Najnowsze posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zieleń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zieleń. Pokaż wszystkie posty
Jest takie miejsce... 

Wiekowe i monumentalne, pośród którego siedlisk krocząc wyczuwasz na swoich barkach oddech historii. Spoglądasz z odrobiną troski, przemieszanej z obawą, acz i podziwem. Świadomość, ile pokoleń obserwowało to samo, co ty, bywa w tym przypadku przytłaczająca. Być może zmieniała się forma, być może inny był stan zaawansowania, rozkład strzelistych koron, aczkolwiek to tylko szczegóły. Miejsce pamięta.

Co natura wydała, natura odbiera.

Dotykając chropowatej, na poły wyniszczonej już kory sam zaczynasz to czuć. Pod grubą warstwą zmęczenia, schronione przez lepki, zielonkawy mech, ukrywają się wspomnienia. A zapach wiekowych drzew przeszywa wszystko, co cię otacza.

Musi tu panować symetryczny wręcz porządek, piękno w najczystszej postaci! Niezbyt zmyślnie ubrana służba, ot, najęci chłopi, przemyka pomiędzy drzewami tnąc, poprawiając, a Pan coraz bliżej. Czy spodoba mi się osąd? Czy ubrana w najznamienitszą, koronkową suknię z pozłacaną nicią, Pani będzie usatysfakcjonowana? Gromkie śmiechy, przeplatane z dźwiękami pijackiej hulanki, dobiegają z głębi, przytłumione przez zieleń, tak nierzeczywiste w swej odległości. Pałac, skryty na obrzeżach, choć nadal wśród drzew to nieustannie umykający zmysłom. Nikt nie jest w stanie go dostrzec.

Chłopi z wrzaskiem rzucili się do pracy, dziękując wniebogłosy  za dziejową sprawiedliwość, a towarzysz z nieukrywaną satysfakcją zaczął sporządzać raport. Nie minął nawet kwadrans, co zostało skrupulatnie odnotowane, a najzmyślniejsze z mebli gotowe były by skończyć jako opał. Nie uchroniły ich narożne rzeźbienia przedstawiające liście akantu, wzorowane na modle antycznej, nie uchronił ich nawet stan zachowania, który dało się odnotować jako idealny.  Mieniące się złotem, purpurą i błękitem tkaniny rozdarto, dzieląc je cichaczem wśród miejscowych, choć większość pakując na wozy i wywożąc. Dla nadzorującego pracę najważniejszy był jednak sam akt destrukcji, wdeptania w ziemię symbolu starego systemu, uwolnienie mieszkańców spod jarzma miejscowego dziedzica. A to, jak z niebywałym zadowoleniem odnotował w raporcie, udało się w pełni, z jednoczesnym zaskarbieniem sobie serc ludu wiejskiego. Co ważne, odnotował, towarzyszom ze wsi pozwoliliśmy zrobić z murami co zechcą. Nie minął tydzień, a po budowli zostało tylko gołe pole z resztką fundamentów okalanych przez park. Jak widać nic nie może powstrzymać potęgi rewolucji, dodał na samym końcu towarzysz. 

Dzieciaki zawsze zastanawiały się nad historią fundamentów w dawnym parku dworskim, czasem wysłuchując dziadkowych opowieści o końcu ery niewolniczej pracy i wyzwoleniu, które im przyniesiono. Było w tym jednak za mało romantyzmu, niewiele pikanterii, prędko więc powstały historie nieszczęśliwych miłości i udręczonych duchów noc w noc nawiedzających to miejsce. Czasem skrzykiwali się, chcą odkryć tajemnicę skrywaną pod ziemią, licząc, że przetrwały piwnice. A może dziedzicowi udało się zakopać gdzieś kosztowności, ku lepszej przyszłości, wiekową inwestycję skrytą pod jednym z drzew? Z tamtego okresu nie przetrwało już ani jedno zdjęcie, tylko natura mogła znać odpowiedzi.

Jest to tylko moja własna perspektywa, niepotwierdzona poszukiwaniem szerokiej gammy historii dawnych pokoleń, ot, szczątki informacji uzupełnione wyobraźnią, teoriami tworzonymi od lat. Żyję nieopodal dwuwiekowego parku dworskiego i to miejsce do dziś, mimo swych niewielkich rozmiarów, pozostaje dla mnie nieodkryte w najpiękniejszy ze sposobów. 

Wszędzie jesteśmy w stanie odnaleźć tajemnice, jeśli tylko zechcemy się nad nimi pochylić.

Dziś, aby zejść z tonu, coś mniej powszechnego, a coś o wiele bardziej osobistego w materii odczuć.

Na co dzień, w najlepszym przypadku, poruszamy się w miejskiej dżungli co najwyżej beznamiętnie. Mamy w nawyku narzekać na własne twory, na te kolosy z betonu i płyt w przypadku miasta, jak i na skromniejsze budowle prowincji. Jednak czy naprawdę jest aż tak źle? 

Człowiek to istota posiadająca zmysł estetyczny i potrafiąca tworzyć piękno. Dzieła architektury potrafią umykać nam jedne po drugich, od śladu zabytkowej, choć nadgryzionej przez ząb czasu secesji, przez stare, barokowe kościółki czy świadectwa gotyku. Dla wielu kamienica to synonim biedy i brzydoty – tak nieuczciwe traktowanie tych jakże wymyślnych, specyficznych świadectw minionych epok! Często brunatnych i zapomnianych, tonących w smutku własnego jestestwa (co na swój sposób również jest pociągające i potrafi skrywać piękno owiane nutką tajemnicy), a równie często kolorowych i zdobionych zmyślnymi rzeźbami, ornamentami przywodzącymi nam na myśl wszystko co najlepsze z epok antyku, choć to współczesne modyfikacje jak i wariacje ozdobników. Z resztą, nawet jeśli naprawdę nie jesteśmy w stanie tego poczuć, jeśli sztuka architektoniczna nie potrafi zwrócić na nas swojej pozytywnej uwagi – hej, cieszmy się z części praktycznej ich zastosowania. 

A właśnie od części praktycznej należałoby zacząć w przypadku blokowisk – coś, na swój sposób, zbawiennego w ramach częściowo już minionej epoki. Do dziś zapewnia to przyzwoity dach nad głową, prawdziwy dom wielu tysięcy ludzi. Fakt, istnieją te brzydkie, surowe i zaniedbane, acz spotykamy ich coraz mniej (to nadal nie powód by niszczyć i burzyć). Większość przechodzi transformację w kolorowe, budzące pozytywne wrażenia twory, które kreują całe regiony miejskiej zieleni przeplatanej z bogatą paletą barw, często urozmaicone jeszcze o zmyślne murale wybitnie pobudzające wyobraźnię, a do tego dbające o skok naszego pozytywnego nastroju. 

Prowincja to miejsce, z którym kojarzę tylko i wyłącznie jeden rodzaj narzekań, a ku mojej zgrozie mowa tu o różnorodności. Nieraz ludzie zachwycają się jednolitością architektoniczna, którą spotkali we Francji czy Niemczech. Zachwyca ich wizja całych sąsiedztw-bliźniaków (i to od okien po kolor dachówek), jako warunku zachowania estetyki. Każdy ma prawdo do swego gustu, jednak monotonia męczy nas w większości form i podejrzewam, że potrafiłaby dopaść i w tej. Ma to swoje plusy w postaci maskowania pewnych różnic i eliminowania, w efekcie, konkretnej gammy stereotypów, jednakoż sąsiedztwo pozostanie sąsiedztwem, pewnych sytuacji się nie uniknie, a już pewniakiem nie w ten sposób. Różnorodność i zmienność niosą za sobą o wiele więcej piękna, po prostu musimy nauczyć się wreszcie to doceniać.

Przy końcu należy powiedzieć jeszcze jedną rzecz. Wandalizm to zjawisko karygodne i wymagające sprzeciwu w postaci ludzkiej solidarności, wspólnej postawy. Jesteśmy świadkami? Po prostu to zgłaszamy. Wstrętne napisy od dawna szpecą ścianę pobliskiego budynku? Zwołajmy sąsiadów, dopilnujmy zamalowania tego, a jeśli poczuwamy się naprawdę i traktujemy to osobiście sami wspierajmy naprawę szkód w ramach możliwości, czy to pracą czy finansami. Pokażmy, że potrafimy być wspólnotą i wbrew wszystkiemu sprawnie kooperować w celu upiększania swojego światku.

Wracając jeszcze na chwilę do budowli porzuconych, niszczejących, zaniedbanych i odrzuconych. Wracając do tych, na których remont nie stać ani władz ani właścicieli prywatnych. Są sytuacje, gdy ponownie przydałby się nam akt solidarności, wykreowanie czegoś w rodzaju obywatelskiego funduszu środków renowacyjnych. Jeśli istnieje instytucja tego typu to popełniam straszny błąd ponownie to sugerując, a jeśli nie to może warto wreszcie spróbować? 

Prostsze i skupione na funkcjonalności dzieła cywilizacji ludzkiej również posiadają niezmierzone pokłady uroku i piękna, choć z pozoru bywają tak surowe, obskurne. Jeśli zechcemy się nad nimi pochylić to w końcu to dostrzeżemy, a odrobina barw powróci do naszej codzienności.