Najnowsze posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą determinizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą determinizm. Pokaż wszystkie posty
Świat, a w szczególności Polska, nie próżnował w tym tygodniu na moje nieszczęście! Smakowitego materiału jest tak wiele, że ciężko coś wybrać w ramach zachowań obiektywnych, dlatego skupmy się na smakołykach indywidualnych, odautorskich. Prasówkę 2-7.05 czas rozpocząć!

Dojrzałość dopadła maturzystów

Źródło: zsw5.jaworzno.pl
Jest taki dzień w życiu każdego ucznia szkoły średniej do którego dla  wielu prowadzi wyboista ścieżka pełna bezlitosnego, belferskiego terroru. Czasem przebędą ją wszyscy, w nielicznych przypadkach tylko garstka, w końcu statystyka musi się zgadzać. Miesiące wkuwania schematów i porzucania inwencji twórczej mogą się wreszcie na coś przydać. Ten wielki dzień nastał 4 maja, strach pielęgnowany w sercach tak wielu uczniów wreszcie może zebrać swe żniwo. Ciekawe kiedy kadra nauczy się, że mowa tu o emocji zmniejszającej efektywność? Jakby ten egzamin nie był już dość zużytym tworem, czystą formalnością, przez którą i tak przepuszcza się prawie każdego. W moich oczach reprezentuje sobą prawie tyle, co nic. Więc po co tu straszyć i terroryzować? Może lepiej zająć się błędami MEN, a następnie skupić na kreowaniu atrakcyjnej oferty edukacyjnej, która zainteresuje uczniów?

Postkomuniści są wśród nas

Źródło: newsweek.pl
Zdaniem wicepremiera Piotra Glińskiego lider .Nowoczesnej, Ryszard Petru, to wykapany postkomunista. Zainspirowała go zapewne niezastąpiona Dorota Kania ze swym artykułem w Gazecie Polskiej, w którym stwierdziła, iż  w przypadku Petru mowa o wychowanku GRU. W końcu fakt, że znalazł się on z rodzicami na wycieczce w radzieckiej elektrowni atomowej to wystarczający dowód jak i powód, tak przeprowadzało się rekrutację. Trzeba przyznać, że to całkiem imponujące wyniki jak na kogoś, kto w '89 kończył 17 rok życia. Banksterom da się zarzucić wiele przez sam fakt bycia banksterami, jak widać jednak dzisiejsza władza do spółki ze swymi mediami woli popadać w historyczną śmieszność. Innymi słowy nic się nie zmieniło i, zapewne, nie zmieni. 

Muzułmanin nowym burmistrzem Londynu

Źródło: telegraph.co.uk
Sadiq Khan będący reprezentantem Partii Pracy został nie dość, że nowym burmistrzem Londynu to jeszcze uzyskał rekordową w UK ilość głosów oddaną na mandat dla pojedynczego polityka. Nie da się ukryć, że 1,3 miliona głosów to imponująca liczba. Jak widać stereotyp związany z religią niekoniecznie musi determinować osobowość człowieka, a pan Sadiq być może zostać światłym przykładem zwalczającym uprzedzenia za pomocą swej postawy. Jest to pierwszy muzułmanin, który obejmuje taką funkcję  w jednej z europejskich stolic. Zanim ktoś rzuci się mi do gardła i stwierdzi, że wyznawcy Islamu opanowali Londyn, a przy okazji uzna to jeszcze za symbol upadku Wielkiej Brytanii - hej, mowa tu tylko o 13% ludności tej metropolii! Swą drogą warto się pochylić również nad losem polskiego księcia Jana Żylińskiego, który uzyskując poniżej 1% głosów znalazł się przedostatni na liście kandydatów. Jak widać nie uwierzyli w niego nawet rodacy.

Apolityczny KOD politycznym KOD-em

Źródło: interia.pl
Stało się, proszę państwa, nasz ulubiony ruch społeczny coraz bliżej polityki, coraz bliżej, jednocześnie wystrzegając się tego jak ognia w swych wypowiedziach. Komitet Obrony Demokracji zaprosił wszystkie partie opozycyjne do tworzenia koalicji "Wolność, równość i demokracja", aktualna lista członków jest dość imponująca - Nowoczesna, PSL, Inicjatywa Polska, SLD, Zieloni, Partia Demokratyczna, Stronnictwo Demokratyczne. Platforma Obywatelska wystosowała delegaturę, choć nadal oficjalnie nie dołączyła do przedsięwzięcia. Teraz pozostaje im namaścić Mateusza Kijowskiego (a przy poziomie rozsądku ich aktualnych decyzji to bardzo prawdopodobny scenariusz) na kandydata na prezydenta i do reszty diabli wezmą ich sukces społeczny, ot, historia mało zaskakująca i bez polotu. 

Korporacjonizm puka do drzwi

Źródło: swiecicki.blog.onet.pl
Mam wrażenie, że w Polsce kwestia Transatlantyckiego Układu o Wspieraniu Handlu i Inwestycji (TTIP) przechodzi bez najmniejszego echa z powodu koncentracji na naszych własnych problemach, podziałach. To zły objaw. Sam fakt negocjacji za zamkniętymi drzwiami, w tajemnicy przed publiką, daje do myślenia, a wycieki, które otrzymujemy są niepokojące. "Wielki biznes" kontra Komisja Europejska i Biały Dom, choć ten drugi ciężko uznać, w ostatecznym rozrachunku, za sojusznika UE. Uprzywilejowanie pozycji korporacji względem jej negocjacji z państwem, ciąg dalszy pogwałcania i uszczuplania praw pracownika, a wszystko po to, by kapitałowi prywatnemu (zaoceanicznemu) żyło się lepiej! Dodajmy presję w kwestii obniżania jakości produktów rolnych, czyli koniec z restrykcjami co do sposobu hodowli czy w kwestii środków chemicznych wspierających uprawę. Liczy się pieniądz, nie zdrowie konsumenta. TTIP wcale nie maluje się jako zjawisko groźne, nieprawdaż?

Myślę, że na tym mogę skończyć dzisiejszą prasówkę. Wypadałoby coś jeszcze napisać na temat 7-majowego marszu, acz aktualnie oczekujemy jego rozpoczęcia. Oglądalność TVP... Ech, TVP, w tej kwestii nie ma nawet o czym pisać. Przejdźmy więc do podsumowania,

Podsumowując! 


Ryszard Petru jest więc muzułmaninem-komunistą na usługach wywiadu USA, który podstępem przejął władze w Londynie używając do tego swych korporacyjnych koneksji i TTIP, a do tego na oczach wszystkich zawiązał autorytarną koalicję opozycyjną z demokracją w nazwie. Po tym wszystkim, jednak, spokojnie udał się do swojej szkoły w celu napisania egzaminu maturalnego z języka polskiego, wedle relacji świadków wyglądał na śmiertelnie przerażonego widokiem słów "Dziady. Część IV".


Dzisiejsza notka jest powiązana z zeszłotygodniową (klik! dla tych, którzy jej nie czytali) i jest jej swoistą kontynuacją. 

Skoro zapoznaliśmy się już z frommowską nomenklaturą dobra i zła to możemy przejść do kwestii wolnej woli. Czym maluje się ona w przypadku konfliktu pomiędzy rozwojem a regresją? 

Ludzie tłumaczą sobie jej znaczenie na różnorakie sposoby, dość łatwo popadając w paradoksy, szczególnie jeśli mowa tu o osobach wierzących. Posłużę się tutaj ich perspektywą ze względu na jej przystępność. Zastanówmy się w jaki sposób wszechwiedzący i wszechmogący Bóg pozwala człowiekowi posiadać wolną wolę? Odpowiedź jest prostym pytaniem - może on znać losy swego dzieła, ale czy musi? 

Jednakże czym jest sama wolna wola dla istoty ludzkiej? Wedle wielu aktem podejmowania decyzji zdeterminowanych, czyli przeczących istnieniu takowej. W tym przypadku mowa o perspektywie często przyjmowanej przez ewolucjonistów, w sercach których króluje determinizm. Dlaczego jemy? Ponieważ odczuwamy głód. Dlaczego akurat jabłko? Kwestia determinanty biologicznej. Dlaczego uciekamy? Czujemy zagrożenie, tak nakazuje nam mechanizm. Na szczęście całość nie sprowadza się tylko i wyłącznie do tego, mowa tu jedynie o powierzchni, pozostaje jeszcze głębia.

Wolna wola nie jest więc aktem decyzji samej w sobie lecz świadomością takowej. Potrzebujemy tutaj definicji "dobra" oraz "zła" przedstawionych w poprzedni piątek, ponieważ to one stanowią o naszych możliwościach. Nie liczy się fakt wyboru, kluczem jest tutaj świadomość jego konsekwencji dla naszego życia. Bezrefleksyjne opowiadanie się za jedną opcji świadczy o braku wolnej woli, a świadomość jej długofalowych (w miarę możliwości) skutków dla nas, naszego życia, otoczenia kreuje jej realną definicję. Decyzje niosą za sobą znamiona, każda w jakimś stopniu pcha nas ku regresji bądź progresji. Musimy zdawać sobie z tego sprawę, aby z czystym sumieniem nazywać siebie istotami wolnymi.

Niestety, jest też pewien haczyk. Czym dłużej trwamy na jednej ze ścieżek, czym więcej decyzji w ramach takowej podejmujemy, tym ciężej jest nam z niej zawrócić, wkroczyć na drogą antagonistyczną do aktualnej. Aż w końcu, po wielu latach, przekraczamy linię, za którą nie ma już odwrotu. Brakuje nam czasu by to odmienić.

Warto mieć świadomość, warto być ciekawym świata i korzystać ze swego przywileju.

Michał Anioł "Stworzenie Adama"



Zgodnie z rozpiską żyjąc dziś podejmuję temat surowy, filozoficzny.

Poruszę pojęcie dobra i zła. Z góry podkreślam, że inspirowali mnie w tym przypadku Erich Fromm (i na dobrą sprawę to jego teorię przedstawię), Gottfried Wilhelm Leibniz, Karol Marks oraz Baruch Spinoza. Spędziłem wiele godzin ślęcząc nad ich dziełami, badaniami, traktatami i pod niezwykle silnym wpływem pierwszego z nich przedefiniowałem fundamenty swojego żywota.

Czym jest tak naprawdę dobro i zło? Czy można tu mówić ogólnikowo o kwestii zgodności z normami prawnymi jak i etycznymi, tak zmiennymi, różniącymi się pomiędzy krajami, kulturami, czasem i miejscowościami? To zbyt płytkie pojmowanie tej kwestii, dobre jako wytłumaczenie tymczasowe, ale prowadzące do niezliczonej liczby paradoksów.

Życiem rządzą dwie postawy, dwa rodzaje żądz. Mowa tu o postawie progresywnej, postępowej, reprezentowanej przez naukowy styl życia, prowadzącej ku rozwojowi, społeczeństwu spójnemu i współpracującemu ze sobą, eliminującemu niesnaski i wady, oraz postawie regresywnej, wstecznej. Regresja występuje tu jako symbol zerwania z dorobkiem cywilizacyjnym, jest to droga ku życiu pierwotnemu, zatraceniu istoty człowieczeństwa, ot, czysty obłęd, którego celem jest zastąpienie inteligencji instynktami, których człowiekowi z jej powodu brakuje.

Obie postawy, rozwinięte ku swej skrajności, gwarantują przetrwanie rasy ludzkiej. Istnienie całych cywilizacji to walka pragnień, ciągłych wyborów między jednym a drugim, ot, sinusoida życia, która odbija się echem w historii. Czym dłużej kroczymy jedną z tych ścieżek, tym zdrowsi jesteśmy, a czym więcej chaosu decyzyjnego, tym gorsze nasze życie, niższy poziom zadowolenia. Potrzebujemy pewnej stałej w całej tej burzy doświadczeń, aby odczuwać szczęście.

Pozostaje tylko wybór pomiędzy postępem...
...a obłędem w zezwierzęceniu.

Tylko w ten sposób unikniemy śmierci z rąk własnej agresji. 
Im bardziej pęd ku życiu zostaje zablokowany, tym silniejszy jest pęd ku zniszczeniu.
Erich Fromm

Spotykamy się na ulicy, dzień w dzień, beznamiętni, bezrefleksyjni. Kotłują się w nas niezmierzone pokłady żółci, zajmujące miejsce pustki, tej nieznośnej, wyżerającej nas czeluści, bezideowości. Jedyne co dostrzegamy to wady (nieuczciwe stereotypy), a to za wielki nos, a to obrzydliwe piegi, tam, po prawej biedny, pewnie pijak i alkoholik, a po lewej „tfu” pedał. Złego dopełni starsza kobiecina z kulą, trzęsąca się i opadająca z sił, na tyle bezczelna, by poprosić o miejsce siedzące! 

Zatraciliśmy kurs, a naszym nawigatorem stała się naiwność, trasa jej prosta i niezmienna, a punkt docelowy zwie się limbo. Gdy jest już za późno, gdy podsycają nas ognie skryte pod płaszczem cienia i dezinformacji - zaczynamy czuć ulgę, świat nareszcie zdaję się być dziecinnie prosty, w końcu wiemy po czym stąpamy. Naszym ideałem bunt, z prawa bądź lewa, naszym argumentem aksjomat, naszą bronią siła i... Tęsknota. Tęsknota za „pięknymi” czasami, gdy każda ideologia osiągała najwyższy poziom dyskusji, a w grę wchodziła już tylko liczba wspierana tężyzną. Ot, argument siły, król nad królów.

Nikt nie nauczył nas ciekawości, zdążyliśmy znienawidzić schematy wpajane nam każdego dnia. Taki jest system, musisz się dostosować. Nie liczy się to co umiesz i wiesz, ważne jest tylko abyś stał się kolejnym trybikiem w mechanizmie dziejów, odwzorował to, czego od ciebie wymagają. Oryginalność jest nieakceptowalna, nie o to prosi komisja. Czy taka postawa kształtuje ludzi krytycznych, pragnących świata różnorodnego, barwnego, czy też raczej rzuca im kłody pod nogi, coraz to wyraźniej spychając na tę zgubną trasę, której obrania konsekwencje dziś odczuwamy? 

Skoro już przyzwyczaili nas do przyswajania haseł, skoro już udowodnili, że poza pewną linię nie należy wychodzić, jednocześnie tak usilnie forsując pluralizm, tak sprzecznie, nielogicznie... Skoro już pchnęli nas ku zgubie, zgubę przyjmujemy. Jest piękna, prosta, jednolita, pozbawiona absurdów. Radykalizm zebrał swe żniwo, a brunatno-bure barwy wdarły się do serc. Walka o rząd dusz nadal trwa, choć już znamy zwycięzców. Problem leży u podstaw. 

Zostawieni sami sobie, chcemy dbać o siebie. Kształtuje to postawę egoistyczną, regresyjną, przykrą, smutną. Gdzie dążenie do postępu, porzucania barier i granic? Musimy się wreszcie nauczyć chwytać po źródła różnorodne, musimy sięgać głębiej i mówić „sprawdzam!” gdy usłyszymy rzeczy nieprawdopodobnie sprzeczne. Nie, nie za wzorem autorytetu, a za własnym, chłonnym umysłem, który od lat tego właśnie się doprasza. Sięgnijmy czasem po argumenty drugiej strony, sprawdźmy je, wyjątku nie uczyńmy też dla własnych. Świat i tak pędzi, chwila refleksji nie boli.

Dlaczego kotłuje się w nas tyle nienawiści? Mam wrażenie, że mimowolnie adresuję tę notkę do części mojego pokolenia, odrobinę odchodząc od neutralności, wspierającej skupianie się na istocie piękna tego świata. Czasem jednak trzeba wyjść przed szereg. 

Nie pozwólmy błędom innych na determinowanie naszego życia, wnikajmy, dociekajmy, bądźmy ciekawi, a co najważniejsze szanujmy. Pokażmy, że stać nas na dyskusję, miejmy odmienne zdanie, ale akceptujmy. Tak powinno zachowywać się zdrowe społeczeństwo, nie tylko liberalne czy demokratyczne, a najzwyczajniej w świecie i po ludzku zdrowe. Unikajmy argumentu siły, wrzawy, bezmyślności. 

Świat jest pięknym, rozwijającym się miejscem. Nie spowalniajmy postępu, wspólnie zbierajmy owoce dorobku ludzkości, dostrzegając potencjał i w tych zgniłych, pomagając im powrócić do pełnej kondycji, wnieść coś dobrego.

Brakuje nam empatii, tak więc słowem na dziś zostaje właśnie ona.

Źródło: hollyonhealth.com