Najnowsze posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sobota. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sobota. Pokaż wszystkie posty
.
Nie, autor nie przesadził z "Matrixem" ani nie odkrył go dopiero w tym tygodniu. Wśród naukowców koncepcja, iż nasz świat jest wysoce zaawansowaną symulacją komputerową jest w starsza od samego filmu. Pierwsze poważne wzmianki na jej temat możemy odnaleźć z datą 1995 roku (czyli cztery lata przed tym słynnym dziełem kinematografii!). Dziś blisko jej do idei królujących w kategorii naszych upartych dążeń do zrozumienia historii wszechświata.



Bo co jeśli tak naprawdę jesteśmy tylko symulacją, umysłami fałszywymi, wykreowanymi, wśród nielicznych prawdziwych i w pełni świadomych? Komputery przyszłości w połączeniu z rozwojem Sztucznej Inteligencji nie powinny mieć najmniejszych problemów z przeprowadzeniem dokładnej symulacji życia naszych przodków, włączając w to uczucia czy podejmowanie decyzji. Umożliwiałoby to krok po kroku poznać podstawy cywilizacji ludzkiej, zajrzenie w same fundamenty i zrozumienie ich. Dla odpowiednio zaawansowanej cywilizacji problemem nie byłoby nawet stworzenie symulacji w skali wszechświata, konkretnie zaprogramowanego choć niewystrzegającego się błędów. W tym przypadku hipotetyczny programista mógłby ujawniać swą osobę poprzez instytucję religii, być może nieustannie modyfikując zmienne i sposób postrzegania siebie samego. Ludzka ciekawość nie zna granic, motywacja poznania życia swoich prapradziadów jest równie kusząca co ta dotycząca historii naszej rasy, świata. 

Choć czy wszystko musi służyć celom tak szlachetnym? Mówimy o kwestii wymykającej się, w pewnym stopniu, naszemu pojmowaniu. Nawet w dzisiejszych czasach proste symulatory w formie gier komputerowych dostarczają nam rozrywki. W tej samej materii jestem w stanie postawić również wyobraźnię, narzędzie niezwykle potężne, mające potęgę kreacji, choć na o wiele mniejszą skalę (z innej perspektywy natomiast znacznie większą, zdaję sobie z tego sprawę). Rozważania pędzą dalej - a co, jeśli jesteśmy tylko wyobrażeniem niezwykle zaawansowanej genetycznie istoty? Opcja wręcz absurdalna, choć w sposób intrygujący hołdująca koncepcji multiwersum. Każdy świat jako kilkuminutowe refleksje czy przemyślenia, ulotny sen, który tylko z naszej perspektywy ma szansę trwać miliardy lat. Opcja o wiele bardziej nieprawdopodobna i na ten moment niemożliwe do udowodnienia empirycznie, taka przy której nawet koncepcja symulacji komputerowej wydaje się być sensowna. 

Co jednak z argumentem o „mózgu w słoju”?  Mózg w słoju, karmiony bodźcami, któremu wydaje się że jest człowiekiem, chociażby pracującym w korporacji i mającym właśnie przerwę na kawę, wedle teorii nie na szans na zdanie sobie sprawy z tego że jest mózgiem w słoju. Brakuje mu do tego chociażby odpowiednich zmysłów. Wielu jednak sądzi, że mimo to jesteśmy w stanie zaobserwować, czy znajdujemy się w środowisku symulowanym. 

Jednym z najpopularniejszych orędowników teorii wszechświata-symulacji jest doktor filozofii z Oxfordu, Nick Bostrom. W swoich publikacjach stawia on trzystopniowe założenie:
  1. Odsetek cywilizacji które osiągają status postludzki, umożliwiający uruchamianie symulacji swojej przeszłości, jest bliski zeru.
  2. Odsetek cywilizacji, które osiągnęły wystarczający stopień aby uruchamiać symulacje swojej przeszłości, i są tym zainteresowane, jest bliski zeru.
  3. Szansa, że żyjemy w symulacji, jest bliska pewności.
 Jeśli za prawdę przyjmiemy pierwsze to stwierdzimy, że żadna z cywilizacji nie byłaby w stanie dotrzeć do takiego stopnia zaawansowania niszcząc samą siebie w trakcie rozwoju. Jest to perspektywa prawdopodobna i niewróżąca naszemu gatunkowi świetlanej przyszłości. Matematyka jednak niechętnie staje po jej stronie, dlatego mamy prawo przyjąć, że założenie pierwsze jest fałszywe.

Przyjmując za prawdę drugą hipotezę musimy założyć, iż istnieją cywilizacje posiadające możliwość kreowania symulacji rzeczywistości, jednakże pojawiły się czynniki, które pozbawiły je zainteresowania tą kwestią. Biorąc pod uwagę wrodzoną, ludzką ciekawość ciężko sobie na ten moment wyobrazić takowy scenariusz, dlatego lepiej będzie uznać go za fałszywy.

W tej sytuacji możemy już bezpiecznie stwierdzić. że założenie trzecie jest prawdziwe i tak naprawdę żyjemy w zaawansowanej symulacji wykreowanej przez superkomputer. Jako, że jest to dzieło kodu komputerowego to winno ono przyjmować pewne schematy, przy okazji nie pozwalając nam (umysłom symulowanym) na poznanie pełni świata z powodu ograniczeń maszyny obliczeniowej w tej materii. Symulacja czasoprzestrzeni winna być w tym stopniu na swój sposób dyskretna i podzielnie-niepodzielna. Poniżej pewnego poziomu odbierałaby nam możliwość przeprowadzania obserwacji. Dla wielu może być to potencjalne wytłumaczeniem naszych trudności w budowie spójnego modelu fizyki cząstek elementarnych. 

Jako argument wspierający założenie trzecie często podaje się również paradoks Fermiego. Biorąc pod uwagę wiek wszechświata, ilość gwiazd oraz galaktyk, już dawno temu powinniśmy byli nawiązać kontakt z jakąś obcą cywilizacją, a w najlepszym przypadku nigdy nie zaistnieć na ich korzyść. Dlaczego? Ziemia jest planetą doskonale nadającą się do kolonizacji dla hipotetycznie istniejących innych ras. Kto wie, może wszechświat milczy własnie dlatego, że symulacja dotyczy tylko i wyłącznie historii rozwoju życia na planecie o parametrach Ziemi? Być może jesteśmy tylko wirtualnymi aktorami, którzy odtwarzają losy tego świata dla obcych, którzy odnaleźli zgliszcza naszej cywilizacji i próbują zrozumieć co doprowadziło do jego końca. 

Spójna z tą hipotezą zdaje się być również zasada antropiczna. Wedle niej do powstania życia na Ziemi musiało zaistnieć stanowczo zbyt wiele zjawisk w parametrach dokładnie takich, jakie występują na naszej planecie. Mowa to o unikalnych cechach wody czy odległości Ziemi od Słońca, grawitacji etc. Pozbądźmy się jednego z nich lub pozmieniajmy je odrobinę, a okaże się, że życie na naszej planecie nigdy nie zaistniało. Aż prosi się o wytłumaczenie tego zjawiska faktem dokładnego zaplanowania i zaprogramowania symulacji krok po kroku tak, aby życie na Ziemi powstało bez najmniejszych przeszkód. 

Okazuje się, że nawet zjawiska paranormalne zyskują w ramach hipotezy promowanej przez  m.in. profesora Nicka Bostroma. Bo jak wytłumaczyć kontakty z duchami czy telekinezę, gdy uznajemy ich sporadyczne występowanie za prawdziwe, jeśli nie jako błąd programu? Jednorazowy bug niemożliwy do powtórzenia na życzenie, załatany przez superkomputer do czasu, aż coś znowu się "wykrzaczy". 

Filozofia dała nauce solidne podstawy do badań naukowych wypełniając kwestię teoretyczną koncepcjami po brzegi, odpowiadając na wiele pytań podstawowych. Dlatego też już teraz pojawili się naukowcy, którzy postanowili przetestować koncepcję w ramach naszych możliwości. Niemiecki zespół badawczy pod przewodnictwem Silasa Bane'a uznał stworzenie własnej symulacji za klucz do odpowiedzi na pytanie czy jest ona prawdziwa, jak i klucz do ucieczki z hipotetycznej symulacji. Co więcej już w tym momencie powstają pierwsze symulacje, choć są one póki co mniejsze od nanoskali, to mają być one dopiero wstępem do większych prac. Kolejne z nich mają składać się z atomów, a następnie komórek, przy okazji zwiększając naszą wiedzę na temat funkcjonowania otaczającego nas świata. 

Za potencjalny klucz do "ucieczki", choć cała teorie jest jedynie filozoficzną hipotezą, uznaje się limit Greisena–Zatsepina–Kuzmina, wedle którego cząsteczki oddziałują z mikrofalowym promieniowaniem kosmicznym zupełnie inaczej niż nakazywać winny im prawa fizyki. 

Koncepcję uznaję za niezwykle intrygującą, choć z powodu swej filozoficznej natury nawarstwiającą nam kolejnych pytań i problemów. Dobrze, jeśli istnieje symulacja to czy można ją po prostu od tak wyłączyć? Na czym miałaby polegać ucieczka z takowej, o ile w ogóle jest możliwa? Pytania tego pokroju można na ten moment mnożyć w nieskończoność. Z niecierpliwością czekam na rozwój prac badawczych niemieckiego zespołu. Kto wie, być może lada dzień cały znany nam dotąd świat wywróci się do góry nogami z powodu ich odkryć? Wszyscy chcielibyśmy chwycić "Boga za rogi", choć najpewniej zagroziłoby to istnieniu religii w znanych nam dzisiaj formach. Poza tym, hej! Cała ta koncepcja zarazem przypisuje naszemu gatunkowi możliwość sięgnięcia po boskie atuty i możliwości. Kto chciałby oprzeć się pokusie? Przecież to tylko symulacja...

*Zmieniamy formę, czyli styl podsumowania przejmuje treść. Jak usłyszałem swego czasu przed egzaminem z logiki - "enjoy!"

.

Rząd ogłasza program 7h+ w celu ratowania "Wiadomości"

Źródło: tvp.pl
Rząd zapowiada wprowadzenie nowego, rewolucyjnego programu "17h+", który ma na celu uratowanie spadającej oglądalności TVP. Publicznie wypowiedziała się na ten temat pani premier Beata Szydło "Jedną z najbardziej poszkodowanych przez rządy PO-PSL grup po rodzicach jest właśnie telewizja publiczna. Dlatego właśnie mój rząd pracuje nad programem pokrewnym dla 500+, czyli 7h+. Pamiętajmy, inwestycja w telewizję to inwestycja w przyszłość partii i narodu. Dobra zmiana już wkrótce w każdym odbiorniku, tak jak państwu obiecałam tak robię". Rewolucyjne 7h+ (nazwa od minimalnej liczby godzin, którą obywatel powinien spędzić przed odbiornikiem) zakłada uruchomienie Rady Nadzorczej przepytującej obywateli z tygodniowej treści "Wiadomości". Niestety, eksperci wyrażają obawy, że z powodu działalności Newsweeka, który rozpracował klucz odpowiedzi, nieuczciwe osiągnięcie 50% zaliczających stanie się możliwe bez obejrzenia chociaż jednego programu informacyjnego.

Wojsko przetransportowało pomnik wbrew protestom Nieba

Źródło: wyborcza.pl
Niebo wystosowało oficjalną depeszę dyplomatyczną do polskiego rządu protestując przeciwko bezprawnemu postawieniu pomnika Wdzięczności w Poznaniu. Mimo to Antoni Macierewicz stwierdził, iż "Pomnik w Poznaniu stanie i basta! Nie damy się zastraszyć środowiskom antypolskich cyklistów i ich machlojkom". Jak powiedział minister tak zrobił i wyznaczył wojskowych do ochrony transportu. Niebiańska Ambasada w Watykanie zdążyła już wydać komentarz w tej sprawie zapowiadając liczne sankcje w postaci deszczu ognia, silnych wiatrów, suszy oraz trzęsień ziemi. 

Szok antysystemowca! Odkrył, że komunizm upadł 27 lat temu!

W trakcie rozmowy z dziennikarzem poseł Kukiz'15 Marek Jakubiak przeżył ciężki szok. Dowiedział się, że pierwsze, wolne wybory odbyły się w Polsce 4 czerwca 1989. Początkowo nie dowierzał mamrocząc coś pod nosem na temat sensu swojego życia i wejścia do polityki po czym omdlał. Po przewiezieniu do szpitala i ocuceniu kilka dni później zapowiedział obciążenie dziennikarza kosztami leczenia psychiatrycznego z powodu stanów depresyjnych, które się u niego objawiły. Pan poseł zapowiedział również poważną rozmowę z Pawłem Kukizem na temat sensu istnienia Kukiz'15. 

Była to notatka eksperymentalna, od następnego tygodnia znowu powróci formuła pięciu newsów. 

*Wszystkie powyższe informacje zostały zmyślone, są jedynie inspirowane zdarzeniami prawdziwymi tworząc w efekcie swoistą satyrę. Nie należy ich brać w pełni poważnie. 
W tym tygodniu byłem małym ignorantem prasowym, tylko kwestie polityczne mi w głowie. A to kwestia smaku pana prezydenta względem sztuki, a to masa kwestii dotyczących polityki zagranicznej, gdzieś pomiędzy komentarz do reformy IPN-u. 

Nie lękajcie się jednak, będzie bombowo! Bo i ładunków wybuchowych ostatnio w Polsce pod dostatkiem, a ubaw z tego przedni. Tyle lat spokoju i nagle, gdy na horyzoncie majaczy ustawa antyterrorystyczna, okazuje się, że mamy rodzimych ekstremistów - nie islamskich (niestety dodałoby tutaj zapewne wielu, ale nie ja). 

Bomba godna bogów

Źródło: PAP
Widzicie, moi drodzy, mamy w Polsce falę terroru. Zaczynając od Wrocławia, gdzie kierowca autobusu grzecznie wyniósł garnek-ładunek na przystanek, przez Warszawę, gdzie policja nakryła anarchistów na podkładaniu ładunków wybuchowych pod radiowozami, a kończąc na niezliczonej ilości zgłoszonych wczoraj zagrożeń bombowych. Ale jakie to były bomby i jacy terroryści! Biali katolicy, którzy skręcając w prawo spotykają już tylko ścianę! Dodajmy, że mistrzowie inżynierii. Ponoć ich konstrukcje zawierały zaawansowany zapalnik czasowy - ze zdjęć udostępnionych przez policję wynika, że jest to świeczka na sznurku. Obok można podziwiać jeden z rzekomych ładunków  umieszczonych pod radiowozami. Stawiam, że w butelkach odnajdziemy czysty spirytus, tak dla powagi tej świeczki. Poza tym ta zbieżność czasowa z ustawą antyterrorystyczną! Wcale nikt nie przygotował sobie "silnych" argumentów do dyskusji sejmowej, nieprawdaż? Farsa goni farsę, a dowodem tego bomba, żeby nie powiedzieć januszexbomb. 

Policja polit-historyczna

Stało się to, co było oczywiste wraz ze zmianą władzy. Rozpoczęły się prace nad reformą Instytutu Pamięci Narodowej i nie wróżą mu one za dobrze, jakkolwiek historycy mogą zacząć się cieszyć. Na pierwszy ogień idzie wcielenie do niego Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, w planach jest również Urząd ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych. W efekcie powstanie z tego biurokratyczny moloch, który będzie potrzebował jeszcze większej ilości pracowników. A kogo zatrudniać, jak nie historyków? Najbardziej niepokojącym planem jest jednakże odcięcie środowiska akademickiego od wyboru władz tejże instytucji. Kandydatów do Kolegium, stanowiącego swoisty rodzaj władzy, wybierać będą już nie uczelnie wyższe, a politycy. Przy okazji zostanie zlikwidowany konkurs na prezesa IPN - tutaj rolę instytucji Rady zastąpią, ku zaskoczeniu wszystkich, politycy. Idąc dalej rozszerzone zostaną kompetencje prokuratury stojącej przy IPN, możliwe stanie się ściganie z powodu zniesławienia i zakłamań historycznych. Niestety może się to zakończyć śmiercią pluralizmu poglądowego, a w efekcie spadkiem jakości dziedziny nauki jaką jest historia. Będzie to najczystsze odarcie jej z największego atutu, czyli nauki krytycznego myślenia, ponieważ nie istnieje jedna, jedyna słuszna wersja. Często możemy tylko spekulować, snuć domysły i dyskutować. A gdzie leży granica szeroko-pojętego zakłamania? Pełne upolitycznienie instytucji nie wróży na tej linii nic dobrego. Pozostaje mieć nadzieję, że to tylko niefortunne plotki. 

Palący problem Bałtyku, czyli uważaj na bursztyny

Źródło: bi.gazeta.pl
Po drugiej wojnie światowej na dnie (stosunkowo płytkiego) Bałtyku zatopiono beczki z bronią chemiczną, z tym, że mowa tu o całym, rosyjskim arsenale, a nie kilku beczułkach. Mijały lata, korozja zaczęła robić swoje i wedle badań nasze kochane morze jest coraz silniej zatrute. Co gorsza na polskich plażach da się odnaleźć grudki fosforu, które złudnie przypominają wyglądem bursztyny. Wystarczy wziąć taką w dłoń i paskudne poparzenia murowane. Zdarzały się już przypadki wyrzucenia na plaże cały beczek - w 1955 roku skończyło się to poparzeniami dla 102 dzieci, w tym czworo z nich straciło wzrok na zawsze. Co na to władze nadbrzeżnych gmin? Nabierają wody w usta i problem teoretycznie dostrzegają, choć wolą usilnie skupiać się nadziei, że tragedia nie powtórzy się akurat u nich. Na ten moment po prostu lepiej unikać polskich, nadmorskich plaż, w ramach przezorności. Na szczęście sam i tak preferuję góry. 

Uważaj na znaleziska

Źródło. bi.gazeta.pl
Wedle polskiego prawa znalezienie czegoś, co wygląda na obiekt zabytkowy, obliguje nas do niezwłocznego poinformowania wojewódzkiego konserwatora zabytków lub wójta. Pod żadnym pozorem nie wolno nam zabierać owego przedmiotu z miejsca, w którym został on odnaleziony, aby nie pozbawić go kontekstu historycznego. Jeśli nie postąpimy w ten sposób czeka nas kara trzech lat więzienia, miast nagrody przewidzianej w przypadku zastosowania się do przepisów. Przekonał się o tym mieszkaniec Gorzowa Wielkopolskiego, który zgłoszenie znaleziska odwlekł o cały miesiąc. Po skontaktowaniu się z konserwatorem zabytków nie musiał już długo czekać na wizytę policji. Moim zdaniem to mały absurd prawny, ponieważ jest różnica między dobrowolnym oddaniem czegoś po zapoznaniu się z niuansami prawnymi, a ukrywaniem i przetrzymywaniem latami. 

Przekręt medialny?

Źródło: static.prsa.pl/
Profesor Łukasz Święcicki, czyli bohater poprzedniej prasówki oskarżony o zbiorową diagnozę opozycji, zawarł głos w sprawie opublikowanego wywiadu. Twierdzi on, że część z napisanych tam rzeczy w ogóle nie padła w rozmowie, a śródtytuły i podtytuły zostały dobrane w nieodpowiedni sposób manipulując jego wypowiedziami. "Jedynym celem mojej wypowiedzi było zwrócenie uwagi na to, że niektóre nieodpowiedzialne wypowiedzi polityków mogą wywierać zły wpływ na osoby o wrażliwej psychice" - napisał Święcicki w swoim dementi. Cała sprawa jest specyficzna i ciężko ja trafnie skomentować - na miejscu pana profesora odważyłbym się pozwać winowajców, którzy oczernili imię zarówno jego jak i psychiatrii w Polsce. 

Podsumowanie!

Prokurator IPN-u pozwał znalezionego na plaży Gorzowianina o przywłaszczenie sobie bezprawnie zabytkowej grudki fosforu i niepoinformowanie odpowiednich służb o owym znalezisku, a połknięcie go dopisał w akcie oskarżenia jako obrazę dorobku narodowego. Ten, niestety, nie mógł odpowiedzieć, ponieważ miał wypalony przełyk, na szczęście na ratunek przybył mu prawicowy dziennik "Do Rzeczy" i swymi śródtytułami przyjął całą winę na umierającego. Jak donoszą nasi informatorzy rozprawa nie doszła jednak do skutku - gdy dopaliła się świeczka na ławce dla świadków budynek eksplodował niosąc z dymem zapach czystego spirytusu. Rząd zapowiedział już wprowadzenie poprawki do ustawy antyterrorystycznej - ku lepszej przyszłości zakaz sprzedaży i kupna świeczek jako potencjalnych zapalników czasowych. By żyło się lepiej, by żyło się lepiej! 
Byliśmy świadkami powrotu karczemnej wrzawy na ławy sejmowe, na szczęście zdominowało to tylko jeden z dni w prasie. Jedną z głośniejszych spraw był książkowy event kulturowy, który doskonale wpisuje się w tego tygodniową tonację bloga, przy okazji odrobina medycyny i nie tylko. Zapraszam na prasówkę!

Paracetamol szkodzi

Jeśli kogoś zaskoczy fakt, że branie zbyt dużych dawek leków jest szkodliwe dla organizmu, to będę głęboko tym zmartwiony. Nie od dziś wiadomo, że regularne przyjmowanie 2,5 grama leków z paracetamolem znacznie skraca nam życie (nawet, gdy mowa tu o krótkich, acz regularnych okresach przyjmowania). Wielu ludzi zapomina, że czas działania tego środka wynosi 6 godzin, a mieszanie różnorakich leków zawierających go również może zakończyć się nieprzyjemnie. Co więc nowego? Okazuje się, że przytępia on nasze emocje i obniża poziom empatii. Innymi słowy z powodu nierozumienia emocji odczuwanych przez innych o wiele łatwiej prowokujemy kłótnie, poza tym sam w sobie ten fakt jest dość niewygodny dla naszego układu nerwowego. Wiecie, że w takim razie po paracetamolu możecie się poczuć psychopatą w ułamku o wiele znaczniejszym, niż zwykle?

Nadużywanie autorytetu

Profesor Łukasz Święcicki wywołał niemałe zamieszanie udzielając swojego autorytetu, jako psychiatra, w ramach walki politycznej. Postawił on diagnozę zbiorową zwolennikom, jak i członkom, opozycji, przyznając przy tym, że tak właściwie to nawet ich nie badał. Psychiatra, podobnie jak i psycholog, jest specjalistą skupiającym się na przypadku indywidualnym, nie zbiorowym. Ma on obowiązek leczyć i akceptować niezależnie od światopoglądu. Stawianie takiej diagnozy ogromnej grupie społecznej i narzucanie innym swojej perspektywy w ten sposób jest niemoralne. Mam nadzieję, że pan profesor pożegna się z zawodem z powodu nadużycia zaufania społecznego swej profesji.  Żeby było jasne - ma on prawo wyrażać swoje poglądy, natomiast nie ma prawa wykorzystywać on języka jak i autorytetu psychiatrii w ramach ich forsowania, tak jak w tym przypadku. 

Powieść na mieście!

Jedenastego maja w Warszawie miała miejsce najciekawsza premiera literacka, o której jak dotąd miałem okazję słyszeć. Z góry uprzedzam, że sama powieść "Cień Eunucha" autorstwa Jaume Cabrégo trafiła do druku i od 18 maja można zakupić ją w księgarniach. A na czym polega wyjątkowość jej premiery? W ramach akcji "czytam dalej" to 500-stronicowe dzieło umieszczono na plakatach, bilbordach, kubkach w kawiarniach, bibliotecznych podłogach, ścianach. Chcąc przeczytać całą powieść trzeba odbyć podróż po kilkuset miejscach w Warszawie, przyjemne połączone z pożytecznym, aktywność intelektualna z minimum aktywności fizycznej. Mam nadzieję, że ujrzymy więcej akcji tego typu, imponują mi swa oryginalnością, a przy okazji świetnie promują czytelnictwo.. Nigdzie nie zauważyłem informacji, aby możliwość odbycia tej podróży literackiej była ograniczona czasowo, tak więc - stolica zaprasza!

Karczemna b(p)ijatyka

Źródło: radiozet.pl
News bliźniaczy do zeszłotygodniowego. W sejmie wrzawa, jedni skaczą do gardeł drugim, padają wzajemne oskarżenia. Niestety dzisiejsza bolączka polega na wykorzystywaniu populizmów i ataku na instytucje międzynarodowe, zagraniczne, w ramach utrzymania rzekomo traconej suwerenności. Wiecie, zrobienie porządku z korporacjami, które drenują naszą ekonomię z ogromnych pieniędzy, faktycznie można by nazwać w ten sposób, ale atakowanie (wspierającej nas nieraz) międzypaństwowej współpracy... Ach, szkoda słów! A język używany przez wszystkie strony jest godny potępienia i przyrównania do walki karczemnych opojów. To ma być elita narodu? Takie ośmieszanie kraju powinno być karalne i dla rządu i dla opozycji, bez wyjątków. Igrzyska zamiast dbania o gospodarkę i obywateli, tylko, że chleba zaraz zabraknie (autor nawiązuje do "Chleba i igrzysk!"). 

Telewizja kontra YouTube

Stała się rzecz, której wyczekiwałem od dawna, czyli polska "topka" internetowej śmietanki została wzięta pod telewizyjną lupę. Niestety, wywołało to tylko festiwal nienawiści, który skłonił TVN do usunięcia z sieci dobrego (skądinąd) materiału ze względu na dobro specjalistów pojawiających się w materiale i ich rodzin. Pokazano brak kultury, beznamiętny festiwal nienawiści i nieświadomość "najsławniejszych" (a nie, wbrew opinii niektórych, jedną z dram. Ona nie była ani tematem ani tezą tego materiału!). Nieświadomość ich wpływu na najmłodszych widzów, którzy stanowią lwią część ich widowni. Zwyzywać kogoś publicznie i skazać na ostracyzm? Tak, to tylko żart! Śmiechu warte. Chyba bardziej zbulwersował mnie jednak fakt, że niektórzy polscy twórcy YouTube wzięli w obronę panów wulgarnych i niestosownych twierdząc, że jedynie trafili w ogromną niszczę, która zaistniała z powodu patologii rodziców. Nie, oni tę niszę kreowali, a rodzic w okresie buntu dziecka tylko uporem może dać odwrotny przykład. Poza tym liczby idą tutaj w miliony, to wręcz niestosowne rzucać tak obraźliwymi stwierdzeniami na wyrost i kwestionować uzasadnione opinie psychologów specjalizujących się w mediach tego typu. Szkoda, że z powodu kultu idola wywołało to głównie negatywną reakcję "fanów" panów zaatakowanych. Jeśli kogoś interesują szczegóły - zapraszam do działu "Kontakt", z chęcią podeślę więcej materiałów na ten temat.

Podsumowanie!

Pewien złośliwy psychiatra porozwieszał na mieście opakowania z paracetamolem, którym naćpali się bogu winni twórcy YouTube. W efekcie ruszyli oni na sejm, gdzie doszło do "Pierwszej bitwy pod wiejską", którą zakończył festiwal pędzenia samogonu. Wszyscy żyli długo i szczęśliwie, a kultura wreszcie wróciła na salony, "kurwom" w dyskusji nie było końca.


"Mniej polityki, więcej przyjemności!" parafrazując odrobinę cytat z serialu  "Doktor House". Myślę, że powinno to oddać nastrój dzisiejszej prasówki, a wielu odetchnie dzięki temu z ulgą. Nie przedłużam i po prostu zapraszam do lektury! 


Instagram i (r)ewolucja

Źródło: polityka.pl
Zmiana tak charakterystycznego logotypu zawsze będzie uchodziła za ruch co najmniej ryzykowny, aczkolwiek niewielu to zaskakuje. Odkąd Mark Zuckerberg (twórca Facebooka) wykupił Instagram rok temu zdążono dodać szereg opcji - wprowadzono reklamy, nowe filtry, możliwość wstawiania krótkich filmików. Zmiana layoutu to zwyczajne dodanie kropki nad "i", a przyjęty w nim styl retro może się tylko przysłużyć serwisowi - mainstream to kocha. 

Starość przychodzi po nas później

Źródło: 1x.com
Marist College przeprowadziło w Nowym Yorku badania dotyczące sposobu odbierania przez nas ludzi mających 65 lat na karku. Co ciekawe wynika z nich, że większość korespondentów (w tym sama grupa poddawana "badaniu") uznaje ten okres za wciąż trwający wiek średni, twierdząc, że starość przychodzi dopiero po 70 roku życia. Biorąc pod uwagę amerykańskie realia, w których mężczyźni dożywają średnio prawie 79 lat, a kobiety 81, trudno byłoby z tym debatować. W Polsce rozwija się aktualnie podobna tendencja, jednakże wyciągnięcie bliźniaczych wniosków mogłoby zostać przez wielu uznane za zwyczajną obrazę, szczególnie w kontekście debaty na temat wieku emerytalnego. Niestety jeszcze wiele brakuje nam do realiów USA, a osobiście mam wrażenie, że Polacy pod natłokiem pracy starzeją się mentalnie coraz szybciej, zmęczeni, zgorzkniali, mający dość. 

Dwie Beaty w czerni

Premier rządu Beata Szydło, razem z Beatą Kempą, postanowiła odwiedzić papieża Franciszka w celu przedyskutowania kwestii Światowych Dni Młodzieży. Tak naprawdę niewiele wiadomo na temat samego spotkania i mających miejsce w trakcie owego ustaleń, większość źródeł wspomina tylko  ŚDM, niektóre napominają coś o tym jakoby papież miał wspomnieć kwestię uchodźców, niezwykle dla niego ważną. Pozostanie nam jedynie swoisty niesmak z powodu niekoniecznie udanej kreacji reprezentantek Polski (ale też nie nowej..?), w porównaniu z chociażby Angelą Merkel.

Audyt! Audyt!

Źródło: newsweek.pl
Ledwo opadł marszowy kurz a tu trach - z niebios uderzył piorun (ludowej) sprawiedliwości! Czas rozliczyć minioną władzę, a szlag by te wszystkie reformy, szlag by ekonomię i dobro obywateli, najważniejsza jest w końcu zemsta! To takie chrześcijańskie. Dlatego osiem lat PO-PSL podsumujmy magiczną sumą strat pieniężnych, wspomnijmy coś o złotym mercedesie, który nawet złoty nie jest, a na deser krzyknijmy tragicznie "Co wam ta Polska zrobiła? Dlaczego zostawiliście ją bezbronną?" niczym minister Antoś. A gdy minie już czas jedynowładztwa PiS znajdzie się ktoś, kto zakrzyknie "Audyt!" ponownie, po czym wyciągnie magiczną liczbę z szafy, wliczy w to 500+ i inne reformy równie bezlitośnie, doda straty gospodarki, podniesie wrzawę i zażąda zemsty. Z lamusa wyciągnięty zostanie kolejny, złoty mercedes, ktoś jęknie okrutnie na koniec, a kabaret zacznie się na nowo.  Nowotwór toczy polską politykę niezależnie od partii, liczą się tylko igrzyska. 

Pojedynek orła z niedźwiedziem

Źródło: foreignpolicysblog.com
Rosja zachowywała się ostatnimi czasy dość ostentacyjnie i prowokacyjnie na Bałtyku, kwestią czasu było, aż Barack Obama zabierze głos w tej sprawie. Co mógł zrobić w tym przypadku? Skrytykował owe zachowania w trakcie spotkania z przedstawicielami krajów nordyckich w Białym Domu. Formalność została dopełniona, a Rosjanie nadal będą kierowali swoje okręty oraz samoloty na niebezpiecznie bliską odległość w stosunku do jednostek NATO, dyplomaci nadal będą debatować, a prezydenci wzajemnie się krytykować. I oby to trwało jak najdłużej, oby nikomu nie puściły nerwy - szczególnie wojskowym.

Podsumowanie

Beata Szydło wizytowała starość w prowokacyjnym stroju, a ta przerażona stworzyła "audyt" mody polskiej premier, który wstawiony na Instagram trafił do Baracka Obamy. Nie mogąc znieść konsekwencji opublikowania tej ściśle tajnej wiedzy prezydent USA rozpoczął wojnę atomową, a śmiechom nie było końca. 
Świat, a w szczególności Polska, nie próżnował w tym tygodniu na moje nieszczęście! Smakowitego materiału jest tak wiele, że ciężko coś wybrać w ramach zachowań obiektywnych, dlatego skupmy się na smakołykach indywidualnych, odautorskich. Prasówkę 2-7.05 czas rozpocząć!

Dojrzałość dopadła maturzystów

Źródło: zsw5.jaworzno.pl
Jest taki dzień w życiu każdego ucznia szkoły średniej do którego dla  wielu prowadzi wyboista ścieżka pełna bezlitosnego, belferskiego terroru. Czasem przebędą ją wszyscy, w nielicznych przypadkach tylko garstka, w końcu statystyka musi się zgadzać. Miesiące wkuwania schematów i porzucania inwencji twórczej mogą się wreszcie na coś przydać. Ten wielki dzień nastał 4 maja, strach pielęgnowany w sercach tak wielu uczniów wreszcie może zebrać swe żniwo. Ciekawe kiedy kadra nauczy się, że mowa tu o emocji zmniejszającej efektywność? Jakby ten egzamin nie był już dość zużytym tworem, czystą formalnością, przez którą i tak przepuszcza się prawie każdego. W moich oczach reprezentuje sobą prawie tyle, co nic. Więc po co tu straszyć i terroryzować? Może lepiej zająć się błędami MEN, a następnie skupić na kreowaniu atrakcyjnej oferty edukacyjnej, która zainteresuje uczniów?

Postkomuniści są wśród nas

Źródło: newsweek.pl
Zdaniem wicepremiera Piotra Glińskiego lider .Nowoczesnej, Ryszard Petru, to wykapany postkomunista. Zainspirowała go zapewne niezastąpiona Dorota Kania ze swym artykułem w Gazecie Polskiej, w którym stwierdziła, iż  w przypadku Petru mowa o wychowanku GRU. W końcu fakt, że znalazł się on z rodzicami na wycieczce w radzieckiej elektrowni atomowej to wystarczający dowód jak i powód, tak przeprowadzało się rekrutację. Trzeba przyznać, że to całkiem imponujące wyniki jak na kogoś, kto w '89 kończył 17 rok życia. Banksterom da się zarzucić wiele przez sam fakt bycia banksterami, jak widać jednak dzisiejsza władza do spółki ze swymi mediami woli popadać w historyczną śmieszność. Innymi słowy nic się nie zmieniło i, zapewne, nie zmieni. 

Muzułmanin nowym burmistrzem Londynu

Źródło: telegraph.co.uk
Sadiq Khan będący reprezentantem Partii Pracy został nie dość, że nowym burmistrzem Londynu to jeszcze uzyskał rekordową w UK ilość głosów oddaną na mandat dla pojedynczego polityka. Nie da się ukryć, że 1,3 miliona głosów to imponująca liczba. Jak widać stereotyp związany z religią niekoniecznie musi determinować osobowość człowieka, a pan Sadiq być może zostać światłym przykładem zwalczającym uprzedzenia za pomocą swej postawy. Jest to pierwszy muzułmanin, który obejmuje taką funkcję  w jednej z europejskich stolic. Zanim ktoś rzuci się mi do gardła i stwierdzi, że wyznawcy Islamu opanowali Londyn, a przy okazji uzna to jeszcze za symbol upadku Wielkiej Brytanii - hej, mowa tu tylko o 13% ludności tej metropolii! Swą drogą warto się pochylić również nad losem polskiego księcia Jana Żylińskiego, który uzyskując poniżej 1% głosów znalazł się przedostatni na liście kandydatów. Jak widać nie uwierzyli w niego nawet rodacy.

Apolityczny KOD politycznym KOD-em

Źródło: interia.pl
Stało się, proszę państwa, nasz ulubiony ruch społeczny coraz bliżej polityki, coraz bliżej, jednocześnie wystrzegając się tego jak ognia w swych wypowiedziach. Komitet Obrony Demokracji zaprosił wszystkie partie opozycyjne do tworzenia koalicji "Wolność, równość i demokracja", aktualna lista członków jest dość imponująca - Nowoczesna, PSL, Inicjatywa Polska, SLD, Zieloni, Partia Demokratyczna, Stronnictwo Demokratyczne. Platforma Obywatelska wystosowała delegaturę, choć nadal oficjalnie nie dołączyła do przedsięwzięcia. Teraz pozostaje im namaścić Mateusza Kijowskiego (a przy poziomie rozsądku ich aktualnych decyzji to bardzo prawdopodobny scenariusz) na kandydata na prezydenta i do reszty diabli wezmą ich sukces społeczny, ot, historia mało zaskakująca i bez polotu. 

Korporacjonizm puka do drzwi

Źródło: swiecicki.blog.onet.pl
Mam wrażenie, że w Polsce kwestia Transatlantyckiego Układu o Wspieraniu Handlu i Inwestycji (TTIP) przechodzi bez najmniejszego echa z powodu koncentracji na naszych własnych problemach, podziałach. To zły objaw. Sam fakt negocjacji za zamkniętymi drzwiami, w tajemnicy przed publiką, daje do myślenia, a wycieki, które otrzymujemy są niepokojące. "Wielki biznes" kontra Komisja Europejska i Biały Dom, choć ten drugi ciężko uznać, w ostatecznym rozrachunku, za sojusznika UE. Uprzywilejowanie pozycji korporacji względem jej negocjacji z państwem, ciąg dalszy pogwałcania i uszczuplania praw pracownika, a wszystko po to, by kapitałowi prywatnemu (zaoceanicznemu) żyło się lepiej! Dodajmy presję w kwestii obniżania jakości produktów rolnych, czyli koniec z restrykcjami co do sposobu hodowli czy w kwestii środków chemicznych wspierających uprawę. Liczy się pieniądz, nie zdrowie konsumenta. TTIP wcale nie maluje się jako zjawisko groźne, nieprawdaż?

Myślę, że na tym mogę skończyć dzisiejszą prasówkę. Wypadałoby coś jeszcze napisać na temat 7-majowego marszu, acz aktualnie oczekujemy jego rozpoczęcia. Oglądalność TVP... Ech, TVP, w tej kwestii nie ma nawet o czym pisać. Przejdźmy więc do podsumowania,

Podsumowując! 


Ryszard Petru jest więc muzułmaninem-komunistą na usługach wywiadu USA, który podstępem przejął władze w Londynie używając do tego swych korporacyjnych koneksji i TTIP, a do tego na oczach wszystkich zawiązał autorytarną koalicję opozycyjną z demokracją w nazwie. Po tym wszystkim, jednak, spokojnie udał się do swojej szkoły w celu napisania egzaminu maturalnego z języka polskiego, wedle relacji świadków wyglądał na śmiertelnie przerażonego widokiem słów "Dziady. Część IV".



Żyjemy w XXI wieku, czyli w dobie zwanej hucznie "Wiekiem Informacji."

Mamy prasę, telewizję, internet, smartfony, nieustannie znajdujemy się w kontakcie ze światem. Wystarczy jedno kliknięcie, a na ekranie wyświetli się jaskrawa horda informacji atakujących nas zewsząd, od przeżyć znajomych po katastrofy globalne maści wszelakiej. Jeśli tylko zaczyna się dziać coś "wielkiego", choćby rewolta pokroju ukraińskiego Majdanu, to internet wie o tym od razu, a informacja rozchodzi się z nieprawdopodobną prędkością. Często jest to dzieło przypadku, często liczb w statystyce, które nabrały niepowstrzymanego rozpędu, nieustannie podwajając się, potrajając. Od znajomego do znajomego, udostępnienie za udostępnieniem.

Ot, fenomen internetu, dzięki któremu sami sobie jesteśmy nawzajem źródłem informacji.

Ale czy dzięki temu staliśmy się wreszcie obywatelami świadomymi otaczającego nas świata? Niestety niekoniecznie, pożywkę dostarczono postawie ignorantów, a nie ludzi głodnych wiedzy. Tak łatwo stworzyć twierdzę, do której nie dostanie się nic, poza interesującymi nas sprawami - najczęściej serialami i, właśnie, znajomymi, rzadziej eventami masowymi o charakterze kulturowym. Oczywiście, najgłośniejsze informacje globalne przebiją się przez tę barierę, są to jednak "chlubne" wyjątki pokroju śmierci artysty popkultury, czyli w efekcie często pokrewne do najpopularniejszych obszarów zainteresowań.

Rezygnując z przywileju informacji w kwestiach podstawowych, często dotyczących naszego regionu czy kraju, wedle wielu oszczędzamy sobie nerwów. W końcu łatwiej i przyjemniej jest usiąść z kubkiem ciepłej herbaty przed telewizorem, opatulić się w puszysty kocyk i spędzić kilka godzin przy ulubionym serialu, miast oglądając wiadomości na temat kolejnej wrzawy sejmowej i podniesienia podatków. Ot, postawa jak najbardziej zrozumiała, choć wypaczająca naszą umiejętność opiniotwórczą w przypadku, chociażby, wyborów/referendów.

Właśnie dlatego warto interesować się tymi, niekochanymi kwestiami. Uodparnia nas to, pod warunkiem krytycznego podejścia, na populistyczną demagogię, którą wielu polityków jak i dziennikarzy w ich służbie dziś stosuje. Gdy jesteśmy świadomi ciężej nas oszukać, ciężej nami manipulować, posiadamy pewną, konkretną, usystematyzowana wiedzę. Lukratywne hasła, które w głębi są po prostu przekłamaną wydmuszką, przestają kusić człowieka świadomego, ponieważ nie natrafiają na pustkę, którą tak łatwo wypełnić. Natrafiają na przestrzeń zasiedloną konkretną, uformowaną wiedzą i najpierw muszą z nią zwyciężyć, by zająć jej miejsce, udowodnić swą rację. A właśnie jej brak bywa najsłabszą stroną populizmu.

Dlatego właśnie zapraszam na cotygodniową "prasówkę" zainteresowanych i tych, którzy dotrwali! Informacje proszę traktować z przymrużeniem oka, są one celowo upraszczane, nieraz okraszone stylem jadowitej satyry.


Coraz mniej Szydło z Szydło

Źródło zdjęcia: PAP
Zewsząd dobiegają nas informacje, a raczej ich brak, o pani premier Beacie Szydło. Ponoć popadła ona w niełaskę prezesa ociężałością we wprowadzaniu reform ekonomicznych. Ot, strata niewielka, pani Beaty coraz mniej i mniej, aż zniknie i zapomnimy. Może przynajmniej odpocznie od tego braku możliwości do realnego działania? Poza tym, kim do licha jest Kazimierz Marcinkiewicz? Nie pamiętam nikogo takiego...

Coraz bliżej epidemii superbakterii

Źródło grafiki: tvp.pl
Bakteria "New Delhi" znana ze swej odporności na antybiotyki i możliwości przekazania "genu odporności" innym bakteriom coraz powszechniej występuje w Polsce. Zanotowano lawinowy wzrost przypadków zakażenia w Warszawie (liczba stwierdzonych przypadków zmieniła się ze 105 na 1105) w ciągu ostatnich trzech lat, w efekcie staliśmy się europejskimi przodownikami w hodowli "New Dehli." Czy jest cię czego bać? Niestety jest to zarazek, który zwykłą grypę zamienia w śmiertelną chorobę, wobec której bezradna staje się współczesna medycyna. Dlatego może lepiej odpuścić sobie majówkę w stolicy?

Zakaz handlu w niedzielę?

Źródło zdjęcia: nextnature.net
Pamiętacie mój tekst mówiący o tym, aby walczyć o posiadanie dnia odpoczynku, jako przykład podając kultywowaną przeze mnie niedzielę? Jak widać ktoś miał bliźniacze przemyślenia i do sejmu trafił projekt ograniczający niedzielny handel. Wedle ankiet jednak większość Polaków jest przeciwna ustawie tego pokroju. Być może boją się lawiny zwolnień spowodowanej spadkiem zysków, a być może odbiera to sens ich niedzielnej egzystencji. Ba, co tam, zaszalejmy, niedziela wolna dla wszystkich! W końcu co złego może się z tego powodu stać, gospodarko? 


Tę formę przyjmą sobotnie prasówki. Chciałem ująć jeszcze kilka, innych wydarzeń, ale uznałem, że stworzyłbym zbyt rozbudowanego kolosa z i tak już przydługiej notatki. Macie przedsmak, następnym razem tak będzie wyglądało główne wydanie, już bez refleksyjnego wstępu. Wtedy nie pominę większej ilości wydarzeń politycznych, kulturowych, masowych, acz i tak wybiorę to, co najbardziej zapadło mi w pamięć.

Podsumowując - "New Dehli" powoduje powolne znikanie z mediów, a zapadła na nie pani premier w trakcie niedzielnych zakupów odpoczywając w Warszawie.

Miłej, pełnej uśmiechu i relaksu majówki, gdziekolwiek ją spędzacie!