracy u podstaw.

W terenie oraz indywidualnej. Wystarczy obudzić w sobie świadomość, a mamy szansę uniknąć wielu nieprzyjemności. Jesteśmy istotami inteligentnymi, sprawnie wykorzystującymi okazje. Odtrącanie tej byłoby nierozsądne. 

Nie zapominajmy o lekcjach przodków, nie odtrącajmy lekcji potomnych.
Im bardziej pęd ku życiu zostaje zablokowany, tym silniejszy jest pęd ku zniszczeniu.
Erich Fromm

Spotykamy się na ulicy, dzień w dzień, beznamiętni, bezrefleksyjni. Kotłują się w nas niezmierzone pokłady żółci, zajmujące miejsce pustki, tej nieznośnej, wyżerającej nas czeluści, bezideowości. Jedyne co dostrzegamy to wady (nieuczciwe stereotypy), a to za wielki nos, a to obrzydliwe piegi, tam, po prawej biedny, pewnie pijak i alkoholik, a po lewej „tfu” pedał. Złego dopełni starsza kobiecina z kulą, trzęsąca się i opadająca z sił, na tyle bezczelna, by poprosić o miejsce siedzące! 

Zatraciliśmy kurs, a naszym nawigatorem stała się naiwność, trasa jej prosta i niezmienna, a punkt docelowy zwie się limbo. Gdy jest już za późno, gdy podsycają nas ognie skryte pod płaszczem cienia i dezinformacji - zaczynamy czuć ulgę, świat nareszcie zdaję się być dziecinnie prosty, w końcu wiemy po czym stąpamy. Naszym ideałem bunt, z prawa bądź lewa, naszym argumentem aksjomat, naszą bronią siła i... Tęsknota. Tęsknota za „pięknymi” czasami, gdy każda ideologia osiągała najwyższy poziom dyskusji, a w grę wchodziła już tylko liczba wspierana tężyzną. Ot, argument siły, król nad królów.

Nikt nie nauczył nas ciekawości, zdążyliśmy znienawidzić schematy wpajane nam każdego dnia. Taki jest system, musisz się dostosować. Nie liczy się to co umiesz i wiesz, ważne jest tylko abyś stał się kolejnym trybikiem w mechanizmie dziejów, odwzorował to, czego od ciebie wymagają. Oryginalność jest nieakceptowalna, nie o to prosi komisja. Czy taka postawa kształtuje ludzi krytycznych, pragnących świata różnorodnego, barwnego, czy też raczej rzuca im kłody pod nogi, coraz to wyraźniej spychając na tę zgubną trasę, której obrania konsekwencje dziś odczuwamy? 

Skoro już przyzwyczaili nas do przyswajania haseł, skoro już udowodnili, że poza pewną linię nie należy wychodzić, jednocześnie tak usilnie forsując pluralizm, tak sprzecznie, nielogicznie... Skoro już pchnęli nas ku zgubie, zgubę przyjmujemy. Jest piękna, prosta, jednolita, pozbawiona absurdów. Radykalizm zebrał swe żniwo, a brunatno-bure barwy wdarły się do serc. Walka o rząd dusz nadal trwa, choć już znamy zwycięzców. Problem leży u podstaw. 

Zostawieni sami sobie, chcemy dbać o siebie. Kształtuje to postawę egoistyczną, regresyjną, przykrą, smutną. Gdzie dążenie do postępu, porzucania barier i granic? Musimy się wreszcie nauczyć chwytać po źródła różnorodne, musimy sięgać głębiej i mówić „sprawdzam!” gdy usłyszymy rzeczy nieprawdopodobnie sprzeczne. Nie, nie za wzorem autorytetu, a za własnym, chłonnym umysłem, który od lat tego właśnie się doprasza. Sięgnijmy czasem po argumenty drugiej strony, sprawdźmy je, wyjątku nie uczyńmy też dla własnych. Świat i tak pędzi, chwila refleksji nie boli.

Dlaczego kotłuje się w nas tyle nienawiści? Mam wrażenie, że mimowolnie adresuję tę notkę do części mojego pokolenia, odrobinę odchodząc od neutralności, wspierającej skupianie się na istocie piękna tego świata. Czasem jednak trzeba wyjść przed szereg. 

Nie pozwólmy błędom innych na determinowanie naszego życia, wnikajmy, dociekajmy, bądźmy ciekawi, a co najważniejsze szanujmy. Pokażmy, że stać nas na dyskusję, miejmy odmienne zdanie, ale akceptujmy. Tak powinno zachowywać się zdrowe społeczeństwo, nie tylko liberalne czy demokratyczne, a najzwyczajniej w świecie i po ludzku zdrowe. Unikajmy argumentu siły, wrzawy, bezmyślności. 

Świat jest pięknym, rozwijającym się miejscem. Nie spowalniajmy postępu, wspólnie zbierajmy owoce dorobku ludzkości, dostrzegając potencjał i w tych zgniłych, pomagając im powrócić do pełnej kondycji, wnieść coś dobrego.

Brakuje nam empatii, tak więc słowem na dziś zostaje właśnie ona.

Źródło: hollyonhealth.com

Liście, które jesienią spadają z drzew, chciałyby się wskazać jako przykład przemijania. Byłby to jednak zły przykład, ponieważ po kilku miesiącach drzewo wypuści nowe liście i nastanie wiosna, dokładnie taka jak była wcześniej.


Peter Rosegger

Piach na podwórku zamienił się w mokrą breję, powoli kończąc swą egzystencję. Był on ledwo dostrzegalny z sekundy na sekundę coraz bardziej ginąc pod ścianą wody spadającą z nieba. Wszystkie dźwięki otoczenia zagłuszał wszechobecny szum, a choć w mieszkaniu było ciepło ponad miarę, to cały ten widok przysparzał o chłodny, przyjemny dreszczyk.

W końcu zamiast podwórka dało się obserwować zalążki nowego zbiornika wodnego, póki co prezentującego się miernie, choć już wtedy mającego szansę wkroczyć do wnętrza budowli nieustannie opierających się nawałnicy w swej aroganckiej dumie. Szum nie ustawał, idealnie komponując się z przenikającą otoczenie szarością. Drzewa, te o pustych koronach, jak i te, które koron nie tracą nigdy, mogły się wreszcie posilić po okresie suszy. A przynajmniej chciałoby się tak to widzieć - natura ucztowała, karmiąc samą siebie. 

Wpatrzony w to wszystko mały chłopiec odczuwał silną dozę fascynacji. Było to dla niego wirtuozerskie doświadczenie, przeplatane z poczuciem niezwykłego piękna. Jak dotąd nie lubił deszczu, odbierał mu on możliwość zabawy w piaskownicy i sprawiał, że zmartwiona matczyna zatrzymywała go w mieszkaniu na dłuższy czas. Wreszcie jednak zaczął dostrzegać w tym żywiole rodzaj nieskalanego, pierwotnego piękna, i ślęczał przylepiony do szyby, wpatrzony w szarość dnia, tak szpetną odkąd zniknęła cała pozłacana otoczka, niczym w najwspanialsze z dzieł sztuki.

Myślę, że posiadanie swojej ulubionej pory roku to kwestia indywidualna i każdy odnajduje choć jeden kwartał, w którym może czuć się spełniony. Dopasowanie do gustu, zachowań oraz osobowości jest tu najprawdopodobniej kluczowe. Ale czy mimo to warto hodować urazy do pór nieupragnionych? Natura w każdym swym aspekcie jest sobą w pełni, a nasze malkontenctwo niewiele zmieni w jej egzystencji. Po tym, jak damy już upust frustracji, powinniśmy spojrzeć na pozytywne strony sezonów – zawsze istnieją, musimy tylko zechcieć je dostrzec. W końcu to nasza Matka Ziemia, która stara się dbać o swoje dzieci, nawet te często tak dla niej okrutne.

Wiele lat temu nauczyłem się kochać deszczową jesień za jej spokój, tonację oraz orzeźwiające spacery w deszczu. Uznałem jej najbrzydszy aspekt za równie piękny, co pozostałe. Może pora zadać sobie podobne pytania, co o niej, w stosunku do pozostałych pór? 
A gdy Bóg ukończył w dniu szóstym swe dzieło, nad którym pracował, odpoczął dnia siódmego po całym swym trudzie, jaki podjął.  
Księga Rodzaju 

Nastał niedzielny wieczór, a ja sam oczekuję od siebie spełniania powinności. Sumienność w redagowaniu treści tego bloga to dla mnie test, jednakoż nie może ona odstawać od jakości. Bylejakość jest dobra tylko wtedy, gdy zapełnia nam pustkę, pozwala uciec od problemów czy czyni coś pozytywnego, a więc w moim mniemaniu jednak niesie za sobą ową jakość Ćwiczenia nigdy nie są idealne, jeśli dopiero je rozpoczynamy. Każdy posiada swoją formę, staram się być wyrozumiały w tej materii.

Choć gust mam okrutnie wybredny.

Krople deszczu dudnią o parapet rytmicznie, a w powietrzu unosi się rześki zapach życia. Suche, spragnione wilgoci usta zanurzają się w odrobinie aromatycznej kawy, częściowo pieszczone przez chłód ceramiki, a rytm życia nie ustaje. Wielu pewnie dobija dzisiejsza, deszczowa pogoda, jednakże co w niej złego? Fakt, nieraz psuje plany, acz zarazem wymusza na nas pozostanie w cieple domowego ogniska, opatulenie się w koc i myślenie.

Ewentualnie zaznanie zasłużonej chwili spokoju przy pachnących (być może nowością, a być może i sędziwym wiekiem) stronicach ksiąg, przy odcinku ulubionego serialu, leniuchując oraz rozmyślając. Każdy zasługuje na odpoczynek, a niedziela, w całej swej symbolice, to dobry dzień ku temu. Kończy się tydzień, nabieramy sił do ponownych zmagań z chlebem powszednim.

Co niedzielę, od następnej licząc, każdego ranka zastaniecie inną formę notatki. Będą to posty ze zdjęciami oraz krótkimi opisami, nieraz cytatami z moich ubiegłych notek, powiązane z tematyką minionego tygodnia. W miarę możliwości, choć zapewne nie zawsze, postaram się być autorem takowych. Niestety nie param się fotografią, nie spodziewajcie się cudów, będą to jedynie osobiste refleksje połączone ze zdradzaniem inspiracji, jak i próbą zasiania w Was takowej.

Dziś przeszkodził mi deszcz, grający koncert melancholicznego spokoju, pozwalający zaznać ukojenia po tygodniu wrażeń i przemieniający wiosnę w piękną, złotą jesień. Korony drzew pożółkły na moment, a ja odpłynąłem w świat beztroski, by po chwili ożyć na nowo razem z rzeczywistością.

Pamiętajcie o swojej niedzieli, warto o nią zawalczyć, by móc cieszyć się życiem w pełni.