Najnowsze posty

*Zmieniamy formę, czyli styl podsumowania przejmuje treść. Jak usłyszałem swego czasu przed egzaminem z logiki - "enjoy!"

.

Rząd ogłasza program 7h+ w celu ratowania "Wiadomości"

Źródło: tvp.pl
Rząd zapowiada wprowadzenie nowego, rewolucyjnego programu "17h+", który ma na celu uratowanie spadającej oglądalności TVP. Publicznie wypowiedziała się na ten temat pani premier Beata Szydło "Jedną z najbardziej poszkodowanych przez rządy PO-PSL grup po rodzicach jest właśnie telewizja publiczna. Dlatego właśnie mój rząd pracuje nad programem pokrewnym dla 500+, czyli 7h+. Pamiętajmy, inwestycja w telewizję to inwestycja w przyszłość partii i narodu. Dobra zmiana już wkrótce w każdym odbiorniku, tak jak państwu obiecałam tak robię". Rewolucyjne 7h+ (nazwa od minimalnej liczby godzin, którą obywatel powinien spędzić przed odbiornikiem) zakłada uruchomienie Rady Nadzorczej przepytującej obywateli z tygodniowej treści "Wiadomości". Niestety, eksperci wyrażają obawy, że z powodu działalności Newsweeka, który rozpracował klucz odpowiedzi, nieuczciwe osiągnięcie 50% zaliczających stanie się możliwe bez obejrzenia chociaż jednego programu informacyjnego.

Wojsko przetransportowało pomnik wbrew protestom Nieba

Źródło: wyborcza.pl
Niebo wystosowało oficjalną depeszę dyplomatyczną do polskiego rządu protestując przeciwko bezprawnemu postawieniu pomnika Wdzięczności w Poznaniu. Mimo to Antoni Macierewicz stwierdził, iż "Pomnik w Poznaniu stanie i basta! Nie damy się zastraszyć środowiskom antypolskich cyklistów i ich machlojkom". Jak powiedział minister tak zrobił i wyznaczył wojskowych do ochrony transportu. Niebiańska Ambasada w Watykanie zdążyła już wydać komentarz w tej sprawie zapowiadając liczne sankcje w postaci deszczu ognia, silnych wiatrów, suszy oraz trzęsień ziemi. 

Szok antysystemowca! Odkrył, że komunizm upadł 27 lat temu!

W trakcie rozmowy z dziennikarzem poseł Kukiz'15 Marek Jakubiak przeżył ciężki szok. Dowiedział się, że pierwsze, wolne wybory odbyły się w Polsce 4 czerwca 1989. Początkowo nie dowierzał mamrocząc coś pod nosem na temat sensu swojego życia i wejścia do polityki po czym omdlał. Po przewiezieniu do szpitala i ocuceniu kilka dni później zapowiedział obciążenie dziennikarza kosztami leczenia psychiatrycznego z powodu stanów depresyjnych, które się u niego objawiły. Pan poseł zapowiedział również poważną rozmowę z Pawłem Kukizem na temat sensu istnienia Kukiz'15. 

Była to notatka eksperymentalna, od następnego tygodnia znowu powróci formuła pięciu newsów. 

*Wszystkie powyższe informacje zostały zmyślone, są jedynie inspirowane zdarzeniami prawdziwymi tworząc w efekcie swoistą satyrę. Nie należy ich brać w pełni poważnie. 
Źródło: vlogmag.pl
Zbliża się czas wakacji, urlopów i wyjazdów. Ba, trzeciego czerwca to prawie jak jedną noga w tym okresie, jeszcze tylko sesja i wolne! Każdy planuje odrobinę zasłużonego odpoczynku, wyznacza trasę marzeń i relaksu, coraz silniej żyje tym i myśli. Bo nie tylko posiadanie swej tygodniowej niedzieli się liczy, każdy posiada konieczność "zluzowania" na dłuższy okres w celu regeneracji sił. W końcu ile można żyć monotonią dnia codziennego, pracy, edukacji? Choć wiele osób może mieć mi te słowa  za złe. 

Czy w naszym okresie wolnym tylko odpoczynek może być przerwą od codzienności? Niekoniecznie. W przypadku studentów czy części uczniów czas ten zostanie zagospodarowany na odbycie praktyk czy zarobienie pieniędzy na własne potrzeby. Jest to powolne wkraczanie w dorosłość połączone ze zdobywaniem niezbędnego w życiu zawodowym doświadczenia. Miejmy nadzieję, że przy tej okazji odżyje sprawa śmieciowych płac i wykorzystywania aspiracji tego pokroju przez pracodawców. Przerażający jest fakt jak tanio ceni się ludzki czas, który należy do najcenniejszych rzeczy w życiu naszej rasy, ale to już dygresja na inną notkę.

Czas wakacji i odpoczynku to dla wielu osób okazja aby potrenować swe talenty, skupić się na nich, zacząć je pielęgnować. W grę wchodzi też zgłębianie tajników wiedzy, na które nie starczało nam czasu w codzienności, w której zawsze jest jeszcze coś ważniejszego do zrobienia. Bo kiedy mamy ku temu lepszą okazję jak nie w trakcie tego swoistego urlopu? Tutaj nie możemy się zasłonić brakiem czasu. Pozostaje usiąść i pisać, ślęczeć nad rysunkami, wsiąść na rower czy zacząć biegać wieczorami. Wszystko pozostaje w kwestii naszej motywacji, w efekcie której część nawyków może wyjść poza urlop dzięki motywującym skutkom i o wiele lepszemu samopoczuciu.

Czy rozwój i kwestie finansowe wykluczają odpoczynek? Dla osoby umiejętnie gospodarującej czasem oczywiście, że nie. Poza tym co nam szkodzi załatwić sobie pracę w Trójmieście, jeśli będziemy mogli u kogoś pożyć po znajomości jedynie dokładając się do wydatków dnia codziennego?  A może jednak damy się przygarnąć cioteczce w górach, od rana pracując, a wieczory poświęcając zakopiańskim rozrywkom? W końcu nawet latem to miejsce oferuje sporo atrakcji. Wszystko to kwestia naszej kreatywności i chęci. Stary czy młody prawie zawsze jest w stanie znaleźć jakieś wyjście z danej sytuacji. 

W tym okresie wakacyjnym, jak praktycznie co roku zresztą, odwiedzę okolice Nowego Targu. Wielu nazwie mnie heretykiem, ale ja i tak najzwyczajniej w świecie uwielbiam polskie góry latem. Szczególnie, że nie jestem zainteresowany sportami zimowymi, preferuję długie spacery oraz świeże powietrze. A poza tym, kto wie? Może wrócę do czeskiej Pragi? Chciałbym, pokochałem to miasto.
Grafika ładna, ale źródło brzydkie więc nie podam.
Czasem mam wrażenie, że system edukacji ma nie tyle wykształcić myślących krytyczne obywateli, co obrzydzić ludziom historię i stworzyć pustych patriotów wierzących w  równie puste hasła. Jedyną rzeczą, która przykuwa jeszcze uwagę uczniów są akty romantycznego poświęcenia, często tak bezsensownego i realnie szkodliwego z perspektywy historycznej. Aczkolwiek nie bójcie się, nie będę nudził, po prostu pokażę wam literaturę, która jest w stanie zarazić miłością do historii i ukazać jej piękno - bo co jak co, ale historię nasz kraj ma pokaźną i imponującą. 

Bo o co tak naprawdę chodzi w historii? Może o daty? Nie, one po prostu umożliwiają nam osadzenie czegoś w miejscu jak i czasie. Historia to nieustający spór na temat prawdziwych losów danych wydarzeń, szukanie wersji bliższej autentyczności, obalanie wersji zakłamanych i sfalsyfikowanych. Historia to sztuka myślenia i wyrabiania sobie własnego zdania na podstawie faktów i źródeł. A przy okazji jest to też kwiecista powieść przygodowa o losach naszych przodków, możliwość zrozumienia sposobu funkcjonowania ludzkości, ewolucji naszej rasy. Przeszłość to również lekcja dla współczesnych oraz nieskończone źródło inspiracji. 

Posiadamy świetnych i szanowanych historyków, którzy mimo sędziwego wieku wciąż są ludźmi "aktualnymi", nadążają za duchem czasu. Piszą lekko, przystępnie, może z odrobiną ciętego języka. Ich celem jest zainteresowanie historią, a jednocześnie przekazanie rzetelnej wiedzy, przedstawienie różnych teorii na temat życia danego króla czy cesarza, wojny, społeczeństwa, a nie jedynej słusznej. Potrafią podarować nam kilka idei wyznawanych przez różne szkoły historyczne, a naszym już zadaniem będzie ocenienie ku której nam bliżej. Oczywiście istnieją też fakty niezaprzeczalne, zanim ktoś oskarży mnie o herezję, ale i one uczą dostrzegania ciągów przyczynowo-skutkowych. 

Źródło: tezeusz.pl
Paweł Jasienica (tak naprawdę zwał się inaczej, ale z powodu realiów PRL i swojej przeszłości w AK musiał przybrać takowe miano) to historyk ogromnej skali. Jego pięcioksiąg na temat historii Polski ("Polska Piastów", "Polska Jagiellonów", "Rzeczpospolita Obojga Narodów: Srebrny Wiek", "Rzeczpospolita Obojga Narodów: Calamitas Regnum", "Rzeczpospolita Obojga Narodów: Dzieje agonii") to niezwykle poczytne i napisane z polotem dzieło, które jednocześnie, między wierszami, uszczypliwie komentowało działania ówczesnej władzy. Do dziś niezwykle aktualny i pozwalający, moim zdaniem, nawet najbardziej opornym wgryźć się w to co najciekawsze i najlepsze w najdawniejszych dziejach naszej ojczyzny. Wielu może się ze mną nie zgodzić, acz jak dla mnie to pozycja obowiązkowa dla każdego pasjonata historii. 

Źródło: histmag.org
Wykraczamy poza stricte-rodzime realia i przechodzimy do Aleksandra Krawczuka, naszego specjalisty od antyku. Moim zdaniem jeszcze lżejszy i przyjemniejszy w swoim stylu literackim, co nie umniejsza jego wagi jako historyka i profesora, wart uwagi dla każdego poszukiwacza wiedzy o starożytnych. Równie przyjemne w obyciu zdają się być wywiady z tym człowiekiem-historią, który ma nam naprawdę wiele do przekazania. Gdyby nie on to poczet cesarzy zachodnio-rzymskich nadal byłby przeze mnie ledwo kojarzony, a historia starożytnego Rzymu uznawana za niezwykle nudną i niewartą uwagi.

Mam nadzieję, że choć niektórzy z was sięgną po którąś z wymienionych tutaj książek. Dwóch autorów, kilka pozycji, nie chcę przesadzać. Cyklicznie będę dodawał do tej listy kolejnych co jakiś czas wracając do tematu w notkach. 
Źródło: www.theblaze.com
Żyjemy, układamy wiele planów i ciągle "zdroworozsądkowo" przekładamy coś na później. Fakt, dobrze mieć ułożone i zaplanowane życie, byle nie szło to w parze z nieustannym spięciem, byle nie pozbawiało nas spontaniczności i byle nie było to skrajne. Czy warto przekładać jednak wszystkie przyjemności na bliżej nieokreślone później, warto nieustannie trzymać się konkretnego planu i określonych w jego ramach zasad? A co jeśli jutro miałby nie nadejść?

Jedni zbijają fortunę na snuciu apokaliptycznych wizji świata żerując na naiwności tłumów, wyciągają pradawne przepowiednie z szuflady i zbierają fundusze w celu "zapobiegania" lub "przygotowania się" na rzekomo "nieuchronny" koniec. W końcu kiedy ludzie najchętniej oddają swoje pieniądze? Wtedy, gdy nie będą im ani im bliskim więcej potrzebne. Następnie przychodzi data, a po niej fala samobójstw, armia zrujnowanych żyć. Acz festiwal fanatyzmu potrafi trwać dalej. "Pomyliliśmy się", mówią, "tłumaczenie było błędne" dodają, a po chwili namysłu "to wina interpretacji, już wiemy, znamy datę, dostaliśmy więcej czasu!" i zabawa trwa dalej. Okrutne. Przykładem tak podłego działania jest leciwy już Projekt CHEOPS.

Drudzy nawet nie zaprzątają sobie głowy faktem kruchości naszych żyć, nie chcą nawet słyszeć o bzdurach pokroju możliwego końca znanego im świata. Często też nie zaprzątają sobie faktu swoim prywatnym końcem świata. Bo czy inaczej można określić śmierć? Dla wielu coś się kończy, coś się zaczyna, jednakoż pewniakiem można to nazwać naszą małą, prywatną, ziemską apokalipsą. Indywidualny armagedon, który prędzej czy później spotka każdego. Nikt nie wie jednak kiedy, dlatego "Carpe diem!" wydaje się być pojęciem w głębi atrakcyjnym, pociągającym. Chwytajmy dni póki możemy, jutro może nigdy nie nadejść. 

Źródło: nasa.gov
Powróćmy jednak na chwilę do kwestii globalnej. Czy naprawdę powinniśmy czuć się zagrożeni na
naszej Matce Ziemi? Bez tego miejsca we Wszechświecie ludzkość mogłaby pozostać tylko historią. Kataklizmy nawiedzały nasz świat nieraz. Asteroida, która doprowadziła do masowego wymierania dinozaurów, a pozwoliła ewoluować i przejąć kontrolę nam. Promieniowanie kosmiczne, które powstałe przy pobliskim wybuchu supernowy mogło natychmiastowo wypalić całe życie na naszej planecie. Erupcja superwulkanu, która pozbawia dostępu do światła słonecznego, a w efekcie skazuje na powolną i okrutną śmierć. Burze słoneczne, które są w stanie pozbawić nas całej, dotychczasowej komputeryzacji, wprowadzając niemożliwy do ogarnięcia chaos. Nic nowego w historii Matki Ziemi, widziała już każdą z tych sytuacji, była świadkiem śmierci swych własnych, bezbronnych dzieci, które nie dojrzały wystarczająco, aby się obronić.  Poza tym zawsze możemy zabić się sami, posiadamy imponujący arsenał śmierci i zniszczenia. Nieograniczona wojna nuklearna wedle definicji wojskowych nie jest już wojną, to armagedon. Nie chodzi o zwycięstwo, chodzi o zniszczenie i pogrzebanie wszystkiego co dotychczas istniało. 

Chwytajmy dzień dopóki możemy. Pomijając choroby i nieszczęśliwy los, pomijając kwestię prywatnej apokalipsy nie wiem też kiedy przyjdzie pora na nasz gatunek, na apokalipsę globalną. Brakuje nam polisy ubezpieczeniowej, posiadamy tylko Ziemię. Idzie za tym kolejne przesłanie aby wreszcie zacząć o nią dbać, idzie za tym przesłanie zagwarantowania przetrwania naszemu gatunkowi. A odbijają piłeczkę - zadbajmy też o swoją, prywatną polisę. Dbajmy o zdrowie, pamiętajmy o zróżnicowanej diecie, uprawiajmy sport, nie ignorujmy lekarzy. Zegar tyka... 
.
Świat dzisiejszych blogów dzieli się na kilka rejonów. Najważniejszą z rozróżniającą je granic jest przynależność - część to luźne dzieła niezależnych ludzi, od których nie wymaga się absolutnie niczego w kwestii rozpoczęcia prowadzenia bloga, a część to elita wybrana przez różnorakie czasopisma w ramach ich inicjatywy blogerskiej (patrz - POLITYKA). Narzekał będę, oczywiście, na tą pierwszą część, ponieważ druga rządzi się konkretnymi, pisanymi zasadami. 

Żyjemy w czasach opanowanych przez obraz - wszystko podpieramy zdjęciami, staramy się przykuć przy ich pomocy uwagę, zaintrygować, dopisać pewną historię. Na dobrą sprawę w wersji "ze smakiem" to doskonały pomysł - urozmaicając w ten sposób notatki upodabniamy się do prasy. Niestety, wszystko ma granicę smaku, a przesada pojawia się wtedy, gdy blog oferuje minimum treści pisanej w stosunku do zdjęć, których pojawia się, kolokwialnie mówiąc, "pierdyliard". Żyjemy w czasach, w których posiadamy Instagram i tumblr, Snapchat to również miły dodatek,  a photoblogi nadal istnieją. Co odróżnia tradycyjną blogosferę od wymienionych przed chwilą form? Dwa-trzy zdania treści więcej? Według wielu twórców najwidoczniej niestety tak. Zatracamy się gdzieś w tym wszystkim, gubimy i zmieniamy koncepcję, zubożamy formułę bloga. Dążymy do ujednolicenia dokonując mordu na różnorodności, a przynajmniej w tym kierunku idzie póki co tendencja.

Coraz częściej spotykam się z narzekaniem na wysyp nowych blogów, często prowadzonych źle i bez idei, często bliźniaczych tematycznie. Nie zgadzam się z marudzącymi na ten stan rzeczy. Jest wiele tematów, które da się podjąć ponownie i wnieść do nich coś nowego, zainspirować się, poprawić, wyrazić swoje unikatowe zdanie, ugryźć kwestię od innej strony. Jeśli ktoś zrobi to dobrze - wybroni się. Nawet, jeżeli to n-ty blog o modzie to dobrze zrobiony w końcu się wybije. Ba, nawet średniak ma na to dziś o wiele większe szanse niż blog pokroju mojego. Dlaczego? Proporcja zdjęć do treści na korzyść tych pierwszych lepiej trafia we współczesne gusta. Powinniśmy się raczej cieszyć z rosnącego zainteresowania tematem, choć wypaczanego przez grzechy, to jednak rozwijającego bazę twórców jak i czytelników. Każdy od czegoś zaczynał, a złotą maksymą dla człowieka jest nauka na błędach

Wizualizacja mapy blogosfery z 2007
źródło: datamining.typepad.com
Dodatkowo przypomnę jeszcze coś napisanego dawniej, czyli "Grzechy twórców XXI wieku", żeby czwarty akapit jeszcze bardziej gryzł się z dwoma poprzednimi. Jest różnica pomiędzy nowym twórcą, a osobą, którą osiągnęła sukces, a mimo to nadal popełnia niedbałe błędy prawdopodobnie z czystego lenistwa. Czy da się wtedy takowy sukces naprawdę utrzymać i przekuć w coś większego? Szczerze wątpię. 

Wszystko zależy od naszych aspiracji, pamiętajmy jednak, że publikując coś  w sieci nie możemy zasłonić się argumentem robienia tego "dla siebie". Dla siebie możemy pisać do szuflady, gdy wystawiamy coś na widok publiczny musimy zacząć się liczyć z konsekwencjami tego faktu. Będziemy oceniani, będą nam stawiane wymagania. Czasem krytyka pomoże nam w rozwoju, a czasem dopadnie nas zwyczajny hejt. 
Minął kolejny tydzień, a zapowiedziane ujawnianie projektów niekoniecznie miało miejsce. W czwartek poznaliście fragment dłuższego tekstu literackiego, ale to tyle, gdzie ten zapowiadany głos? Odwlecze się jeszcze o tydzień czy dwa. 

W piątek przekroczyliśmy pięć tysięcy wejść od wznowienia działalności bloga. Dla wielu to zapewne marny wynik, aczkolwiek ja się cieszę. Ten blog odstaje od reszty blogosfery i nigdy nie spodziewał się wyżyn. 

Wyróżniam i polecam tekst "Przyjaźń" ze względu na przesłanie. Swą droga zastanawiam się czy nie zacząć polecać tutaj notek z innych blogów - takich, które przykuły moją uwagę. Co o tym sądzicie? 

Tak czy siak podsumowanie czas zacząć, słowo się rzekło! 

Źródło: haanusa.com
Popularnonaukowa refleksja zdrowotna na temat grilla powitała nas w poniedziałkowym tekście "Zdrowy grill? Nie obejdzie się bez piwa". Wielu z nas uwielbia tę formę spotkań, zdaje sobie sprawę z tego, że jest w jakiś sposób szkodliwa dla zdrowia, ale nie wie w jaki. Użycie słowa "rak" z reguły jest silnym straszakiem, a stwierdzenie, że można zminimalizować szansę jego wystąpienia działa magnetycznie. Z resztą jak mógłbym nie podzielić się ze światem wieścią, że marynata z ciemnego piwa jest wskazana przy okazji grillowania mięsa? Sam byłem tym zaskoczony! 

Źródło: i.huffpost.com
"Przyjaźń", czyli tekst o jednym z najwspanialszych zjawisk mogących nas spotkać. Temat pojawił się nagle zainspirowany dniem poprzedzającym notatkę. Relaks i dobrze spędzony czas, a przy okazji poruszenie samej kwestii w rozmowach, razem z różnorakimi perspektywami na nią. Inspirujące i skłaniające do refleksji, a przy okazji umożliwiające docenienie tych najbliższych relacji. Słowem końca ślę tutaj ciche pozdrowienia, o ile to czytasz! 

.

"Kino PRL-u" to temat naprawdę mi bliski. Zanika zainteresowanie starszym, klasycznym kinem, młode pokolenia coraz rzadziej po nie sięgają, a co dopiero mówić tutaj o naszym rodzimym podwórku, które od lat nie święciło sukcesów popularności! Mamy czym się szczycić na tym polu, mamy co wspominać, oglądać i doceniać. Między innymi na tej klasyce zbudowano prestiż szkół filmowych w Polsce, dlatego warto o niej pamiętać. Ma nam jeszcze wiele do przekazania. 

Źródło: mr-sinister2048.deviantart.com

"Nastawienie skoncentrowane na własności i zysku, z konieczności wywołuje pożądanie – a w istocie potrzebę – władzy. W celu sprawowania kontroli nad żywymi ludźmi musimy używać władzy po to, by przełamać ich opór. Celem utrzymania kontroli nad prywatną własnością zmuszeni jesteśmy używać władzy, aby strzec jej przed tymi, którzy mogliby nam ją zabrać, gdyż podobnie jak my, nigdy nie mają jej dosyć. Pożądanie własności prywatnej tworzy pragnienie stosowania gwałtu w celu rabowania innych w otwarty lub skryty sposób." Erich Fromm 

Źródło: mojbiznes24.pl

"Ile da się zarobić na polskim YouTube? Statystyka" to tekst, którego napisanie sprowokował inny bloger. Podjął się on tematu, użył jednego przykładu niepodpartego niczym autentycznym i konkretnym, a następnie zgarnął całą śmietankę uwagi. Od dłuższego czasu nosiłem się z chęcią napisania czegoś takiego, pokazania, że istnieje dostęp do statystyki. "Chcieć to móc" jak mawia mądrość powszechna, wystarczy tylko dołożyć starań. Sprawdziły się jednak moje prognozy, że nie uda mi się zwrócić niemalże niczyjej uwagi - uznano to prawdopodobnie za zdublowanie idei lub taki już los mojego stylu pisania jak i bloga. Przynajmniej przedstawiłem wam odrobinę wartościowych danych pokroju potencjalnych źródeł informacji. 

Co za tydzień? 

Drepcząca rewolucja trwa! Wypatrujcie, spodziewajcie się efektów. Mam już pewne koncepcje co do tematyki, jednakże i w tym tygodniu zachowam je dla siebie. Swa drogą jak oceniacie koncepcję loga, którą umieściłem na facebookowym fanpage?

W tym tygodniu byłem małym ignorantem prasowym, tylko kwestie polityczne mi w głowie. A to kwestia smaku pana prezydenta względem sztuki, a to masa kwestii dotyczących polityki zagranicznej, gdzieś pomiędzy komentarz do reformy IPN-u. 

Nie lękajcie się jednak, będzie bombowo! Bo i ładunków wybuchowych ostatnio w Polsce pod dostatkiem, a ubaw z tego przedni. Tyle lat spokoju i nagle, gdy na horyzoncie majaczy ustawa antyterrorystyczna, okazuje się, że mamy rodzimych ekstremistów - nie islamskich (niestety dodałoby tutaj zapewne wielu, ale nie ja). 

Bomba godna bogów

Źródło: PAP
Widzicie, moi drodzy, mamy w Polsce falę terroru. Zaczynając od Wrocławia, gdzie kierowca autobusu grzecznie wyniósł garnek-ładunek na przystanek, przez Warszawę, gdzie policja nakryła anarchistów na podkładaniu ładunków wybuchowych pod radiowozami, a kończąc na niezliczonej ilości zgłoszonych wczoraj zagrożeń bombowych. Ale jakie to były bomby i jacy terroryści! Biali katolicy, którzy skręcając w prawo spotykają już tylko ścianę! Dodajmy, że mistrzowie inżynierii. Ponoć ich konstrukcje zawierały zaawansowany zapalnik czasowy - ze zdjęć udostępnionych przez policję wynika, że jest to świeczka na sznurku. Obok można podziwiać jeden z rzekomych ładunków  umieszczonych pod radiowozami. Stawiam, że w butelkach odnajdziemy czysty spirytus, tak dla powagi tej świeczki. Poza tym ta zbieżność czasowa z ustawą antyterrorystyczną! Wcale nikt nie przygotował sobie "silnych" argumentów do dyskusji sejmowej, nieprawdaż? Farsa goni farsę, a dowodem tego bomba, żeby nie powiedzieć januszexbomb. 

Policja polit-historyczna

Stało się to, co było oczywiste wraz ze zmianą władzy. Rozpoczęły się prace nad reformą Instytutu Pamięci Narodowej i nie wróżą mu one za dobrze, jakkolwiek historycy mogą zacząć się cieszyć. Na pierwszy ogień idzie wcielenie do niego Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, w planach jest również Urząd ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych. W efekcie powstanie z tego biurokratyczny moloch, który będzie potrzebował jeszcze większej ilości pracowników. A kogo zatrudniać, jak nie historyków? Najbardziej niepokojącym planem jest jednakże odcięcie środowiska akademickiego od wyboru władz tejże instytucji. Kandydatów do Kolegium, stanowiącego swoisty rodzaj władzy, wybierać będą już nie uczelnie wyższe, a politycy. Przy okazji zostanie zlikwidowany konkurs na prezesa IPN - tutaj rolę instytucji Rady zastąpią, ku zaskoczeniu wszystkich, politycy. Idąc dalej rozszerzone zostaną kompetencje prokuratury stojącej przy IPN, możliwe stanie się ściganie z powodu zniesławienia i zakłamań historycznych. Niestety może się to zakończyć śmiercią pluralizmu poglądowego, a w efekcie spadkiem jakości dziedziny nauki jaką jest historia. Będzie to najczystsze odarcie jej z największego atutu, czyli nauki krytycznego myślenia, ponieważ nie istnieje jedna, jedyna słuszna wersja. Często możemy tylko spekulować, snuć domysły i dyskutować. A gdzie leży granica szeroko-pojętego zakłamania? Pełne upolitycznienie instytucji nie wróży na tej linii nic dobrego. Pozostaje mieć nadzieję, że to tylko niefortunne plotki. 

Palący problem Bałtyku, czyli uważaj na bursztyny

Źródło: bi.gazeta.pl
Po drugiej wojnie światowej na dnie (stosunkowo płytkiego) Bałtyku zatopiono beczki z bronią chemiczną, z tym, że mowa tu o całym, rosyjskim arsenale, a nie kilku beczułkach. Mijały lata, korozja zaczęła robić swoje i wedle badań nasze kochane morze jest coraz silniej zatrute. Co gorsza na polskich plażach da się odnaleźć grudki fosforu, które złudnie przypominają wyglądem bursztyny. Wystarczy wziąć taką w dłoń i paskudne poparzenia murowane. Zdarzały się już przypadki wyrzucenia na plaże cały beczek - w 1955 roku skończyło się to poparzeniami dla 102 dzieci, w tym czworo z nich straciło wzrok na zawsze. Co na to władze nadbrzeżnych gmin? Nabierają wody w usta i problem teoretycznie dostrzegają, choć wolą usilnie skupiać się nadziei, że tragedia nie powtórzy się akurat u nich. Na ten moment po prostu lepiej unikać polskich, nadmorskich plaż, w ramach przezorności. Na szczęście sam i tak preferuję góry. 

Uważaj na znaleziska

Źródło. bi.gazeta.pl
Wedle polskiego prawa znalezienie czegoś, co wygląda na obiekt zabytkowy, obliguje nas do niezwłocznego poinformowania wojewódzkiego konserwatora zabytków lub wójta. Pod żadnym pozorem nie wolno nam zabierać owego przedmiotu z miejsca, w którym został on odnaleziony, aby nie pozbawić go kontekstu historycznego. Jeśli nie postąpimy w ten sposób czeka nas kara trzech lat więzienia, miast nagrody przewidzianej w przypadku zastosowania się do przepisów. Przekonał się o tym mieszkaniec Gorzowa Wielkopolskiego, który zgłoszenie znaleziska odwlekł o cały miesiąc. Po skontaktowaniu się z konserwatorem zabytków nie musiał już długo czekać na wizytę policji. Moim zdaniem to mały absurd prawny, ponieważ jest różnica między dobrowolnym oddaniem czegoś po zapoznaniu się z niuansami prawnymi, a ukrywaniem i przetrzymywaniem latami. 

Przekręt medialny?

Źródło: static.prsa.pl/
Profesor Łukasz Święcicki, czyli bohater poprzedniej prasówki oskarżony o zbiorową diagnozę opozycji, zawarł głos w sprawie opublikowanego wywiadu. Twierdzi on, że część z napisanych tam rzeczy w ogóle nie padła w rozmowie, a śródtytuły i podtytuły zostały dobrane w nieodpowiedni sposób manipulując jego wypowiedziami. "Jedynym celem mojej wypowiedzi było zwrócenie uwagi na to, że niektóre nieodpowiedzialne wypowiedzi polityków mogą wywierać zły wpływ na osoby o wrażliwej psychice" - napisał Święcicki w swoim dementi. Cała sprawa jest specyficzna i ciężko ja trafnie skomentować - na miejscu pana profesora odważyłbym się pozwać winowajców, którzy oczernili imię zarówno jego jak i psychiatrii w Polsce. 

Podsumowanie!

Prokurator IPN-u pozwał znalezionego na plaży Gorzowianina o przywłaszczenie sobie bezprawnie zabytkowej grudki fosforu i niepoinformowanie odpowiednich służb o owym znalezisku, a połknięcie go dopisał w akcie oskarżenia jako obrazę dorobku narodowego. Ten, niestety, nie mógł odpowiedzieć, ponieważ miał wypalony przełyk, na szczęście na ratunek przybył mu prawicowy dziennik "Do Rzeczy" i swymi śródtytułami przyjął całą winę na umierającego. Jak donoszą nasi informatorzy rozprawa nie doszła jednak do skutku - gdy dopaliła się świeczka na ławce dla świadków budynek eksplodował niosąc z dymem zapach czystego spirytusu. Rząd zapowiedział już wprowadzenie poprawki do ustawy antyterrorystycznej - ku lepszej przyszłości zakaz sprzedaży i kupna świeczek jako potencjalnych zapalników czasowych. By żyło się lepiej, by żyło się lepiej!