Najnowsze posty

.

Bo zasady trzeba mieć! 

Źródło: PAP
Przy okazji meczu polska-niemcy we wsi pod Radomiem doszło do brutalnej ustawki pomiędzy kibicami. Wedle relacji walczył każdy z każdym, a raport miejscowej policji podkreśla, że całe zajście "Nie miało najmniejszego sensu i było złośliwą akcją mającą na celu odebranie funkcjonariuszom policji możliwości kibicowania polskiej drużynie w tym niezwykle ważnym wydarzeniu sportowym". Naszym reporterom po długich poszukiwaniach udało się dotrzeć do jednego z uczestników walki i zapytać go o to kto z kim i dlaczego się bił. Sebastian (18 l.) odpowiedział, że: 
- Wie, k**wa, pani, tu nie chodzi, k**wa o to, kto z kim. Ch*jów i s***wieli trzeba napi***alać, zasady jakieś k**wa mieć. 
Tak więc poszło o zasady. Niestety pan Sebastian zorientował się z jakim medium ma do czynienia i dosadnie odmówił przeprowadzenia dalszej części wywiadu. Sprawa została przekazana detektywowi Rutkowskiemu do rozwiązania. Wedle relacji świadków po całonocnym boju o świcie wszyscy rozeszli się do swoich domów. 

Sąd nakazuje wycofanie książki ze sprzedaży na życzenie polityka

Źródło: gandalf.com.pl
Książka "Fakt. Tak było naprawdę" Grzegorza Jankowskiego wkrótce zniknie ze sprzedaży. Taką decyzję, na wniosek Edmunda Krasowskiego (bliskiego współpracownika Nadprezesa i Nadnaczelnika naszego kraju) wydał Sąd Okręgowy w Warszawie. Sam autor książki, jak i jej wydawca, dowiedzieli się o całym zamieszaniu słysząc sądowy nakaz. Skąd cały problem? Grzegorz Jankowski opisał w swej książce jak Jarosław Kaczyński telefonował do niego z prośbą, aby nie publikować informacji o tym, że Edmund Krasowski został zatrzymany za jazdę samochodem po alkoholu. Pan Edmund twierdzi jednak, że cała sytuacja dotyczyła zupełnie innego polityka i zgłosił się do władzy sądowniczej, aby na tej podstawie zabezpieczył powództwo i nakazał wycofanie książki ze sprzedaży. Wydawnictwo "The Facto" zapowiada konsultację z prawnikami i niepodejmowanie żadnych innych działań do tego czasu. Autor książki podtrzymuje autentyczność opisanych zdarzeń i nie ma zamiaru zmieniać ich wersji. To jest prasówka i żadna informacja znajdująca się w tym "newsie" niestety nie została zmyślona. 


Dramat polskiego komika. "Sejmowa konkurencja pozbawiła mnie pracy!" 

Źródło: wf1.xcdn.pl
Polska branża komediowa od wielu lat narzekała na niezwykle silną konkurencję państwową z ulicy Wiejskiej w Warszawie. Jak wypowiada się jeden z kabareciarzy, proszący o anonimowość:
- Od zawsze mieliśmy z nimi problemy, ale dało się przeżyć, od pierwszego do pierwszego starczało. Ale odkąd opozycja i władza zamieniły się rolami na nasze występy prawie nikt nie przychodzi! Głodujemy, jak tak dalej pójdzie to wszyscy wypadniemy z branży!
Postanowiliśmy przeprowadzić konsultacje społeczne w tej sprawie, jedną z bardziej powszechnych opinii była ta przedstawiana przez pana Janusza:
- A ja to tam wolę jak ten kabaret z wiejskiej puszczają. Zawsze jakieś niestandardowe żarciki, twarze jakieś podobne i wiem za co płacę! Poza tym wyobraź sobie pan, że sam aktorów mogę wybrać, a nie jakiegoś A******* G*** co papieża obraża, tfu! Wcześniej to nie bo więcej komunistów grało, ale teraz, proszę pana! Teraz to z Grażynką codziennie oglądamy! 
Przedstawiciele aktualnych władz oraz opozycji odmówili komentarza w tej sprawie. Plotka głosi, że są zbyt zajęci wyprowadzaniem zysków ze spektakli do rajów podatkowych, aby udzielić odpowiedzi. 
Źródło: " Batman: The Killing Joke"
Chwytliwy tytuł i intrygująca grafika na stronie głównej. W dzisiejszym świecie to niemal gwarancja oglądalności i poczytności dla twórców - od samej treści ważniejsze stały się tak zwane "clickbaity". Są to tricki związane z powyżej wymienionymi kwestiami, które wręcz wymuszają wejścia na stronę/zainteresowanie się materiałem. Opis staje się kwestia istotną dla nielicznych - a jeśli jeszcze do tego cała sprawa jest kontrowersyjna to sukces jest jak w banku.

Prawdopodobnie nie udało mi się poprawnie zastosować tej taktyki, ponieważ zdecydowałem się nie igrać z ogniem. Miałem kilka idei związanych z pornografią "soft", jednakże naruszyłbym w ten sposób dobry smak stałych czytelników. Oczywiście to, co teraz czytacie, pozostałoby bez zmian w stosunku do tamtej wersji. Inne byłoby po prostu zdjęcie jak i tytuł. 

Nie chodziłoby przecież o wywołanie pozytywnej reakcji. Ba, wręcz wskazana byłaby ta negatywna! Ktoś, kto wejdzie, skrytykuje na widok samego zdjęcia i zniknie. Ale czy tak do końca i naprawdę wyparuje? Niekoniecznie. Poniesie swą nienawistną opinię dalej i czasem sam wróci, aby prawić morały. Części faktycznie mogłoby się to spodobać i wracaliby z wielką chęcią do serwowanych przez autora materiałów softpornograficznych (oczywiście to tylko przykład). Ostatecznie wyświetlenia i tak muszą się zgadzać.

 Z resztą - wiecie jaką tematykę blogger sugeruje, włącznie z tagami, gdy sprawdza się jego opcje reklamowe? Blog erotyczny, erotyka, pornografia... Wystarczy odrzucić tę sugestię a potencjalny zasięg spada na łeb na, na szyję. Raczej nikogo nie powinno to dziwić. 

Tęsknię za czasami, gdy liczyła się treść. To zdanie jest równoznaczne z tęsknotą za niemożliwym, a jednak w pewnym sensie oddaje moje podejście. Sam nie przepadam za stosowaniem się do tych, jakże lukratywnych, zasad i staram się ich unikać. Lubię gromadzić dookoła siebie osoby zainteresowane kwestiami poruszanymi na moim blogu, preferuję jakość nad ilość. Czasem mimowolnie i być może podświadomie zastosuję trick czy dwa mając na dnie umysłu kilka informacji z psychologii marketingu, jakkolwiek nie lubię tak pogrywać z potencjalnymi czytelnikami. Dlaczego? Sam nie życzę sobie aby traktowano mnie w ten sposób.

Swą drogą - ciekawe ile wyświetleń zdobędzie ta notatka, która nadal pozostaje perfidnym eksperymentem. Jeśli ktoś czuje się zawiedziony - hej, Joker ostrzegał, że coś tu nie gra! 
Dzieło Aleksego Matczaka
Są wśród nas, nieszukający posłuchu, uznania. Tworzący w ciszy, dostrzegani przez nielicznych, uchodzący za dziwaków i ekscentryków. Istnienie tych ludzi jest nieuchronne z powodu naturalnego pociągu do piękna i chęci przekazania światu czegoś "więcej", udowodnienia, że tak można. Czasem zyska to odrobinę większą skalę, zjawi się rozgłos choć dla najbliższych pozostanie niezrozumiałe. Każdy region, a być może i każda wieś, skrywa swojego artystę. Jest to człowiek subtelny i wrażliwy, postrzegający głębię otaczającego go świata i potrafiący ją oddać w ramach poczucia pełnionej przez siebie misji.

Dzisiejsze poszukiwania inspiracji zapędziły mnie do około sześciu-pięciu lat wstecz. Odnalazłem na dysku folder z kilkoma zdjęciami dzieł niejakiego Aleksego Matczaka, artysty ludowego z Idzikowic. Postać to wbrew pozorom niebanalna - dawniej listonosz, który niczym ostatni wariat zbierał i zwoził kamienie z pól. Po co, dlaczego? Chciał podarować swej okolicy galerię sztuki, dać lekkiego pstryczka w nos ludziom którzy twierdzą, że "chamy" ze wsi nie mają dostępu do kultury wyższej. Malował, rzeźbił, a w ostatnich latach chwycił się i poezji. Mijały lata, nastały czasy pierwszych wystaw (w tym i zagranicznych), pojawili się i liczni turyści. Siódemka pojawiła się wreszcie z przodu liczby przeżytych przez niego wiosen, a on w pocie czoła pracował dalej, wciąż i wciąż rozbudowując dzieło swojego życia.

Dzisiejszą notatkę zdominują nieliczne zachowane przeze mnie zdjęcia, jednak zanim do nich przejdziemy jeszcze kilka słów. Podróżując po naszym kraju, jak i świecie, nie omieszkajcie popytać czasem miejscowych czy w pobliżu nie rezyduje artysta, taki swój chłop, chociaż "trochę walnięty". Ale z talentem, tak, tak, ukryć się nie da!

Wtedy zyskacie szansę poznania jednostki niebanalnej i niezwykle inspirującej. Szkoda byłoby przeżyć wszystkie swe lata tracąc tyle wspaniałych okazji.


Ten obraz był wtedy jeszcze niedokończony.

"Bitwa nad Bzurą"

Galeria, dzieło życia artysty.

PRAWDOPODOBNIE obrazy  "Matka" i "Ojciec"

Pan Aleksy, zdjęcie znalezione w sieci
.
Zawsze gdy mam problem z koncepcją na poranną notatkę idę zrobić sobie półlitrowy kubek ciemnej, aromatycznej kawy. Potem pozostaje już tylko znaleźć sobie muzykę na najbliższe dwie godziny, z reguły znakowaną jako "[Melodic Downtempo, Ambient, Chill Out & PsyChill Mix ]" i wreszcie można przystąpić do pracy. Tak właściwie na tym kończy się cały mój rytuał, ot, chwytam ideę i publikuję po przeprowadzeniu korekty. W przypadku wielkiego kryzysu posiłkuję się publicystyką, zawsze w końcu znajdując temat warty poruszenia. Choć czasem, tak dla kontrastu, chodzę z pomysłem przez kilka dni, przygotowuję wszystko wcześniej, ustawiam zautomatyzowaną publikację danego dnia o tej i o tej godzinie, a dalej już tylko fajrant! Częściej jednak zdarza mi się trzymać pokłady weny na wodzy w oczekiwaniu na kolejny poranek, tak jest w przypadku dzisiejszej notatki.

Tygodniowo pochłaniam niezmierzone ilości prasy, która coraz wyraźniej zalega mi na półkach. Powoli kończą mi się idee na miejsce rozsądnego składowania jej - nie wyrzucę ani nie oddam tych skarbów na makulaturę. Potrafią mieć bezcenną wartość jako materiały źródłowe, wartość która z roku na rok rośnie. Wracając jednak do opowiastki - nadrabiając swoje braki w Newsweeku (dla nadgorliwych dodam, że konkurencję z prawej jak i lewej strony również poczytuję w ramach poznawania opinii obu stron i wyciągania własnych wniosków) jak każdego tygodnia natrafiłem na *felieton pana Marcina Mellera. O czym był to tekst? Na dobrą sprawę o jego procesie twórczym. 

Pan Meller żalił się częściowo, a zarazem opowiadał, że czasem gdy przychodzi piątek i konieczność nadesłania tekstu do redakcji tygodnika zaczyna mieć problem. A mianowicie to nieznośne pytanie - o czym by tu napisać? W końcu po pięciu latach publikacji powoli wyczerpał nieskończone źródełko inspiracji. Wniosek? Czas pobiegać w celu pobudzenia szarych komórek. Już po piętnastu minutach sportu następuje sukces objawiający się powolnym notowaniem idei, które w pewnej części jego samego (ponoć) przerażają niczym koncepcje godne stanu upojenia alkoholowego. Z sensowniejszych wymienia jednak kolejno - tekst historyczny? Potrzebowałby więcej czasu. O rodzinie pisał już kilka razy w ciągu ostatnich tygodni. Może czas na odrobinę sztuki i kultury? Ostatnio wyszła świetna książka autora, którego uwielbia i którym katuje tę formę nieustannie, nie wypada. O, jest, ciekawa premiera w kinie! Ale za późno grają, nie zdąży nadesłać. Niestety, przegrał bój, nie udało mu się, temat zostaje taki jaki jest, za tydzień będzie musiał pobiegać już w czwartek.

Wtedy, cholera, zacząłem mu zazdrościć! Ten to ma dobrze. Jeden ambitny i staranny tekst tygodniowo, który długością niewiele różni się od moich codziennych publikacji. Dodatkowo tematyka w pełni swobodna, nieograniczona, nie trzeba dbać o jakąkolwiek szatę graficzną. Reklama? Nie jego broszka. Ba! W zestawie dodają względnie stałą liczbę czytelników przekraczającą 100 000 miesięcznie i jeszcze mu za to płacą! A ja, biedny, dzień w dzień męczę się w celu zaspokojenia własnych ambicji i przekazania czegoś światu, wyciskam z siebie ostatnie soki, acz przy tym jednak świetnie się bawię. Ażeby dopełnić czary goryczy to pana Marcina zmartwię - bo publikuje w tygodniku Newsweek raptem cztery, a nie pięć lat.

Po tygodniu trzeba przyznać, że jednak bieganie w czwartek niewiele panu Marcinowi dało, bo i w przypadku przytaczanej tu publikacji nie było konieczne. Może i ma lepiej, ale zasłużył talentem, lekkością pióra. A przyznacie, że koncepcję miał zacną.

PS: Tytuł skradziono z przytaczanego tu felietonu, który nosi miano "Parę pomysłów na felieton".

*dla ciekawskich dodaję, że pochodzi on z numeru 24/2016 6-12.06.16, strona 43
Źródło: winopołowy.pl
Dawniej dobre wino kojarzyło nam się z pewną ekstrawagancją i luksusem, czymś odległym, niedostępnym. Na szczęście mówimy tutaj o historii - dziś ten szlachetny trunek potrafi być idealnym dodatkiem do grilla czy uprzyjemnia nam spotkanie ze znajomymi przy fajnym, luźnym filmie. Coraz częściej pijają je młodzi dostrzegając w nim doskonały substytut dla piwa czy wódki. Czy słusznie? Wiele wskazuje, że tak! 

Profesor David Sinclair z Uniwersytetu Harvarda już w 2008 roku odkrył, że występujący w winie resweratrol korzystnie wpływa na funkcjonowanie naszego układu krwionośnego i zmniejsza prawdopodobieństwo chorób wieńcowych serca. 

Wedle starej, francuskiej mody lampka dobrego, wytrawnego wina do obiadu wspomaga trawienie i na dłuższą metę działa korzystnie dla naszego organizmu, jednocześnie pomagając nam w dbaniu o linię jak i poprawiając samopoczucie. Potwierdzają to przeprowadzone w 2015 roku badania! Naukowcy z Uniwersytet Stanu Waszyngton i Uniwersytetu Harvarda stwierdzili, że dwie lampki wina dziennie są w stanie przyśpieszyć spalanie tkanki tłuszczowej aż o 70%! Nie od dziś wiadomo, że "lekkie alkohole" w odpowiednich dawkach są wręcz wskazane, oczywiście pod warunkiem zachowania umiaru i wina odpowiednio wysokiej jakości.

Czy jednak da się znaleźć dobre i zarazem tanie wina? Tak!


Źródło: winopolowy.pl
Jestem wielkim fanem dobrych win, niestety z reguły ich ceny są mordercze dla portfela. Dodatkowo irytował mnie brak sklepów internetowych z wartą uwagi ofertą pod tym kątem, ponieważ z reguły zakupy w internecie okazywały się nieopłacalne. WinoPołowy (kliknij, aby przejść do sklepu) to serwis wychodzący naprzeciw moim wymaganiom, który ujął ostatnimi czasy me serce nie tylko przyjemną grą słów w nazwie (polowanie na wina za pół ceny). Widać, że jest to projekt tworzony przez świeżą i dynamiczną kadrę składającą się z ludzi młodych, która zamiast suchych wywodów właściciela wiekowej winiarni oferuje nam świetny dodatek do spotkań ze znajomymi. 

Sama strona sklepu jest niezwykle przejrzysta. Pozwala nam ona filtrować oferty ze względu na barwę wina, zawartość cukru, kraj pochodzenia oraz interesujący nas przedział cenowy. Każde z oferowanych win posiada krótki opis dotyczący walorów smakowych produktu oraz potraw, które najlepiej komponują się z danym, konkretnym gatunkiem wina. Ciekawscy znajdą również pole nazwane "Dodatkową charakterystyką", które pozwoli im się zapoznać z dokładną historią interesującego ich trunku.

Screen ze sklepu winopolowy.pl
Z reguły widząc połączenie niska cena + wysoka jakość stwierdzam, że coś jest nie tak i ktoś próbuje mnie oszukać. W tym przypadku jest jednak inaczej. Udowodniono mi, że posiadanie kreatywnego pomysłu na interes pozwala pogodzić te dwie kwestie. Asortyment WinoPołowy nie należy do największych, ale doskonale spełnia genezę swej nazwy, czyli oferuje nam dobre wina za pół ceny. Dlaczego? Każda oferta to unikatowa okazja, ponieważ wszystkie wina oferowane przez ten sklep są limitowane. Po ich wyprzedaniu zmienia się sam asortyment jak i wina oferowane przez WinoPołowy, efekt jest taki, że znów uzyskujemy wyśmienite trunki w zamian za niewielkie pieniądze (ceny występują w przedziale raptem od 18 do 50 złotych, przy czym warto brać pod uwagę, że na rynku winiarskim w przypadku innych sklepów naprawdę musielibyśmy policzyć za te produkty nawet dwa razy tyle, a po doliczeniu opłaty za przewóz stracilibyśmy jakiekolwiek chęci do zakupu). 

Możemy zaopatrywać się tutaj, rzecz jasna, w pojedyncze trunki, jakkolwiek serwis nastawiony jest na sprzedaż *całych kartonów!  Dzięki temu możliwe jest zaoszczędzenie kolejnych pieniędzy i ulżenie sobie w wydatkach w przypadku imprezy czy zapełnienia barku wysokiej jakości winem, które umili nam niejedno spotkanie. Dostawa produktów jest darmowa w przypadku zakupów powyżej 150 złotych, a biorąc pod uwagę czas dostawy (24 godziny w dniu roboczym) to zapłacenie 20 złotych w przypadku mniejszych zakupów można uznać za cenę niską.

Źródlo: winopolowy.pl
Samo składanie zamówienia zajmie nam raptem poniżej 1 minuty. Jest to czas niezwykle imponujący w porównaniu do ofert innych sklepów internetowych, które potrafią nam odebrać nawet do 10 minut w przypadku finalizacji zakupu. Wybieramy interesujący nas produkt, wpisujemy swoje dane osobowe i adres dostawy, przechodzimy do płatności i gotowe. Nie musimy zakładać żadnego konta (jest to opcjonalne do wybrania przy wypełnianiu danych osobowych), nic! Bez tysięcy dodatkowych podstron w trakcie wypełniania formularza, wciąż jasno i przejrzyście, a do tego o niebo szybciej.

Co jednak jeśli nie znamy się na winach?


Również nie jest to najmniejszym problemem w przypadku WinoPołowy, które prowadzi  bloga z poradami zaadresowanego do amatorów winnych trunków. Znajdujemy na nim treściwe i napisane lekkim stylem artykuły dotyczące sposobów przechowywania wina, jego kompozycji z serami czy technik gotowania potraw na tym trunku. Jeśli nie czujesz się pewnie w temacie, a chcesz się w niego wgryźć to zapraszam do lektury artykułu "Jak dobrać wino?" (kliknij!). A jeśli jesteście zainteresowani kwestiami wymienionymi tu wcześniej to odwiedźcie www.winopolowy.pl, poczytajcie, zamówcie interesujące was trunki a następnie rozkoszujcie się wyśmienitymi winami w gronie najbliższych bądź urozmaicajcie swój jadłospis smakowitymi daniami na owym winie przygotowanymi.

Poza tym grzechem byłoby się z wami nie podzielić informacją o internetowym sklepie winiarskim oferującym Chateau Plagnac za 49 złotych. Szczerze i w pełni polecam!



*karton to 6 butelek oraz wielokrotności szóstki
.
W miniony tydzień minął nam pod znakiem artystyczno-edukacyjnym, czyli mogliśmy tu obserwować odrobinę powrotu do korzeni bloga. Osobiście jestem z tego faktu zadowolony, ot, było lekko i przyjemnie, choć z odrobiną wytrawniejszego gustu. 

Wyróżniam notatkę "Wszyscy jesteśmy twórcami" właśnie z powyższego powodu. Pozwoliłem w niej sobie na więcej swobody niż zwykle. 

Źródło: colourmeanna-com.cloud.hosting-toolkit.net
"Dlaczego musimy spać?" jest tekstem, który tłumaczy jedną z podstawowych zasad funkcjonowania człowieka. To moja osobista mini-obsesja połączona z krucjatą przekazywania zdobytej w jej ramach wiedzy. Dlaczego? Mam wrażenie, że całe społeczeństwo postanowiło robić nam na złość i swoimi zasadami zaburzać jeden z podstawowych czynników zdrowia, jednocześnie ignorując znaczenie snu jako-takiego. Mówiłem już, że lwia część pracodawców w Polsce drażni mnie z powodu swojej znieczulicy? Wbrew pozorom jest to powiązane. 

Źródło: www.nationofchange.org
Wtorkowy tekst dotyczył historii współczesnego terroryzmu, a konkretnie genezy narodzin organizacji tak zwanego "Państwa Islamskiego". Temat kontrowersyjny i na czasie, podjęty głównie dlatego, że mało kto zajmuje się nim i posiada o nim jednocześnie jakiekolwiek pojęcie. Ludzie skupili się na wykrzykiwaniu populizmów i złej do szpiku kości religii, pobudzono ksenofobię i rasizm. Kozłem ofiarnym stali się muzułmanie jako tacy, całościowo postrzegani jako radykałowie. W takim razie dlaczego terroryzm jest tak intensywny dopiero od niedawna? Jeśli nie potrafisz odpowiedzieć sobie na to pytanie - zapraszam do lektury tego tekstu. Dowiesz się skąd wziął się islamski ekstremizm i dlaczego nie powinieneś przypisywać go całemu miliardowi ludzi.

Źródło: static1.squarespace.com
Środowe "Wszyscy jesteśmy twórcami" to uderzenie w wiele radośniejszą nutę poprzez podjęcie dyskusji z wrodzonym, ludzkim pesymizmem. Wrodzony talent nie definiuje nas do końca, wszystko zależy od naszego uporu. Każdy ma w sobie pokłady artystycznego potencjały, wystarczy tylko chcieć je rozwinąć. Próbuj, bo czasem i głową mur przebijesz! 

Źródło: welch.house.gov
"Matura, studia - i co dalej?" to piątkowy tekst podejmujący kolejną dyskusję z perspektywą społeczeństwa, które współcześnie piętnuje osoby bez wykształcenia wyższego, a w efekcie prowadzi do spadku jego wartości. Posiadanie papieru z uczelni wyższej może co najwyżej osłabić jego wartość na rynku pracy, pewniakiem nam jej od razu nie zapewni (może poza nielicznymi wyjątkami, które i tak powoli stają się przeciążone). Czasem o wiele lepiej byłoby zrealizować swe marzenie o tokarstwie czy włókiennictwie niż pchać się na uniwersytet czy skończyć z samą maturą. Kiedy wreszcie nauczymy się, że nie wolno piętnować tak szlachetnych zawodów? 

Co w następnym tygodniu?

W poniedziałek czeka was starcie z recenzją, która z powodu zachwytu autora pachnie wręcz chamską reklamą. Lojalnie uprzedzam, że pisałem to stosunkowo szczerze, a zachwyt nadal ze mnie nie zszedł. Co dalej? We wtorek odrobina przemyśleń na temat formy publikowanych tu tekstów, a resztę tygodnia niech skrywa słodka tajemnica. 



.

Odnaleziono zawartość "złotego pociągu" 

Źródło: s10.flog.pl
Ekspertom po niezwykle długiej pracy śledczej udało się ustalić co stało się z zwartością słynnego, złotego pociągu. Jak powiedział jeden z nich, nadinspektor Tomasz Klause 
- Wyobrażacie sobie państwo, że jedziemy z kolegami zaznać odnowienia duchowego w licheńskiej bazylice, ale od początku coś na nie pasuje! Toteż patrzymy na kolumny, złote, złoto, a że Zdzisiu miał lornetkę to biorę i patrzę na szczyt. A tam co? Logo! Drodzy państwo logo nieprzetopionego przedwojennego złota! 
Episkopat w aferze skandalu tłumaczy, że złoto było przekazywane w rodzinie jednego z biskupów z dziada pradziada, ojca na syna, aż w końcu postanowiono wesprzeć nim budowę kościelnej bazyliki. 

Zakaz handlu w niedzielę już w każdy poniedziałek

Źródło: wdolnymslasku.com
Znamy już najnowszą wersję ustawy niezwykle głośnego "Zakazu handlu w niedziele". W ramach kompromisu i oszczędności rząd postanowił, że ta niezwykle ważna ustawa będzie obowiązywała w każdy poniedziałek. Rzecznik władzy tak tłumaczy ten proceder
-  Niedziela to niezwykle ważny dzień dla każdego Polaka, dlatego więc wchodząca w życie ustawa dotyczy uczynienia jej dniem wolnym. Ale jako, że postanowiliśmy uszanować innowierców to będzie ona obowiązywała tylko w poniedziałki. Ma to również przynieść dodatkowy zysk do budżetu państwa i wesprzeć finansowanie programu 500+.
Opozycja w każdy poniedziałek krytykuje decyzję rządu jako nieodpowiedzialne i niedojrzałe kupczeniem głosami wyborców. Wróży przy tym również rychły kryzys gospodarczy spowodowany tak drastycznym atakiem na prawa pracodawców. W inne dni tygodnia natomiast reformę uznaje za rozsądny i poprawny kompromis, wyjątkowo jednocząc się w opinii z władzą. A co na to obywatele?
- A, widzi pani, nasz osiedlowy sklepik i tak w niedziele zamknięty, ja to tam nie wiem co o tym myśleć  - odpowiada zapytana pani Grażyna -  My to z Januszkiem zawsze w piątek się obkupimy -  dodaje.

Błąd polskiej uczelni. Czy teraz grozi jej bankructwo?

Źródło: biurowczechach.pl

W celu przyciągnięcia uwagi maturzystów jedna z polskich uczelni postanowiła postawić na przyszłość i otworzyć kierunek "Szlachta" sugerując się niezwykłą popularnością "Szlachta nie pracuje" na facebooku. Dostała niezbędne dofinansowanie, zlikwidowała połowę innych kierunków licząc na sukces swego nowego El Dorado. Niestety, rzeczywistość okazała się o wiele bardziej okrutna.
-  Do dzisiaj nie otrzymaliśmy ani jednego zgłoszenia, a konkurencja masowo wystawia dyplomy i tytuły naukowe nowym absolwentom! Nie potrafimy znaleźć ich oferty w sieci i nie jesteśmy w stanie na nią skutecznie odpowiedzieć. Postawiliśmy na tę kartę przyszłość uczelni, niestety okazuje się być to rynek niedostępny dla nowych. Dodatkowo ktoś zaczął wyrzucać śmieci pod gabinetem naszego rektora i to od dnia ogłoszenia nowej oferty uczelni. Mafia! Od tego czasu boimy się o nasze życia. - opowiada zapytany o opinię przedstawiciel zarządu uniwersytetu proszący o anonimowość. Biuro prasowe firmy "Szlachta nie pracuje", która tak chętnie zatrudnia nowych ekspertów. odmawia komentarza do tej sprawy. Prokuratura nie wszczyna śledztwa w tej sprawie ponieważ "Szlachta nie pracuje" jest spółką międzynarodową. Minister sprawiedliwości zapowiada jednak, że wkrótce osobiście zainterweniuje, jeśli nie zajmą się tym odpowiednie organy.