Są wśród nas, nieszukający posłuchu, uznania. Tworzący w ciszy, dostrzegani przez nielicznych, uchodzący za dziwaków i ekscentryków. Istnienie tych ludzi jest nieuchronne z powodu naturalnego pociągu do piękna i chęci przekazania światu czegoś "więcej", udowodnienia, że tak można. Czasem zyska to odrobinę większą skalę, zjawi się rozgłos choć dla najbliższych pozostanie niezrozumiałe. Każdy region, a być może i każda wieś, skrywa swojego artystę. Jest to człowiek subtelny i wrażliwy, postrzegający głębię otaczającego go świata i potrafiący ją oddać w ramach poczucia pełnionej przez siebie misji.
Dzisiejsze poszukiwania inspiracji zapędziły mnie do około sześciu-pięciu lat wstecz. Odnalazłem na dysku folder z kilkoma zdjęciami dzieł niejakiego Aleksego Matczaka, artysty ludowego z Idzikowic. Postać to wbrew pozorom niebanalna - dawniej listonosz, który niczym ostatni wariat zbierał i zwoził kamienie z pól. Po co, dlaczego? Chciał podarować swej okolicy galerię sztuki, dać lekkiego pstryczka w nos ludziom którzy twierdzą, że "chamy" ze wsi nie mają dostępu do kultury wyższej. Malował, rzeźbił, a w ostatnich latach chwycił się i poezji. Mijały lata, nastały czasy pierwszych wystaw (w tym i zagranicznych), pojawili się i liczni turyści. Siódemka pojawiła się wreszcie z przodu liczby przeżytych przez niego wiosen, a on w pocie czoła pracował dalej, wciąż i wciąż rozbudowując dzieło swojego życia.
Dzisiejszą notatkę zdominują nieliczne zachowane przeze mnie zdjęcia, jednak zanim do nich przejdziemy jeszcze kilka słów. Podróżując po naszym kraju, jak i świecie, nie omieszkajcie popytać czasem miejscowych czy w pobliżu nie rezyduje artysta, taki swój chłop, chociaż "trochę walnięty". Ale z talentem, tak, tak, ukryć się nie da!
Wtedy zyskacie szansę poznania jednostki niebanalnej i niezwykle inspirującej. Szkoda byłoby przeżyć wszystkie swe lata tracąc tyle wspaniałych okazji.
Kolejny tydzień publikacji za nami, a nie da się przy tym ukryć, iż był on dość obfity w refleksje. Tematyka w jakiś sposób nawiązywała do siebie, luźno, delikatnie, krok po kroku, ale mówić o silnych związkach między notatkami się nie da. Czy do dobrze czy źle - nie wiem, osobiście jestem zadowolony z aktualnego sposobu funkcjonowania bloga.
Na fanpage Réalité de la legende w niedzielne poranki zawsze wyróżniam najpopularniejszy tekst minionego tygodnia, natomiast tutaj znajduje się pozycja odautorska. W tym tygodniu będzie to "Dziedzictwo", które niestety nie osiągnęło poziomu "Pokolenia Y" z zeszłego tygodnia, jednakże jest tekstem o wiele łatwiej przyswajalnym, a to jego ogromny atut. Przy okazji skupia się on na moim ulubionym aspekcie piękna, czyli naturze, a jako plastyczny opis spisuje się wręcz doskonale.
Tydzień rozpoczęliśmy tekstem "Dziedzictwo", czyli tekstem kompletnym pod każdym kątem, który sam w sobie najlepiej broni własnej genezy. Piękno natury połączone z historyczną otoczką, ot co.
Doceniajmy to, co nas otacza.
Wtorek przyniósł tekst "To takie polskie", będący krytyką naszej narodowej przywary - nieufności, która to wywołuje zawiść i niezgodę. Dlaczego akurat Pałac Kultury i Nauki? Kość niezgody między tak wieloma, istnieje tak powszechna chęć wymazania go z naszej historii, a zarazem zachowania. Nie bądźmy wandalami,pozostawmy tak charakterystyczny symbol dla potomnych, a zarazem przekujmy go w coś lepszego. Historię pozostawmy historii, wyciągajmy z niej lekcje, unikajmy konfliktów z powodu dawnych zażyłości.Źródło: budowle.pl
Środa, dzień sztuki, a tym razem muzyki, czyli "Potęga strun". Opisy i wizje, które snuję na temat zjawisk nieuchwytnych dla ludzkiego oka zawsze nieodłącznie kojarzą mi się z ogromem wszechświata. Z pięknem jego barw, mistycyzmem oraz niemożnością ogarnięcia. Jest to coś tak bliskiego, a zarazem nieuchwytnego dla nas wszystkich... Skupmy się na pięknie, wczujmy się w nie. Może z dodatkiem relaksującego ambientu? Link odnajdziecie na końcu dzisiejszej notatki. Źrodło: hqwallbase.pw
"Grzechy twórców XXI wieku" spowodowane są zazwyczaj naszą nieustanną pogonią za "sukcesem", często naiwnymi marzeniami o osiągnięciu statusu współczesnych wzorców, czyli statusu miliardera. Media od lat wpajają nam gen konsumpcjonizmu, jednocześnie mamiąc wizjami nieskończonych moż- liwości, drogi na szczyt od zera do miliardera. Wielu się na to łapie, stara ukierunkować życie podług tego standardu zapominając o tym, że istnieją inne wartości od pieniądza czy sławy. To takie puste, to takie smutne. Źródło: trbimg.com
Pojęcie wolnej woli, tak dla nas podstawowe, a tak skomplikowane. Jedni je negują, drudzy twierdzą, że jednak posiadamy pewną gammę możliwości. "Wolność woli" przedstawia teorię Ericha Fromma na ten ciężki, filozoficzny temat, teorię, którą w dużej części podzielam. Możemy wybrać wolność, której warunkiem jest świadomość, możemy jednak zostać również niewolnikami otaczających nas, bezrefleksyjnych determinant. Nasze życie spoczywa w naszych rękach. Źródło: belsebuub.com
Prasówka wybroni się, tak jak zawsze, sama. Jest formą kompletną i nie czuję konieczności dopowiadania do niej czegokolwiek. W tym tygodniu zabraknie KONKRETNEGO przecieku informacji na temat dnia jutrzejszego, ponieważ nie jestem pewien, którą kwestię ostatecznie opublikuję. Będzie lekko, przyjemnie, odejdziemy od natury, aby dzieła tworzone przez ludzi nie poczuły się zaniedbane. W końcu pisałem już swego czasu, że nawet najbrzydsza z kamienic potrafi stać się najbardziej wyjątkową z nich wszystkich, jeśli tylko spojrzymy na nią pod odpowiednim kątem, zechcemy dostrzec jej atuty. Niesamowitym zaniedbaniem byłoby więc porzucenie tej tezy na pastwę czasu i zapomnienia, nieprawdaż? Choć jest coś jeszcze, coś, co walczy z kwestią tak ważną o opanowanie dnia jutrzejszego, jednakże enigmatyczne "to" winno pozostać w cieniu, spowite dodatkowo słodyczą tajemnicy.
Tym oto akcentem kończę i życzę wszystkim jak najlepszego dnia oraz samych przyjemności w nadchodzącym tygodniu!
Otacza nas ciemność, krążymy w świecie wielobarwnych, strzelistych strun. Miejscem tym z pozoru nie rządzą żadne zasady, najczystszy chaos, pierwotna entropia. Mimo to czujemy się zaintrygowani i nim się orientujemy mimowolnie przekraczamy jeden z nowo-powstałych łuków triumfalnych. A może po prostu przeszył nasze ciało w trakcie narodzin, początkowo niezauważony, tak czuły i delikatny w swych pieszczotach?
Wtedy trafiamy do zupełnie innego miejsca, poznajemy historię świata wśród słów i dźwięków, przytłacza nas potęga chórów, dźwięk potęgi trąb dudniąc przeszywa całą okolicę. Mroźny szczyt, na którym się znajdujemy, dodaje kolejnej szczypty patosu temu quasi-operowym spektaklowi. Nie znając języka rozpoznajemy motywy "Księgi Rodzaju" kłębiące się u podnóża, już chcemy się pochylić, rozpocząć żmudną wędrówkę ku scenerii, jednak płyniemy dalej.
Dźwięk lutni młodzieńca zdaje się mieć potęgę zdolną skruszyć najtwardsze z serc, łzy same lgną do oczu, a po chwili jesteśmy już w stanie poczuć ich słonawy smak wymieszany z goryczą historii mknącej przed naszymi oczyma.
Kochali się, lecz nie mieli aprobaty rodzin, tchnięci romantyzmem uciekli, postawili wszystko na jedną kartę, postawili na siebie. Uciekali w burzy. Zgubili się i dopadli ich banici. Nie dał rady jej obronić. Zginęła tak okrutnie. Do dziś nawiedza go w snach. Nie potrafi mu wybaczyć. Prześladuje go jej spojrzenie. Zimne. Martwe. Pełne przerażenia.
Zdawało się, że struny lada moment pękną, nie mogąc znieść dłużej tych wszystkich emocji, przyjmując i oddając je z taką wiernością, że aż chcąc zjednoczyć się w duchu ze swym panem. Chcemy go pocieszać przez łzy, jednak płyniemy dalej.
Znajdujemy się na środku ulicy osaczeni przez smugi światła mknące w okół nas. Czujemy się tacy mali, niezauważeni, pisk kół, warkot silników. Cały świat pędzi przed siebie, a my stoimy w środku tej metropolii. Jest nam tak zimno, czas mija, a my wreszcie orientujemy się, że nie jesteśmy sami. Otaczają nas oni. Odrzuceni przez społeczeństwo, biedni i schorowani, zaniedbani. Odebrano im nadzieję, odarto ich z marzeń i porzucono na pastwę losu, ponieważ mieli gorszy start. Ponieważ nie potrafili sobie poradzić. Tylko artysta o nich pamięta, ze smutkiem w głosie ukazując ten obraz.
Źródło: inspirefirst.com
Muzyka jest piękna, gdyż nawet w największej, popkulturowej papce skrywa niezgłębione pokłady potencjału i refleksji, a przy okazji lekarstwa duszy. Nieodłącznie jest też związana z poezją, o której miałem okazję pisać tydzień temu, a mimo to i bez jej towarzystwa posiada moc kreowania światów, nieraz większą niż obraz czy litera, do których tak przywykliśmy. A co dopiero, gdy połączymy te formy w jeden twór?