Najnowsze posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty

Chociaż pieniądze szczęścia nie dają...

...to realizacja wielu planów ich wymaga! Dzisiaj tekst o moich planach i pragnieniach, czyli robi się naprawdę osobiście. Pamiętacie, że kiedyś narzekałem na konsumpcjonizm? Czas wyjść na hipokrytę tego roku!

Mam wiele kosztownych planów, marzeń i pragnień. Ba, podejrzewam, że niewiele mniej od przeciętnej istoty ludzkiej! A jeśli do przyziemnych zachcianek dodamy jeszcze te o wiele bardziej odległe, to milion złotych byłby za mały do ich realizacji. Mogę się pocieszać tylko tym, że jakkolwiek radosne byłoby zakupienie sobie kilku rzeczy z tej długiej listy, to szczęście w życiu zapewniają mi zupełnie inne rzeczy. W tym, rzecz jasna, niematerialna część marzeń, do których realizacji dążę.

Seattle
Zacznijmy od czegoś, co wielu z was pewnie ma gdzieś z tyłu głowy - marzę o podróży! I to nie byle jakiej - zaczynając od Petersburga, przez Moskwę, zaliczając przejażdżkę kolejną transsyberyjską i trafiając do Chin. Po spędzeniu miesiąca w Państwie Środka z ciekawości poświęciłbym jeszcze dwa tygodnie Korei - zarówno tej z P w nazwie, jak i tej z P w nazwie. A stąd bliska droga do Stanów Zjednoczonych i Seattle. Stan Waszyngton (nie mylić z Dystryktem Kolumbii i stolicą USA) od zawsze mnie fascynował. Ostatni przystanek to minimum miesiąc w Kanadzie. Mnogość kultur, historii i cywilizacji. Mentalność w każdym z tych rejonów świata jest diametralna różna od naszej per zachodniej/europejskiej i warta zgłębienia.

W krajach znajdujących się na mojej podróżniczej liście jest więcej do poznania i zobaczenia, niż pozostało czasu wolnego w całym moim życiu. Taktuję to jako dawkę doświadczeń, które wymagają wygospodarowania przynajmniej 6 miesięcy na całą podróż. Mimo to zwiedzanie i tak odbędzie się wtedy po łebkach. Koszta? Strach wnikać, takiej góry pieniędzy prawdopodobnie jeszcze na oczy nie widziałem. Szczególnie, że nie wszędzie wystarczy mi namiot, którego i tak specjalnie nie lubię. Jestem z tych wygodnickich, niestety. Hotele, motele czy nawet domowe noclegi to dla mnie minimum standardu życia, który pozwala mi na odczuwanie komfortu.

Mimo to mam nadzieję, że chociaż bliżej 50-siątki na karku uda mi się ustabilizować budżet i odbyć taką tour życia. Aczkolwiek wtedy mam nadzieję, że zamiast dwóch Korei przyjdzie mi odwiedzić jedną - Zjednoczoną.

Seattle
Podróż życia za nami, więc mogę przejść do czegoś o wiele bardziej przyziemnego. Czegoś, co należy do kategorii drobnych marzeń-zachcianek i czegoś, co tak naprawdę ciężko nazwać mi marzeniem. Chciałem komercji, więc mam komercję, huh? Możliwość pracy na dobrym MacBooku w połączeniu z towarzystwem iPhone i iPada to kosztowna sprawa i zwykłe gadżeciarstwo, o którym myślę niemal codziennie. Z drugiej strony jest to jednak praca w kompleksowym systemie urządzeń, co przekłada się na mobilność i skuteczną pracę w, chociażby, tramwaju czy pociągu. Czy jednak naprawdę potrzebuję akurat elektroniki z logiem jabłuszka w swoim życiu? Nie. Póki posiadam tańsze i skuteczne odpowiedniki prawdopodobnie nie porwę się na takie wydatki. Mimo, że w moim zamiłowaniu do technologii zawsze będę chciał się na to skusić. Może jeśli kiedyś założę firmę, huh? Kolejne marzenie.

Cenię sobie niezależność, ale i współpracę z innymi. Możliwość uwolnienia się od losu korposzczurka zawsze będzie miła wizją. Wątpię, żeby udało mi się to w formie działalności gospodarczej - szczególnie zrzeszająca grupę copywriterów. To brzmi jak szaleństwo nawet w innowacyjnej formie. Ba, mam wrażenie, że to recepta na szybkie bankructwo, jeśli nie jest się osobą naprawdę doświadczoną w kręgach biznesowych. Mimo to jest to moim małym marzeniem - mała firma żyjąca z copywritingu i e-marketingu. Lubię być na bieżąco z nowinkami i mieć możliwość wykorzystywania tej wiedzy w praktyce. Być może kiedyś odłożę wystarczająco dużo gotówki i pójdę w tym kierunku, być może jednak korporacje wejdą mi w krew lub znajdę dający mi satysfakcję z pracy stołek w lokalnej redakcji/organizacji pozarządowej/pójdę w politykę.

Ponoć każdy marzy o wydaniu książki. Nie będę lepszy.

MacBook
A co teraz? Dbam o zupełnie inny rodzaj potrzeb, który również wymaga pieniędzy. Meble, łóżko, ekspres do kawy, odmalowanie ścian, generalny remont łazienki. Dopadło mnie życie i konieczność urządzenia swojego mieszkania. Jest to rodzaj przymusu, a jednocześnie praktycznego zwiększenia komfortu mojego życia. W kwestiach materialnych prawdopodobnie nic nie da mi w najbliższym czasie większej radości, niż odświeżenie pokojów w moich czterech ścianach. Dodajmy, że efekty remontu pozwolą mi na cieszenie się wygodą przez wiele lat. Myślę, że mądrze zrobiłem zaczynając od wydatków na mieszkanie.

Podsumowując - warto rozsądnie zarządzać pieniędzmi i odkładać na swoje marzenia, ale warto zachować przy tym rozsądek. Najpierw wydajemy na to, co pilne, a dopiero potem na zachcianki. A plany, które da się określić jako życiowe, mogą poleżeć w lodówce naprawdę długo. W końcu chcemy, żeby ich realizacja była porządna i dopięta na ostatni guzik.
Wreszcie broń jądrowa (...). Do chwili obecnej tak gwałtownie się rozwinęła, że zanegowała samą siebie, przeistoczyła się w antybroń, antyśrodek militarny. Jest środkiem śmiertelnym obosiecznie: użycie jej oznacza samozagładę, niszczy nie tylko przeciwnika, ale i tego kto jej użył. 
Stanisław Koziej "Teoria sztuki wojennej"  
Dzień w dzień media biją nas po głowie kolejnymi wojennymi nagłówkami i hasłami, reklamują swoje teksty, tak chwytliwe i ponoć pożądane przez dziatwę wedle socjologów. Mamy za sobą lata niedocenianej prosperity osiągniętej za sprawą Pax Europaea, pokoju kluczowego oraz koniecznego, gdyż konstruktywnego z natury. Stabilność polityczna regionu stanowi podstawę naszego dobrobytu, umożliwia spełnianie marzeń, rozwój, względnie godziwy byt. Wojny natomiast niszczą i dzielą czyniąc nieodwracalne szkody, zabijając bliskich, zaklinając rzeczywistość nie do poznania. Z ironicznym spokojem możemy określić je jako wizualizację piekła na ziemi, najgorszy z naszych koszmarów, który dziś pozornie zapowiada wkroczenie do naszej rzeczywistości. 

Spróbujmy wyobrazić sobie zapach krwi o poranku - szumi nam w obolałej głowie, jesteśmy zdezorientowani a lęk natychmiastowo podchodzi nam pod gardło. Gdy kładliśmy się spać panowała wszechogarniająca cisza zaburzana jedynie przez rytmiczne "tik-tak", zmęczeni zastanawialiśmy się nad kolejnym dniem pracy bądź nauki, natłokiem nieznośnych, monotonnych obowiązków, z którymi walki wymagała od nas rzeczywistość. Być może jednak zastanawialiśmy się wtedy nad czymś ekscytującym i pięknym? Awans bądź ślub córki - to wszystko przestało mieć jakiekolwiek znaczenie w ułamku sekundy, niezależnie od nas, wbrew nam, za sprawą rozkazu kilku dygnitarzy zwących się władzą. Budzimy się razem z hukiem i skowytem syren, bezradni obserwując dorobek naszego życia popadający w ruinę. Ogródek? Teraz to tylko kolejny lej po bombie pozostały nam po nalotach, nieodwracalna rana zadana ziemi jak i pamięci. Co stało się z domem, na który pracowały pokolenia? Kilka minut zadecydowało o jego destrukcji, płomienie dokończyły dzieła. Gdy próbujesz dotrzeć do sypialni swojej matki napotykasz tylko gruz i wypływającą spod niego krwawą plamę. Jest już tylko śmierć i cierpienie, nie ma pracy ponieważ wojna nie sprzyja biznesowi (w większości), stare zmartwienia stają się błahe. Jak zdobyć pożywienie, gdy brakuje go w sklepach, gdy ziemia uprawna zamienia się w pobojowiska i pola bitew, gdy nie ma komu uprawiać roli? Pojawiają się niepojmowalne jak dotąd problemy z wodą pitną, a co dopiero wspomnieć o medykamentach, środkach higieny. Szerzą się zarazy a ludzie zaczynają umierać z powodu chorób, które od lat zdawały się  nie być już niczym ponad delikatne utrapienie. Z dnia na dzień odcięli nas od elektryczności, ucichły wszelakie telefony, zamarł ruch w sieci. 

Każdego dnia wypatrujemy informacji o naszych ojcach jak i synach martwiąc się o ich los. Poszli walczyć za ojczyznę, w nasze imię i w naszej obronie, bić chłopców równie młodych i niewinnych - wypełniających jedynie wolę polityków. Polityków, którzy dawno temu już zdążyli uciec z dala od frontu i zaszyć się ze swoimi majątkami w bezpiecznych rejonach świata. Czasem brak wieści zdaje się być gorszy od tych najczarniejszych - nadzieja miesza się z niepewnością zamieniając się przy tym w gorycz. Kolejni, przyszli nastoletni bohaterowie, oddają swe życia i zostają ochrzczeni nowym pokoleniem kolumbów. 

Czekać nas może jednak coś nieporównywalnie gorszego, coś co zaprzepaści nadzieję przyszłych pokoleń na zaistnienie, posiadanie jakichkolwiek warunków do życia. Dysponujemy technologią zdolną wypalić życie z naszej planety, uczynić ziemię niezdatną do użytkowania, pozbawić życia miliardów. W takiej sytuacji moglibyśmy już tylko twierdzić, że największe szczęście posiadali ci, którzy wyparowali w ciągu pierwszych sekund eksplozji. Pobłogosławieni przez atom końcem w ułamek sekundy, być może nawet nieświadomi tego, co się z nimi działo. 

Ale czy to scenariusz konieczny, czy naprawdę musi do tego wszystkiego dojść? Coraz częściej słyszę, że balansujemy na krawędzi nowego konfliktu, który strawi w swych płomieniach cały świat. Niezliczone rzesze ekspertów uznają najczarniejszy scenariusz za niezwykle prawdopodobny, przytakują im militaryści i przyklaskują media. Temat jest poczytny, ponoć młoda krew domaga się konfliktu, którego wybuch przyniesie im chwałę.

To samo myśleli rekruci wędrujący na fronty I wojny światowej, często to samo skłania ludzi do dołączenia do tzw. ISIS - łatwa chwała, możliwość wzbogacenia się i zyskania miejsca w historii pozornie łatwym czynem. Pozornie. Prości ludzie umierają na wojnach, a jedynymi beneficjentami pozostają korporacje oraz rządy, które wyszarpią nowy kawałek ziemi bądź przedłużą swa kadencję przy pomocy zwycięstwa. Cóż lepiej sprzedaje się w trakcie konfliktu zbrojnego niż broń bądź medykamenty?

A po samej wojnie nastaje okres biedy i nędzy, zasklepiania się ran, które już nigdy nie znikną. Do końca życia z traumą, być może skazani na antydepresanty, być może już na zawsze wykluczeni ze społeczeństwa po utracie wszystkiego i dołączający do fali samobójstw. Nawet weterani wojenni zaczynają się wtedy martwić o swój los - historia mnoży nam bezlik przykładów.

Na szczęście jednak nie prezydent czy rząd, nawet nie wojsko a społeczeństwo jako-takie kreuje państwa. My, obywatele świata, a nie wola biznesu. Naszym zadaniem byłoby umieranie za ich interes, więc to my możemy dać im jasno do zrozumienia, że wcale nie mamy zamiaru tego robić. Wszystko wciąż znajduje się w naszych dłoniach, wbrew kreowanym przez media nastrojom, wbrew napiętej sytuacji. Póki możemy musimy głośno i wyraźnie krzyknąć - nie! Nie dając sobie wciskać tych wszystkich bzdur do gardła i udowadniając, że jako społeczeństwo mamy odmienne zdanie na temat wojny totalnej. Za co tak naprawdę Polak powinien nienawidzić Niemca czy Rosjanina? Za głupotę i okrucieństwo ich rządów? Możemy mieć jedynie pretensje o to, że nie potrafili ich powstrzymać w porę jak i pretensje do samych siebie o to, że pozwoliliśmy naszym reprezentantom wspierać ich na różnorakie sposoby, paraliżować odruchy zapobiegawcze. Kształtujemy świat, pamiętajmy o tym idąc do urn wyborczych jak i pamiętajmy, że to my jesteśmy w stanie naprawić swoje błędy. Generalnym strajkiem, protestami - bo to od nas, od tych przeklętych mas, zależą losy świata. Nie od kilku głupców, którzy zagarnęli odrobinę władzy oszukując swoich wyborców. 

Źródło: http://www.deviantart.com/art/Apocalypse-reworked-201799413

Źródło. abcnews.go.com
Terroryzm to temat niezwykle głośny ostatnimi czasy - szczególnie u nas w Polsce, co uznaję za niezwykle ironiczne. Dlaczego? Muzułmanie (z góry uprzedzam, że uznawanie ich za jedyne źródło terroryzmu to moim zdaniem czysta ignorancja) są w naszym kraju silnie zasymilowaną mniejszością stanowiącą mniej niż 0.1% ludności, czyli około 15-25 tysięcy. Aczkolwiek daruję sobie tę dyskusję, czas wyjaśnić genezę terroru. 

Wbrew obiegowej opinii zjawisko to nie ma swojej genezy w samej naturze tej religii. Ba! Zdecydowana większość wyznawców islamu potępia takowe działania, ponieważ są one skierowane również przeciwko nim. ISIS jest na rękę podsycanie nienawiści wobec ich własnych pobratymców. Dlaczego? Są to niewierni idei wymagający nawrócenia, wzbudzanie rasizmu jak i ksenofobii wśród europejczyków sprzyja możliwości "dostania ich" w "swoje ręce". A jeśli jednak nie da się ich w ten sposób przycisnąć do ostateczności - giną. W oczach terrorystów są zwyczajnymi zdrajcami.  

Gwoli wyjaśnienia pozwolę sobie umieścić tu również pełną definicję dżihadu, którą opinia społeczna zaczęła ostatnimi czasy wypaczać.
W Koranie i muzułmańskiej tradycji dżihad oznacza wszelkie starania podejmowane w imię szerzenia i umacniania islamu: zarówno poprzez walkę zbrojną, nawracanie niewiernych, pokojowe propagowanie islamu, jak i wewnętrzne zmagania wyznawcy.
Skąd więc cały ten problem?  Wszystko ma swoją genezę w 2003 roku, czyli w kolejnej zaborczej wojence USA, w tym przypadku przeciwko Irakowi. W celu nakreślenia sytuacji pozwolę sobie na kolejny cytat, tym razem z książki, którą podpieram się w przypadku tej notatki (informacje o niej na dole w bibliografii, pozycja pierwsza).
Rami, dwudziestosiedmioletni nieśmiały student historii, wstąpił w szeregi terrorystów po tym, jak jego matkę zastrzelili w czasie przeszukania domu amerykańscy GI. Na jego oczach. "A co pan by zrobił?" - zapytał rozgoryczony, widząc, że nie potrafię zrozumieć jego decyzji mimo ogromu cierpienia. Nietrudno głosić szlachetne poglądy o rebeliantach i terroryzmie, żyjąc w dobrobycie i pokoju. Czy kiedykolwiek pomyślałem, co musi czuć człowiek przed dokonaniem samobójczego zamachu? Milczałem, a on dorzucił: "Przestańcie nas nachodzić i poniżać. Wynoście się do swoich krajów. A wtedy Al-Kaida zniknie sama z siebie".
Wszystko zaczęło się od krwawych wojen o wpływy na Bliskim Wschodzie pomiędzy ZSRR a USA, wtedy właśnie powstał pierwszy zalążek współczesnego terroryzmu.  W ramach utarcia nosa Sowietom (wojna z lat 1979 - 1989) postanowiono uzbroić Talibów, przyszły zalążek Al-Kaidy. Później było już tylko gorzej. Po upadku ZSRR Stany Zjednoczone postanowiły wykorzystać każdy, możliwy pretekst do wywołania nowej wojenki w tamtym regionie. Rozchodziło się głównie o ekonomiczne interesy USA, innymi słowy zagrabienie surowców naturalnych i zabezpieczenie ich dla amerykańskich korporacji, które mogły drenować "podbity" kraj z pieniędzy wedle uznania. 

Testowano wtedy również tak zwaną "doktrynę szoku", która oficjalnie wpisała się w doktrynę wojenną Stanów Zjednoczonych. Polega ona na szybkich i zmasowanych atakach wymierzonych w infrastrukturę i ludność cywilną. Jej celem jest sianie terroru pośród mieszkańców państwa atakowanego, pozostawia kraj w ruinie, sparaliżowany i umęczony wojną. Niszczy podstawy życia społecznego. W połączeniu z odebraniem jakichkolwiek perspektyw ekonomicznych wsparcie pieniężne dla rodziny za cenę naszego życia w sprawie Al-Kaidy czy ISIS staje się wręcz atrakcyjne, nie sądzicie? Jest w tym coś z romantyzmu... 

ISIS  wywodzi się z dawnej, kilkutysięcznej elitarnej gwardii irackiej, która uformowała oddziały bojowników pod sztandarem Az-Zarkawi. Po upadku Saddama Husajna zaczął on prowadzić wojnę przeciwko znienawidzonym przez siebie szyitom a przy okazji wykluczył z życia politycznego dawniej wpływowych sunnitów. Świat islamu spłynął serią krwawych zamachów wymierzonych w niezradykalizowaną część społeczeństwa, jednocześnie cierpiąc z powodu wojny z USA i ich sojusznikami (a i Polska przyłożyła do tego rękę). Już w 2004 roku Az-Zarkawi oficjalnie dołączył do Al-Kaidy, którego brutalność w działaniach doprowadziła do sprzeciwów ze strony przedstawicieli Bin Ladena. Zdaniem tego drugiego kierowanie zamachów samobójczych przeciwko własnej ludności było przejawem zwykłego okrucieństwa, którego należało uniknąć. Ginąć mieli amerykanie, a nie szyici czy sunnici. 

Az-Zarkawi jednak nadal robił swoje, idąc jak burza i nie przejmując się innymi. Gdy w 2011 roku Al-Bagadi dał realne początki istnienia ISIS to właśnie przywódca irackich bojowników zapewnił mu realne środki w postaci funduszy i kadr, innymi słowy w postaci pełnej współpracy. Radykalizacja postępowała nieustannie z roku na rok coraz silniej wspierana ekonomicznym drenażem Bliskiego Wschodu. To musiało skończyć się tragedią.

A jeśli nadal powątpiewacie to zadajcie sobie jedno, proste pytanie. Jak wyglądały kwestie terroryzmu przed latami 90? Jak wyglądały przed latami 80? Nie bądźmy ślepi i nie ulegajmy populizmom, myślmy zanim pochopnie osądzimy miliony niewinnych ludzi o sprzyjanie i dokonywanie aktów terroru. 

Bibliografia: 

Todenhöfer, Jürgen. ISIS Od Środka: 10 Dni W "Państwie Islamskim" Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2016. 
Klein, Naomi. The Shock Doctrine: The Rise of Disaster Capitalism. New York: Picador/H. Holt, 2009. 
Wojciech Roszkowski Półwiecze. Historia polityczna świata po 1945 roku, wyd. 2005
Bill Blum: The CIA’s Intervention in Afghanistan. Le Nouvel Observateur (Globalresearch)
"Mniej polityki, więcej przyjemności!" parafrazując odrobinę cytat z serialu  "Doktor House". Myślę, że powinno to oddać nastrój dzisiejszej prasówki, a wielu odetchnie dzięki temu z ulgą. Nie przedłużam i po prostu zapraszam do lektury! 


Instagram i (r)ewolucja

Źródło: polityka.pl
Zmiana tak charakterystycznego logotypu zawsze będzie uchodziła za ruch co najmniej ryzykowny, aczkolwiek niewielu to zaskakuje. Odkąd Mark Zuckerberg (twórca Facebooka) wykupił Instagram rok temu zdążono dodać szereg opcji - wprowadzono reklamy, nowe filtry, możliwość wstawiania krótkich filmików. Zmiana layoutu to zwyczajne dodanie kropki nad "i", a przyjęty w nim styl retro może się tylko przysłużyć serwisowi - mainstream to kocha. 

Starość przychodzi po nas później

Źródło: 1x.com
Marist College przeprowadziło w Nowym Yorku badania dotyczące sposobu odbierania przez nas ludzi mających 65 lat na karku. Co ciekawe wynika z nich, że większość korespondentów (w tym sama grupa poddawana "badaniu") uznaje ten okres za wciąż trwający wiek średni, twierdząc, że starość przychodzi dopiero po 70 roku życia. Biorąc pod uwagę amerykańskie realia, w których mężczyźni dożywają średnio prawie 79 lat, a kobiety 81, trudno byłoby z tym debatować. W Polsce rozwija się aktualnie podobna tendencja, jednakże wyciągnięcie bliźniaczych wniosków mogłoby zostać przez wielu uznane za zwyczajną obrazę, szczególnie w kontekście debaty na temat wieku emerytalnego. Niestety jeszcze wiele brakuje nam do realiów USA, a osobiście mam wrażenie, że Polacy pod natłokiem pracy starzeją się mentalnie coraz szybciej, zmęczeni, zgorzkniali, mający dość. 

Dwie Beaty w czerni

Premier rządu Beata Szydło, razem z Beatą Kempą, postanowiła odwiedzić papieża Franciszka w celu przedyskutowania kwestii Światowych Dni Młodzieży. Tak naprawdę niewiele wiadomo na temat samego spotkania i mających miejsce w trakcie owego ustaleń, większość źródeł wspomina tylko  ŚDM, niektóre napominają coś o tym jakoby papież miał wspomnieć kwestię uchodźców, niezwykle dla niego ważną. Pozostanie nam jedynie swoisty niesmak z powodu niekoniecznie udanej kreacji reprezentantek Polski (ale też nie nowej..?), w porównaniu z chociażby Angelą Merkel.

Audyt! Audyt!

Źródło: newsweek.pl
Ledwo opadł marszowy kurz a tu trach - z niebios uderzył piorun (ludowej) sprawiedliwości! Czas rozliczyć minioną władzę, a szlag by te wszystkie reformy, szlag by ekonomię i dobro obywateli, najważniejsza jest w końcu zemsta! To takie chrześcijańskie. Dlatego osiem lat PO-PSL podsumujmy magiczną sumą strat pieniężnych, wspomnijmy coś o złotym mercedesie, który nawet złoty nie jest, a na deser krzyknijmy tragicznie "Co wam ta Polska zrobiła? Dlaczego zostawiliście ją bezbronną?" niczym minister Antoś. A gdy minie już czas jedynowładztwa PiS znajdzie się ktoś, kto zakrzyknie "Audyt!" ponownie, po czym wyciągnie magiczną liczbę z szafy, wliczy w to 500+ i inne reformy równie bezlitośnie, doda straty gospodarki, podniesie wrzawę i zażąda zemsty. Z lamusa wyciągnięty zostanie kolejny, złoty mercedes, ktoś jęknie okrutnie na koniec, a kabaret zacznie się na nowo.  Nowotwór toczy polską politykę niezależnie od partii, liczą się tylko igrzyska. 

Pojedynek orła z niedźwiedziem

Źródło: foreignpolicysblog.com
Rosja zachowywała się ostatnimi czasy dość ostentacyjnie i prowokacyjnie na Bałtyku, kwestią czasu było, aż Barack Obama zabierze głos w tej sprawie. Co mógł zrobić w tym przypadku? Skrytykował owe zachowania w trakcie spotkania z przedstawicielami krajów nordyckich w Białym Domu. Formalność została dopełniona, a Rosjanie nadal będą kierowali swoje okręty oraz samoloty na niebezpiecznie bliską odległość w stosunku do jednostek NATO, dyplomaci nadal będą debatować, a prezydenci wzajemnie się krytykować. I oby to trwało jak najdłużej, oby nikomu nie puściły nerwy - szczególnie wojskowym.

Podsumowanie

Beata Szydło wizytowała starość w prowokacyjnym stroju, a ta przerażona stworzyła "audyt" mody polskiej premier, który wstawiony na Instagram trafił do Baracka Obamy. Nie mogąc znieść konsekwencji opublikowania tej ściśle tajnej wiedzy prezydent USA rozpoczął wojnę atomową, a śmiechom nie było końca.