Najnowsze posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opis. Pokaż wszystkie posty
"Mniej polityki, więcej przyjemności!" parafrazując odrobinę cytat z serialu  "Doktor House". Myślę, że powinno to oddać nastrój dzisiejszej prasówki, a wielu odetchnie dzięki temu z ulgą. Nie przedłużam i po prostu zapraszam do lektury! 


Instagram i (r)ewolucja

Źródło: polityka.pl
Zmiana tak charakterystycznego logotypu zawsze będzie uchodziła za ruch co najmniej ryzykowny, aczkolwiek niewielu to zaskakuje. Odkąd Mark Zuckerberg (twórca Facebooka) wykupił Instagram rok temu zdążono dodać szereg opcji - wprowadzono reklamy, nowe filtry, możliwość wstawiania krótkich filmików. Zmiana layoutu to zwyczajne dodanie kropki nad "i", a przyjęty w nim styl retro może się tylko przysłużyć serwisowi - mainstream to kocha. 

Starość przychodzi po nas później

Źródło: 1x.com
Marist College przeprowadziło w Nowym Yorku badania dotyczące sposobu odbierania przez nas ludzi mających 65 lat na karku. Co ciekawe wynika z nich, że większość korespondentów (w tym sama grupa poddawana "badaniu") uznaje ten okres za wciąż trwający wiek średni, twierdząc, że starość przychodzi dopiero po 70 roku życia. Biorąc pod uwagę amerykańskie realia, w których mężczyźni dożywają średnio prawie 79 lat, a kobiety 81, trudno byłoby z tym debatować. W Polsce rozwija się aktualnie podobna tendencja, jednakże wyciągnięcie bliźniaczych wniosków mogłoby zostać przez wielu uznane za zwyczajną obrazę, szczególnie w kontekście debaty na temat wieku emerytalnego. Niestety jeszcze wiele brakuje nam do realiów USA, a osobiście mam wrażenie, że Polacy pod natłokiem pracy starzeją się mentalnie coraz szybciej, zmęczeni, zgorzkniali, mający dość. 

Dwie Beaty w czerni

Premier rządu Beata Szydło, razem z Beatą Kempą, postanowiła odwiedzić papieża Franciszka w celu przedyskutowania kwestii Światowych Dni Młodzieży. Tak naprawdę niewiele wiadomo na temat samego spotkania i mających miejsce w trakcie owego ustaleń, większość źródeł wspomina tylko  ŚDM, niektóre napominają coś o tym jakoby papież miał wspomnieć kwestię uchodźców, niezwykle dla niego ważną. Pozostanie nam jedynie swoisty niesmak z powodu niekoniecznie udanej kreacji reprezentantek Polski (ale też nie nowej..?), w porównaniu z chociażby Angelą Merkel.

Audyt! Audyt!

Źródło: newsweek.pl
Ledwo opadł marszowy kurz a tu trach - z niebios uderzył piorun (ludowej) sprawiedliwości! Czas rozliczyć minioną władzę, a szlag by te wszystkie reformy, szlag by ekonomię i dobro obywateli, najważniejsza jest w końcu zemsta! To takie chrześcijańskie. Dlatego osiem lat PO-PSL podsumujmy magiczną sumą strat pieniężnych, wspomnijmy coś o złotym mercedesie, który nawet złoty nie jest, a na deser krzyknijmy tragicznie "Co wam ta Polska zrobiła? Dlaczego zostawiliście ją bezbronną?" niczym minister Antoś. A gdy minie już czas jedynowładztwa PiS znajdzie się ktoś, kto zakrzyknie "Audyt!" ponownie, po czym wyciągnie magiczną liczbę z szafy, wliczy w to 500+ i inne reformy równie bezlitośnie, doda straty gospodarki, podniesie wrzawę i zażąda zemsty. Z lamusa wyciągnięty zostanie kolejny, złoty mercedes, ktoś jęknie okrutnie na koniec, a kabaret zacznie się na nowo.  Nowotwór toczy polską politykę niezależnie od partii, liczą się tylko igrzyska. 

Pojedynek orła z niedźwiedziem

Źródło: foreignpolicysblog.com
Rosja zachowywała się ostatnimi czasy dość ostentacyjnie i prowokacyjnie na Bałtyku, kwestią czasu było, aż Barack Obama zabierze głos w tej sprawie. Co mógł zrobić w tym przypadku? Skrytykował owe zachowania w trakcie spotkania z przedstawicielami krajów nordyckich w Białym Domu. Formalność została dopełniona, a Rosjanie nadal będą kierowali swoje okręty oraz samoloty na niebezpiecznie bliską odległość w stosunku do jednostek NATO, dyplomaci nadal będą debatować, a prezydenci wzajemnie się krytykować. I oby to trwało jak najdłużej, oby nikomu nie puściły nerwy - szczególnie wojskowym.

Podsumowanie

Beata Szydło wizytowała starość w prowokacyjnym stroju, a ta przerażona stworzyła "audyt" mody polskiej premier, który wstawiony na Instagram trafił do Baracka Obamy. Nie mogąc znieść konsekwencji opublikowania tej ściśle tajnej wiedzy prezydent USA rozpoczął wojnę atomową, a śmiechom nie było końca. 
Zbliżamy się do końca tygodnia lekkiej tematyki oscylującej dookoła kwestii popularnonaukowych, dlatego dziś postanowiłem wziąć pod lupę kwestię najbardziej sztandarową. 

Co przychodzi nam na myśl kiedy mówimy "wszechświat'? Dla wielu to po prostu nieboskłon pełen gwiazd, inni pomyślą o swoim życiu, ukochanych zakątkach na naszej planecie. Spora grupa jednak skieruje się nie tylko w stronę gwiazd, ale i jednoznacznie ku nim. Być może zaczynając od najbliższego nam Słońca, aby następnie prędko przeskoczyć do Alfa Centauri, a ostatecznie zanurzyć się w wymyślnych wizjach gromad galaktycznych. Myślę, że niezależnie od wierzeń jest to dla człowieka obraz piękny i majestatyczny, choć tak niedościgniony. 

Błękitny gigant - rodzaj gwiazdy
Jednakże w jakim stopniu zdajemy sobie sprawę z różnorodności naszego uniwersum? Majestatyczne błękitne giganty, kwazary, gwiazdotwórcze gromady pyłów. Dzieło kreacji wciąż trwa, cykl życia i śmierci toczy się nieustannie. Część gwiazd umiera w atmosferze patosu, wybuchając w rozbłysku o niewyobrażalnej jasności i sile, po to by dać życie innym gwiazdom, ale i niebezpieczeństwom. Rodzą się czarne dziury, twory tak łakome i ciężkie, że zapadające się w sobie. Nawet światło nie jest w stanie uciec potędze ich grawitacji, a apetyt rośnie w miarę jedzenia. Mordercze dla człowieka promieniowanie jest wszechobecne, acz w całym tym gąszczu negatywów są i kolejne plusy. Nie tylko Układ Słoneczny, w którym żyjemy, posiada planety. Już na dzień dzisiejszy jesteśmy w stanie stwierdzić, że nie tylko na Ziemi istnieją warunki aby powstało życie zbliżone do naszego. Czy tak zaawansowane? Kto wie. Póki co spoglądamy w kierunku tych miejsc z wytęsknieniem doglądając możliwości odnalezienia drugiego domu, zabezpieczenia swojego dziedzictwa przed własną destruktywnością, jak i niebezpieczeństwami kosmosu. 

Kwazar - galaktyka z aktywną super-masywną czarną dziurą
Jednak nawet najbardziej przerażające i niszczycielskie z mocy mają tu swoje zastosowanie. W centrum każdej galaktyki, bez wyjątku dla Drogi Mlecznej, znajduje się super-masywna czarna dziura, która to gromadzi dookoła siebie układy gwiezdne i kreuje te ogromne twory składające się z miliardów sióstr naszego Słońca. Entropia miesza się tutaj z idealnym porządkiem, wszystko zdaje się mieć swój cel w całej tej nieprzewidywalności.


Czasem żałuję, że urodziłem się zbyt wcześnie, aby móc sięgnąć gwiazd.

Droga Mleczna, nasz dom. 

Skalałem dziś rozpiskę w ramach "domknięcia" tego specyficznego tygodnia. Mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone, a wy docenicie piękno tego, co poza naszym zasięgiem. Miejmy nadzieję, że ludzki pociąg do destrukcji nie odbierze naszym potomkom możliwości sięgnięcia ku gwiazdom. A póki co dbajmy o swą Matkę Ziemię, tylko ona jest w stanie zagwarantować nam przetrwanie. 

A gwiazdy pewnie nieraz jeszcze zagoszczą na tym blogu.
Otacza nas ciemność, krążymy w świecie wielobarwnych, strzelistych strun. Miejscem tym z pozoru nie rządzą żadne zasady, najczystszy chaos, pierwotna entropia. Mimo to czujemy się zaintrygowani i nim się orientujemy mimowolnie przekraczamy jeden z nowo-powstałych łuków triumfalnych. A może po prostu przeszył nasze ciało w trakcie narodzin, początkowo niezauważony, tak czuły i delikatny w swych pieszczotach?

Wtedy trafiamy do zupełnie innego miejsca, poznajemy historię świata wśród słów i dźwięków, przytłacza nas potęga chórów, dźwięk potęgi trąb dudniąc przeszywa całą okolicę. Mroźny szczyt, na którym się znajdujemy, dodaje kolejnej szczypty patosu temu quasi-operowym spektaklowi. Nie znając języka rozpoznajemy motywy "Księgi Rodzaju" kłębiące się u podnóża, już chcemy się pochylić, rozpocząć żmudną wędrówkę ku scenerii, jednak płyniemy dalej.

Dźwięk lutni młodzieńca zdaje się mieć potęgę zdolną skruszyć najtwardsze z serc, łzy same lgną do oczu, a po chwili jesteśmy już w stanie poczuć ich słonawy smak wymieszany z goryczą historii mknącej przed naszymi oczyma. 

Kochali się, lecz nie mieli aprobaty rodzin, tchnięci romantyzmem uciekli, postawili wszystko na jedną kartę, postawili na siebie. Uciekali w burzy. Zgubili się i dopadli ich banici. Nie dał rady jej obronić. Zginęła tak okrutnie. Do dziś nawiedza go w snach. Nie potrafi mu wybaczyć. Prześladuje go jej spojrzenie. Zimne. Martwe. Pełne przerażenia. 

Zdawało się, że struny lada moment pękną, nie mogąc znieść dłużej tych wszystkich emocji, przyjmując i oddając je z taką wiernością, że aż chcąc zjednoczyć się w duchu ze swym panem. Chcemy go pocieszać przez łzy, jednak płyniemy dalej. 

Znajdujemy się na środku ulicy osaczeni przez smugi światła mknące w okół nas. Czujemy się tacy mali, niezauważeni, pisk kół, warkot silników. Cały świat pędzi przed siebie, a my stoimy w środku tej metropolii. Jest nam tak zimno, czas mija, a my wreszcie orientujemy się, że nie jesteśmy sami. Otaczają nas oni. Odrzuceni przez społeczeństwo, biedni i schorowani, zaniedbani. Odebrano im nadzieję, odarto ich z marzeń i porzucono na pastwę losu, ponieważ mieli gorszy start. Ponieważ nie potrafili sobie poradzić. Tylko artysta o nich pamięta, ze smutkiem w głosie ukazując ten obraz.

Źródło: inspirefirst.com


Muzyka jest piękna, gdyż nawet w największej, popkulturowej papce skrywa niezgłębione pokłady potencjału i refleksji, a przy okazji lekarstwa duszy. Nieodłącznie jest też związana z poezją, o której miałem okazję pisać tydzień temu, a mimo to i bez jej towarzystwa posiada moc kreowania światów, nieraz większą niż obraz czy litera, do których tak przywykliśmy. A co dopiero, gdy połączymy te formy w jeden twór?




Będzie to notka nietypowa, choć w swej formie zapowiadana, dlatego też zacznę od prośby. Prośby niezwykle gorącej i kierowanej do Was z głębi serca, prośby o odzew i opinię. 

Wiem, że jesteście przyzwyczajeni do specyficznej formuły prowadzenia tego bloga i, najprawdopodobniej, głownie tym faktem Was przyciągam, dlatego jest możliwość, że to, co dziś zobaczycie wzbudzi zażenowanie. Po prostu skomentujcie, odezwijcie się i powiedzieć, czy tak mają wyglądać niedziele, czy też może powinienem zmodyfikować formułę. A może kompletnie zrezygnować z jej wyróżniania w jakikolwiek sposób i, mimo wszystko, pisać swoim charakterystycznym stylem kolejną notkę, ot, narzucić kategorię w rozpisce i z formuły 6+1 przejść na formułę czystego 7? 

Chcę się rozwijać, a konstruktywna ocena postronnych to jeden z najlepszych wyznaczników kierunku, jeśli połączy się ją z dozą własnych refleksji. W końcu nie możemy pozostać bezkrytyczną masą, którą można wodzić za nos jak tylko się innym zamarzy.

Miniony tydzień należał do specyficznych, dopiero u jego kresu pojawiła się dyscyplina tematyczna, poza tym bieżące wydarzenia życia wywołały niemałe zamieszanie, inspirując przy okazji do tekstów. Czy coś zasługuje na wyróżnienie? Co najwyżej "Pokolenie Y" jako całokształt, jestem z niego zadowolony i mam nadzieję, że czas przyniesie więcej tak dobrych notek.


Trzeci aspekt Matki Natury, czyli jesień. Piękno w najczystszej postaci, czyli jesień, moja ulubiona pora roku. A podobno jest tak szara i niewdzięczna. ;)
Trzeci aspekt Matki Natury, czyli jesień. Piękno w najczystszej postaci,moja ulubiona pora 
roku. A podobno jest tak szara i niewdzięczna. ;)
Źródło: ozoopole.pzd.pl 
"Radykalizm zebrał swe żniwo, brunatno-bure barwy wkradły się do serc." Wydarzenia z 
Białegostoku były główną inspiracją dla "Pokolenia Y", choć zarzuty kieruję do wszystkich 
stron, niezależnie od "prawa" czy "lewa."
Źródło: gazeta.pl
"Czas" niesie głębię, sam tytuł miał ukrywać wiele treści, choć roboczy brzmiał inaczej. Mam 
wrażenie, że było to zbyt wydumane, więc wyciągnijmy z tekstu to, co najlepsze. 
Nie zapominajmy o lekcjach przodków, ale i umiejmy słuchać młodych

Źródło: rauchpros.wordpress.com 


Zbigniew Herbert "Nike, która się waha" to tekst, który zamieszczę na samym końcu podsu-
mowania. Prawdziwa sztuka obroni się sama, karmiąc przy tym nasze potrzeby wyższe.
Źródło: krzywyobraz.flog.pl 

Jak zilustrować filozoficzny bój ducha? Ciekawe, czy i Wam da to do myślenia, czy po prostu
ponownie przesadzam. 



Poniedziałkowy przeciek tematyczny





Zbigniew Herbert

"Nike która się waha"

Najpiękniejsza jest Nike w momencie
kiedy się waha
prawa ręka piękna jak rozkaz
opiera się o powietrze
ale skrzydła drżą

widzi bowiem
samotnego młodzieńca
idzie długą koleiną
wojennego wozu
szarą drogą w szarym krajobrazie
skał i rzadkich krzewów jałowca

ów młodzieniec niedługo zginie
właśnie szala z jego losem
gwałtownie opada
ku ziemi

Nike ma ogromną ochotę
podejść
pocałować go w czoło

ale boi się
że on który nie zaznał
słodyczy pieszczot
poznawszy ją
mógłby uciekać jak inni
w czasie tej bitwy
więc Nike waha się
i w końcu postanawia
pozostać w pozycji
której nauczyli ją rzeźbiarze
wstydząc się bardzo tej chwili wzruszenia

rozumie dobrze
że jutro o świcie
muszą znaleźć tego chłopca
z otwartą piersią
zamkniętymi oczyma
i cierpkim obolem ojczyzny
pod drętwym językiem

*Wszystkie zdjęcia bez podanego źródła są mojego autorstwa
Liście, które jesienią spadają z drzew, chciałyby się wskazać jako przykład przemijania. Byłby to jednak zły przykład, ponieważ po kilku miesiącach drzewo wypuści nowe liście i nastanie wiosna, dokładnie taka jak była wcześniej.


Peter Rosegger

Piach na podwórku zamienił się w mokrą breję, powoli kończąc swą egzystencję. Był on ledwo dostrzegalny z sekundy na sekundę coraz bardziej ginąc pod ścianą wody spadającą z nieba. Wszystkie dźwięki otoczenia zagłuszał wszechobecny szum, a choć w mieszkaniu było ciepło ponad miarę, to cały ten widok przysparzał o chłodny, przyjemny dreszczyk.

W końcu zamiast podwórka dało się obserwować zalążki nowego zbiornika wodnego, póki co prezentującego się miernie, choć już wtedy mającego szansę wkroczyć do wnętrza budowli nieustannie opierających się nawałnicy w swej aroganckiej dumie. Szum nie ustawał, idealnie komponując się z przenikającą otoczenie szarością. Drzewa, te o pustych koronach, jak i te, które koron nie tracą nigdy, mogły się wreszcie posilić po okresie suszy. A przynajmniej chciałoby się tak to widzieć - natura ucztowała, karmiąc samą siebie. 

Wpatrzony w to wszystko mały chłopiec odczuwał silną dozę fascynacji. Było to dla niego wirtuozerskie doświadczenie, przeplatane z poczuciem niezwykłego piękna. Jak dotąd nie lubił deszczu, odbierał mu on możliwość zabawy w piaskownicy i sprawiał, że zmartwiona matczyna zatrzymywała go w mieszkaniu na dłuższy czas. Wreszcie jednak zaczął dostrzegać w tym żywiole rodzaj nieskalanego, pierwotnego piękna, i ślęczał przylepiony do szyby, wpatrzony w szarość dnia, tak szpetną odkąd zniknęła cała pozłacana otoczka, niczym w najwspanialsze z dzieł sztuki.

Myślę, że posiadanie swojej ulubionej pory roku to kwestia indywidualna i każdy odnajduje choć jeden kwartał, w którym może czuć się spełniony. Dopasowanie do gustu, zachowań oraz osobowości jest tu najprawdopodobniej kluczowe. Ale czy mimo to warto hodować urazy do pór nieupragnionych? Natura w każdym swym aspekcie jest sobą w pełni, a nasze malkontenctwo niewiele zmieni w jej egzystencji. Po tym, jak damy już upust frustracji, powinniśmy spojrzeć na pozytywne strony sezonów – zawsze istnieją, musimy tylko zechcieć je dostrzec. W końcu to nasza Matka Ziemia, która stara się dbać o swoje dzieci, nawet te często tak dla niej okrutne.

Wiele lat temu nauczyłem się kochać deszczową jesień za jej spokój, tonację oraz orzeźwiające spacery w deszczu. Uznałem jej najbrzydszy aspekt za równie piękny, co pozostałe. Może pora zadać sobie podobne pytania, co o niej, w stosunku do pozostałych pór? 
A gdy Bóg ukończył w dniu szóstym swe dzieło, nad którym pracował, odpoczął dnia siódmego po całym swym trudzie, jaki podjął.  
Księga Rodzaju 

Nastał niedzielny wieczór, a ja sam oczekuję od siebie spełniania powinności. Sumienność w redagowaniu treści tego bloga to dla mnie test, jednakoż nie może ona odstawać od jakości. Bylejakość jest dobra tylko wtedy, gdy zapełnia nam pustkę, pozwala uciec od problemów czy czyni coś pozytywnego, a więc w moim mniemaniu jednak niesie za sobą ową jakość Ćwiczenia nigdy nie są idealne, jeśli dopiero je rozpoczynamy. Każdy posiada swoją formę, staram się być wyrozumiały w tej materii.

Choć gust mam okrutnie wybredny.

Krople deszczu dudnią o parapet rytmicznie, a w powietrzu unosi się rześki zapach życia. Suche, spragnione wilgoci usta zanurzają się w odrobinie aromatycznej kawy, częściowo pieszczone przez chłód ceramiki, a rytm życia nie ustaje. Wielu pewnie dobija dzisiejsza, deszczowa pogoda, jednakże co w niej złego? Fakt, nieraz psuje plany, acz zarazem wymusza na nas pozostanie w cieple domowego ogniska, opatulenie się w koc i myślenie.

Ewentualnie zaznanie zasłużonej chwili spokoju przy pachnących (być może nowością, a być może i sędziwym wiekiem) stronicach ksiąg, przy odcinku ulubionego serialu, leniuchując oraz rozmyślając. Każdy zasługuje na odpoczynek, a niedziela, w całej swej symbolice, to dobry dzień ku temu. Kończy się tydzień, nabieramy sił do ponownych zmagań z chlebem powszednim.

Co niedzielę, od następnej licząc, każdego ranka zastaniecie inną formę notatki. Będą to posty ze zdjęciami oraz krótkimi opisami, nieraz cytatami z moich ubiegłych notek, powiązane z tematyką minionego tygodnia. W miarę możliwości, choć zapewne nie zawsze, postaram się być autorem takowych. Niestety nie param się fotografią, nie spodziewajcie się cudów, będą to jedynie osobiste refleksje połączone ze zdradzaniem inspiracji, jak i próbą zasiania w Was takowej.

Dziś przeszkodził mi deszcz, grający koncert melancholicznego spokoju, pozwalający zaznać ukojenia po tygodniu wrażeń i przemieniający wiosnę w piękną, złotą jesień. Korony drzew pożółkły na moment, a ja odpłynąłem w świat beztroski, by po chwili ożyć na nowo razem z rzeczywistością.

Pamiętajcie o swojej niedzieli, warto o nią zawalczyć, by móc cieszyć się życiem w pełni.  
Zapach jaśminu połączony ze specyficznym smakiem agrestu kołacze się w mojej głowie od kilkunastu dni – ba, to było jednym z impulsów zachęcających do zmiany, nowego otwarcia, rozpoczęcia ery pozytywnego pisma. Tak więc dziś zagości tu nuta melancholii przeplatana z dziecinną niewinnością.

Gdy byłem jeszcze młodym chłopięciem w wieku przedszkolnym uwielbiałem spędzać okres wiosenno-letni w ogrodzie - dla tych nieznających tej planety ocząt był to świat kompletnie obcy, skrywający tak wiele tajemnic. Pamiętam, że przejścia między podwórkiem a nim strzegł ogromny, wiekowy jaśmin. Dziki, choć tak, na swój sposób piękny, niespotykanie wonny - ach, jak dziś brakuje mi tego zapachu! Na szczęście wciąż pozostaje żywy w mych wspomnieniach, wystarczy chwila i znów do mnie powraca. Może, mimo to, czas pomyśleć o zakupie, który uczyniłby każdy z poranków lepszym, broniąc i chroniąc przed przysłowiową "lewą nogą"?

Moment, w którym radosny dzieciak zbliżał się do granicy kwiecistego strażnika, łapiąc za gałęzie krzewu, tak nad nim dominującego, doskonale się bawiąc by, być może, ostatecznie zerwać "wonny owoc" i wkroczyć wreszcie do swojego osobistego świata magii. Dwa, wiekowe świerki w asyście żywotników zachodnich tworzące specyficzny, zielony labirynt, tak aromatyczny i przyjazny latem. Zawsze dało się tu czymś zachwycić - wystarczył krótki bieg w jedną, to w drugą, wystarczyło też inne ułożenie gałązek. Natura jest piękna, choć dorastając tak często tego nie dostrzegamy, zabiegani nad innymi sprawami, a nie radośnie przemieszczający się pomiędzy jej dziełami.

A gdy przyszła odpowiednia pora - można było zająć się tymi, wedle wielu, mniej urodziwymi. Powodem niewyjaśnionych przyczyn (na szczęście!), w tamtym jeszcze czasie, oszczędzono kilka dzikich drzew oraz roślin - agrest dumnie wyrastał pośrodku tego wszystkiego, choć tak mały i niedostrzegalny podług swych sąsiadów, to na swój sposób najwspanialszy z nich wszystkich. Miał w sobie pierwotne piękne połączone z niezapomnianym smakiem - zawsze, gdy mam styczność z jego owocami, przypominam sobie beztroskę dziecinnych lat.

Jednakże skąd to wszystko, gdzie cel, gdzie geneza?

Późnego, kwietniowego wieczoru, wracając ze spotkania, postanowiłem obrać inną, niż dyktował mi nawyk, trasę. Ciepło powietrza było tak powabne, że grzechem było nie skorzystać z okazji do dłuższego spaceru. Droga wiodła przez obrzeża miasta, między zielenią bloków, spokojna, wyciszająca, aż nagle... Poczułem w nozdrzach przyjemny zapach, początkowo niewinny, nieskojarzony, z chwili na chwilę rosnący w siłę, ożywiający wspomnienia i nadający kolejne barwy otaczającej mnie rzeczywistości.

Zapach jaśminu.

Od tego promieniowałem wręcz pozytywną energią, w miejsce stoickiej, beznamiętnej samokontroli.

A mogłem pojechać tramwajem, mieć wszystko gdzieś, z naburmuszoną miną stwierdzić, że jestem zmęczony a okazja nadejdzie innym razem. Tak oto życie przeleciałoby mi pomiędzy palcami zanim bym się zorientował, być może już nigdy nie wracając myślami do tych konkretnych wspomnień. Warto się czasem zatrzymać, nie odkładajmy tego do chwili, w której resztki naszego życia pochłonie monotonia, z której szponów wtedy już nie będziemy się w stanie wyrwać. Piękno świata bywa najlepszym lekiem na zmęczenie, akumulatorem, którego nic nie jest w stanie zastąpić.