Wreszcie broń jądrowa (...). Do chwili obecnej tak gwałtownie się rozwinęła, że zanegowała samą siebie, przeistoczyła się w antybroń, antyśrodek militarny. Jest środkiem śmiertelnym obosiecznie: użycie jej oznacza samozagładę, niszczy nie tylko przeciwnika, ale i tego kto jej użył.
Stanisław Koziej "Teoria sztuki wojennej"
Dzień w dzień media biją nas po głowie kolejnymi wojennymi nagłówkami i hasłami, reklamują swoje teksty, tak chwytliwe i ponoć pożądane przez dziatwę wedle socjologów. Mamy za sobą lata niedocenianej prosperity osiągniętej za sprawą Pax Europaea, pokoju kluczowego oraz koniecznego, gdyż konstruktywnego z natury. Stabilność polityczna regionu stanowi podstawę naszego dobrobytu, umożliwia spełnianie marzeń, rozwój, względnie godziwy byt. Wojny natomiast niszczą i dzielą czyniąc nieodwracalne szkody, zabijając bliskich, zaklinając rzeczywistość nie do poznania. Z ironicznym spokojem możemy określić je jako wizualizację piekła na ziemi, najgorszy z naszych koszmarów, który dziś pozornie zapowiada wkroczenie do naszej rzeczywistości.
Spróbujmy wyobrazić sobie zapach krwi o poranku - szumi nam w obolałej głowie, jesteśmy zdezorientowani a lęk natychmiastowo podchodzi nam pod gardło. Gdy kładliśmy się spać panowała wszechogarniająca cisza zaburzana jedynie przez rytmiczne "tik-tak", zmęczeni zastanawialiśmy się nad kolejnym dniem pracy bądź nauki, natłokiem nieznośnych, monotonnych obowiązków, z którymi walki wymagała od nas rzeczywistość. Być może jednak zastanawialiśmy się wtedy nad czymś ekscytującym i pięknym? Awans bądź ślub córki - to wszystko przestało mieć jakiekolwiek znaczenie w ułamku sekundy, niezależnie od nas, wbrew nam, za sprawą rozkazu kilku dygnitarzy zwących się władzą. Budzimy się razem z hukiem i skowytem syren, bezradni obserwując dorobek naszego życia popadający w ruinę. Ogródek? Teraz to tylko kolejny lej po bombie pozostały nam po nalotach, nieodwracalna rana zadana ziemi jak i pamięci. Co stało się z domem, na który pracowały pokolenia? Kilka minut zadecydowało o jego destrukcji, płomienie dokończyły dzieła. Gdy próbujesz dotrzeć do sypialni swojej matki napotykasz tylko gruz i wypływającą spod niego krwawą plamę. Jest już tylko śmierć i cierpienie, nie ma pracy ponieważ wojna nie sprzyja biznesowi (w większości), stare zmartwienia stają się błahe. Jak zdobyć pożywienie, gdy brakuje go w sklepach, gdy ziemia uprawna zamienia się w pobojowiska i pola bitew, gdy nie ma komu uprawiać roli? Pojawiają się niepojmowalne jak dotąd problemy z wodą pitną, a co dopiero wspomnieć o medykamentach, środkach higieny. Szerzą się zarazy a ludzie zaczynają umierać z powodu chorób, które od lat zdawały się nie być już niczym ponad delikatne utrapienie. Z dnia na dzień odcięli nas od elektryczności, ucichły wszelakie telefony, zamarł ruch w sieci.
Każdego dnia wypatrujemy informacji o naszych ojcach jak i synach martwiąc się o ich los. Poszli walczyć za ojczyznę, w nasze imię i w naszej obronie, bić chłopców równie młodych i niewinnych - wypełniających jedynie wolę polityków. Polityków, którzy dawno temu już zdążyli uciec z dala od frontu i zaszyć się ze swoimi majątkami w bezpiecznych rejonach świata. Czasem brak wieści zdaje się być gorszy od tych najczarniejszych - nadzieja miesza się z niepewnością zamieniając się przy tym w gorycz. Kolejni, przyszli nastoletni bohaterowie, oddają swe życia i zostają ochrzczeni nowym pokoleniem kolumbów.
Czekać nas może jednak coś nieporównywalnie gorszego, coś co zaprzepaści nadzieję przyszłych pokoleń na zaistnienie, posiadanie jakichkolwiek warunków do życia. Dysponujemy technologią zdolną wypalić życie z naszej planety, uczynić ziemię niezdatną do użytkowania, pozbawić życia miliardów. W takiej sytuacji moglibyśmy już tylko twierdzić, że największe szczęście posiadali ci, którzy wyparowali w ciągu pierwszych sekund eksplozji. Pobłogosławieni przez atom końcem w ułamek sekundy, być może nawet nieświadomi tego, co się z nimi działo.
Ale czy to scenariusz konieczny, czy naprawdę musi do tego wszystkiego dojść? Coraz częściej słyszę, że balansujemy na krawędzi nowego konfliktu, który strawi w swych płomieniach cały świat. Niezliczone rzesze ekspertów uznają najczarniejszy scenariusz za niezwykle prawdopodobny, przytakują im militaryści i przyklaskują media. Temat jest poczytny, ponoć młoda krew domaga się konfliktu, którego wybuch przyniesie im chwałę.
To samo myśleli rekruci wędrujący na fronty I wojny światowej, często to samo skłania ludzi do dołączenia do tzw. ISIS - łatwa chwała, możliwość wzbogacenia się i zyskania miejsca w historii pozornie łatwym czynem. Pozornie. Prości ludzie umierają na wojnach, a jedynymi beneficjentami pozostają korporacje oraz rządy, które wyszarpią nowy kawałek ziemi bądź przedłużą swa kadencję przy pomocy zwycięstwa. Cóż lepiej sprzedaje się w trakcie konfliktu zbrojnego niż broń bądź medykamenty?
A po samej wojnie nastaje okres biedy i nędzy, zasklepiania się ran, które już nigdy nie znikną. Do końca życia z traumą, być może skazani na antydepresanty, być może już na zawsze wykluczeni ze społeczeństwa po utracie wszystkiego i dołączający do fali samobójstw. Nawet weterani wojenni zaczynają się wtedy martwić o swój los - historia mnoży nam bezlik przykładów.
Na szczęście jednak nie prezydent czy rząd, nawet nie wojsko a społeczeństwo jako-takie kreuje państwa. My, obywatele świata, a nie wola biznesu. Naszym zadaniem byłoby umieranie za ich interes, więc to my możemy dać im jasno do zrozumienia, że wcale nie mamy zamiaru tego robić. Wszystko wciąż znajduje się w naszych dłoniach, wbrew kreowanym przez media nastrojom, wbrew napiętej sytuacji. Póki możemy musimy głośno i wyraźnie krzyknąć - nie! Nie dając sobie wciskać tych wszystkich bzdur do gardła i udowadniając, że jako społeczeństwo mamy odmienne zdanie na temat wojny totalnej. Za co tak naprawdę Polak powinien nienawidzić Niemca czy Rosjanina? Za głupotę i okrucieństwo ich rządów? Możemy mieć jedynie pretensje o to, że nie potrafili ich powstrzymać w porę jak i pretensje do samych siebie o to, że pozwoliliśmy naszym reprezentantom wspierać ich na różnorakie sposoby, paraliżować odruchy zapobiegawcze. Kształtujemy świat, pamiętajmy o tym idąc do urn wyborczych jak i pamiętajmy, że to my jesteśmy w stanie naprawić swoje błędy. Generalnym strajkiem, protestami - bo to od nas, od tych przeklętych mas, zależą losy świata. Nie od kilku głupców, którzy zagarnęli odrobinę władzy oszukując swoich wyborców.
 |
| Źródło: http://www.deviantart.com/art/Apocalypse-reworked-201799413 |